Trochę nam się pochorowała nasza Gucia. W sobotę zaczęła gorączkować.
Na szczęście gorączka nie przekroczyła 38 stopni i tak sobie skakała.
37-38. O 14.30 Agnieszka dostaje sirdalud, po którym śpi sobie jakieś 2
godzinki. Obudziła się całkiem rześka i nic nie wskazywało na to, żeby
temperatura miała wrócić. Przyjechała jeszcze Pani Iwonka, oklepała ją i
niby wszystko ok. Jednak, jak się okazało po 19 moje dziecko zaczęło
coraz gorzej wyglądać i gorączka wróciła. Tym razem zaczęła się
potwornie pocić. Nie dawałam jej leku na zbicie gorączki, bo czekałam
jak wysoko podejdzie temperatura. Jednak nie przekroczyła 38 stopni. Po
północy jak ręką odjął. Agnieszka przestała się pocić, gorączka spadła i
nadmiar wydzieliny się skończył.
W niedzielę była tylko osłabiona. Wykąpaliśmy ją, a gorączka już nie
wróciła. Odwołałam jednak zajęcia do środy, bo widać było, że jest
osłabiona. Tym razem gorączka spadła do 35. Agnieszka, tak jak ja, ma
niską temperaturę, ale z reguły trzyma się 36 stopni, 35 to już chyba
lekkie osłabienie.
W poniedziałek rozmawiałam z naszą Panią doktor i dowiadywałam się,
czy to taki ostry rzut alergii, czy też może infekcja. Wspólnie
doszłyśmy do wniosku, że wizyta na „placu budowy” uruchomiła alergię, a w
poradni okulistycznej złapała jakiegoś bakcyla i się uwolnił. Z tego
wszystkiego cieszy mnie tylko odporność jakiej nabrała Agnieszka. Sama
zwalczyła chorobę. Dostała tylko jakiś zwykły syrop i inhalację, żadnych
antybiotyków! Nie wiem czy zauważyliście, ale to już rok, od ostatniego
antybiotyku! Mam nadzieję, że jeszcze długo tak wytrwamy
Zastanawia mnie, w jakim celu ludzie (w końcu za każdym komentarzem
kryje się człowiek) piszą negatywne, właściwie bardziej obraźliwe
komentarze. Takie wpisy nie wnoszą ani konstruktywnej krytyki, ani nie
oddają sensu tego co się dzieje na świecie, czy w naszym skromnym życiu.
Nie zatwierdzam tych komentarzy, bo wpis pod tytułem „współczuję tak
nieudanego dziecka”, czy też „piszesz jakbyś nie skończyła podstawówki”,
albo „ciągłe tylko żebranie o pieniążki” i wmawianie mi, że wyszukuję
choroby u córki, są całkowicie bez sensu. Jak bardzo trzeba mieć chorą
psychikę, żeby hejtować w necie. Ludzie, zajmijcie się swoim życiem. Ja
nie będę zatwierdzać tych komentarzy. Jeżeli chcieliście mnie obrazić,
to się nie udało. Jeżeli chcieliście poczytać sobie przesycone
nienawiścią komentarze, zły adres. A jeżeli komuś nie odpowiada mój
styl, cóż… Internet jest pełen blogów pisanych przez literatów,
dziennikarzy, czy osób, które nie popełniają błędów.
