Agnieszka jest niezwykłą istotą. W sposób niezwykle konsekwentny i szybki, adaptuje się do stanu swojego zdrowia. Nikt nie wie jak i dlaczego. Wydolność płuc to jakieś 30%, Po lewej stronie zbiera się płyn. Komora serca jest uciskana przez sztywne i napuchnięte płuco. Wątroba i śledziona bardzo powiększone. Żołądek puchnie czasami tak mocno, że sama widzę jego zarys... A ona trwa, walczy i jest nadal z nami. Gorączka niemal jej nie opuszcza, jednak Paracetamol już nie pomaga, tu trzeba leków neurologicznych. To gorączka mózgowa. Na tablicy z lekami doraźnymi "kolorowo" jak to zwykli mówić lekarze. Na czerwono wpisuję te najsilniejsze leki. Część z nich wydawana jest tylko przez uprawnionych pracowników apteki. Leki dla chorych onkologicznie: Morfina i Fentanyl. Antybiotyki już nie pomagają, tylko dodatkowo wyniszczają organizm i obciążają żołądek i wątrobę.
Powiem Wam, że najtrudniejsze jest podjęcie decyzji, który lek podać. A może wystarczy przytulić, chwilę poczekać... Te decyzje są niezwykle trudne, bo Agnieszka nam nie powie, jak się czuje. Całe jej życie musimy zgadywać, domyślać się, ufać intuicji. Ja wiem, stale słyszę, że znam ją najlepiej i na pewno podskórnie wiem co zrobić. Jedno jest pewne, nie możemy pozwolić na to, żeby cierpiała. Podanie zastrzyku z Clonazepamu, to było dla mnie ciężkie doświadczenie, ale wyjścia nie było. Myślę, że następnym razem będzie odrobinę łatwiej, choć nigdy nie jest tak, że nie ma emocji. Setki wymienionych PEGów, rurek tracheo, a ja nadal muszę to odchorować. Nie nadaję się na pielęgniarkę czy lekarza.
Tak bardzo nierealne a zarazem boleśnie prawdziwe jest to, co się dzieje i co nas czeka. Tak bardzo nam ciężko i ten oddech więznący w połowie drogi. Jakby nam się coś zablokowało. Sprawdzanie 24 godziny na dobę, czy oddycha i czy pulsoksymetr działa. Dopytujecie co u Agnieszki, a Agnieszka trwa w coraz większym bólu, cierpieniu i nie potrafi się z nami rozstać. My nie potrafimy się z nią rozstać. Trwamy w impasie, który nie jest tak łatwo rozwiązać. Czekamy co los przyniesie, bo tylko życie i czas przyniesie rozwiązanie.
Cały czas Agnieszka ma zajęcia z terapeutami. Jak to pani doktor powiedziała, nie ważne co robią, ale niech przychodzą. No i robią co się da. Robią tyle, ile wytrzyma Agnieszka. Delikatny ucisk przy oddechówce, bo silniejszy powoduje wyrzut potów i spadek saturacji. Głaskanie zamiast masażu, delikatnie ugięcia kończyn w ramach rehabilitacji. Masaż limfatyczny, żeby zeszła opuchlizna z buzi... Często jest jej po zajęciach łatwiej oddychać, pomimo ataku, który wywołany jest wysiłkiem. Jak ważni są ludzie z odpowiednim podejściem i wyobraźnią, a nie odklepujący kolejny dzień pracy. Moja wdzięczność dla Karoliny i Mirka jest nie do ogarnięcia. Przez te 16 lat wspólnej pracy, to już właściwie rodzina, nawet częściej się widzimy niż z rodziną :) Dobrze, że do Agi przyjeżdżają też dobre osoby z hospicjum, które zawsze pomogą i mają cierpliwość do moich narzekań i gorszych dni.
Jakoś to wszystko przetrwamy. Ważne, że razem.


Wiem co czujecie, tak bardzo rozumiem ten ból ,strach i niepewność a najgorsza jest bezradność,sercem i myślami z Agniesią i z Wami Aniu.
OdpowiedzUsuńAgata.
Agusia ❤️
OdpowiedzUsuńPrzytulam ❤️
OdpowiedzUsuń❤️ dużo sił Kochani, jesteście wspaniałymi Rodzicami
OdpowiedzUsuń