Wybaczcie, ale czasami nie nadążam za tym światem. Wszystkim nam jest
ciężko. Każdy ma jakieś problemy w życiu. Jeden nie ma pracy, inny ją
ma, ale się męczy. Ktoś inny płacze, bo jest przerażony zbliżającymi się
egzaminami, albo życie mu się załamało, bo zerwał z dziewczyną. Jeszcze
inny został sam na świecie, stracił dziecko, czy też zdrowie. Problemy
na świecie są najróżniejsze i nie można żadnego bagatelizować. Mając
Agnieszkę, nie jestem ani w gorszej, ani w lepszej sytuacji. Nie jest
nam lekko, ale też dajemy sobie radę. Raz jest gorzej, raz lepiej. Jak u
każdego z Was. Nie obrażajmy się nawzajem, bo tylko robimy krzywdę
drugiemu człowiekowi, a w rezultacie sobie. Szanujmy się nawzajem. Taki
mój apel do komentujących. Chcesz mnie obrazić, obraź mnie, a nie moje
dziecko, bo nie uważam jej za nieudane. To jest najpiękniejsza,
najmądrzejsza i najukochańsza córunia mamuni. I tatunia też
Pozdrawiam Was serdecznie i ponawiam prośbę o przekazanie 1% naszej córuni
czwartek, 11 lutego 2016
piątek, 5 lutego 2016
Kontrola u okulisty! /5 lutego 2016/
Ferie dobiegły końca, i Agnieszka rozpoczęła ciężką pracę. Skończyło
się wylegiwanie w łóżku do 10 (zauważyłam, że w ten sposób łatwiej mi ją
ubrać, po drugim śniadaniu, jak nie zrywam jej z łóżka). Teraz trzeba
wstać o wpół do ósmej i nie ma zmiłuj
Ciocia Małgosia i wuja Robert przychodzą punktualnie :) Agnieszka co
prawda, sprawdza na ile może sobie jeszcze pozwolić i walczy. Może się
uda wyskoczyć z fotelika i jeszcze poleżeć, ale na razie, przegrywa
Jeśli chodzi o oczko, to po rozebraniu choinki podałam Agnieszce Opatanol do oczu i Tafen Nasal do noska i jakoś wszystko się unormowało. W czwartek dotarliśmy do okulisty. Pani doktor cierpliwie obejrzała oczka. Okazało się, że Agnieszka oprócz blizny w centralnym miejscu źrenicy, ma jeszcze zrost źrenicy z tęczówką. Dobrze mi się wydawało, że widzę drugą blizną! Szlag!!! Niestety, Pani doktor mogła tylko zaufać naszym słowom, bo Agnieszki oczko było zdrowe, bez podrażnień. Skoro jednak podawanie leków na alergię pomaga, a do tego w określonym czasie widzimy pogorszenie się jej oczu i większą ilość wydzieliny, coś jest na rzeczy. Zaleciła podawanie Opatanolu do końca opakowania, już na dwa tygodnie przed możliwym pyleniem (najbardziej podejrzewam brzozę, pleśnie, grzyby, trawę i pokrzywy, a teraz jeszcze roztocza), do tego przepisała steryd, jakby stan zapalny się nasilił. Na szczęście dostaliśmy dokładny opis, mogę to podać do kartoteki naszej pediatrze.
A tak swoją drogą, rozmawiałam dzisiaj z naszą Panią doktor, bo była ciekawa, co powie okulista. Pani doktor zastanawia się nad testami u Agnieszki. Robią takie nawet u nas w szpitalu. Tylko może nie teraz, bo jest trochę chorobliwy czas… Pomyślimy, zobaczymy. Wracając z Poznania, wjechaliśmy na godzinkę do domu, zobaczyć jak prace postępują (kafelki zaczynają pojawiać się na ścianach, jest nadzieja na powrót). I tak wieczorem, Agnieszka zaczęła domagać się ciągłego odsysania. Stale jej coś przeszkadzało. Cały dzień dzisiaj to samo. Nałykała się tego kurzu i pyłu i pewnie to stąd. Pani doktor kazała poczekać najdalej do jutra, jak nie przejdzie, inhalacja. Teraz oddycha spokojnie i czysto, ale jak długo tak będzie? Nie wiem, teraz trwa to jakieś pół godziny. Co więcej, Pani doktor mi dzisiaj powiedziała, że najwcześniej powinniśmy wrócić 2 tygodnie po zakończeniu remontu… Super…
Okulistka zaleciła też zakładanie wilgotnej komory na noc. Tylko i wyłącznie. Soczewka to rozwiązanie tylko na chwilę, jak to określiła. (No i skończyła się cisza, trzeba odessać dziecko) Na szczęście komory mamy w zapasie Pani pielęgniarka z hospicjum, zakupiła je dla Agnieszki przywiozła we wtorek Pani doktor uświadomiła mi tez przez przypadek, że w pokoju nie mamy dywanu, Agnieszka śpi na poduszce antyalergicznej, którą często piorę, poszewki też. Do tego leży na pieluszkach tetrowych, które w suszarce są wyparzone. Podłogi są myte codziennie… Dlatego może, tak zareagowała na ten pył w domu, czy wcześniej, choinkę. Teraz jest wszytko dobrze, oby jak najdłużej.
Dziękuję wszystkim za pomoc w roznoszeniu ulotek i za udostępnianie apeli. Dziękuję za każdy sygnał o przekazaniu 1% dla Agnieszki!!! Jesteście wspaniali!!!
Kochani, życzę Wam udanego weekendu! Pozdrawiam gorąco
Jeśli chodzi o oczko, to po rozebraniu choinki podałam Agnieszce Opatanol do oczu i Tafen Nasal do noska i jakoś wszystko się unormowało. W czwartek dotarliśmy do okulisty. Pani doktor cierpliwie obejrzała oczka. Okazało się, że Agnieszka oprócz blizny w centralnym miejscu źrenicy, ma jeszcze zrost źrenicy z tęczówką. Dobrze mi się wydawało, że widzę drugą blizną! Szlag!!! Niestety, Pani doktor mogła tylko zaufać naszym słowom, bo Agnieszki oczko było zdrowe, bez podrażnień. Skoro jednak podawanie leków na alergię pomaga, a do tego w określonym czasie widzimy pogorszenie się jej oczu i większą ilość wydzieliny, coś jest na rzeczy. Zaleciła podawanie Opatanolu do końca opakowania, już na dwa tygodnie przed możliwym pyleniem (najbardziej podejrzewam brzozę, pleśnie, grzyby, trawę i pokrzywy, a teraz jeszcze roztocza), do tego przepisała steryd, jakby stan zapalny się nasilił. Na szczęście dostaliśmy dokładny opis, mogę to podać do kartoteki naszej pediatrze.
A tak swoją drogą, rozmawiałam dzisiaj z naszą Panią doktor, bo była ciekawa, co powie okulista. Pani doktor zastanawia się nad testami u Agnieszki. Robią takie nawet u nas w szpitalu. Tylko może nie teraz, bo jest trochę chorobliwy czas… Pomyślimy, zobaczymy. Wracając z Poznania, wjechaliśmy na godzinkę do domu, zobaczyć jak prace postępują (kafelki zaczynają pojawiać się na ścianach, jest nadzieja na powrót). I tak wieczorem, Agnieszka zaczęła domagać się ciągłego odsysania. Stale jej coś przeszkadzało. Cały dzień dzisiaj to samo. Nałykała się tego kurzu i pyłu i pewnie to stąd. Pani doktor kazała poczekać najdalej do jutra, jak nie przejdzie, inhalacja. Teraz oddycha spokojnie i czysto, ale jak długo tak będzie? Nie wiem, teraz trwa to jakieś pół godziny. Co więcej, Pani doktor mi dzisiaj powiedziała, że najwcześniej powinniśmy wrócić 2 tygodnie po zakończeniu remontu… Super…
Okulistka zaleciła też zakładanie wilgotnej komory na noc. Tylko i wyłącznie. Soczewka to rozwiązanie tylko na chwilę, jak to określiła. (No i skończyła się cisza, trzeba odessać dziecko) Na szczęście komory mamy w zapasie Pani pielęgniarka z hospicjum, zakupiła je dla Agnieszki przywiozła we wtorek Pani doktor uświadomiła mi tez przez przypadek, że w pokoju nie mamy dywanu, Agnieszka śpi na poduszce antyalergicznej, którą często piorę, poszewki też. Do tego leży na pieluszkach tetrowych, które w suszarce są wyparzone. Podłogi są myte codziennie… Dlatego może, tak zareagowała na ten pył w domu, czy wcześniej, choinkę. Teraz jest wszytko dobrze, oby jak najdłużej.
Dziękuję wszystkim za pomoc w roznoszeniu ulotek i za udostępnianie apeli. Dziękuję za każdy sygnał o przekazaniu 1% dla Agnieszki!!! Jesteście wspaniali!!!
Kochani, życzę Wam udanego weekendu! Pozdrawiam gorąco
piątek, 22 stycznia 2016
Kolejne problemy z oczkiem, PEG i 1% /22 stycznia 2016/
Witajcie! Pewnie niektórzy są ciekawi jak się ma sprawa z Aginkowym
oczkiem. Otóż antybiotyk zaczął działać dopiero na czwartą dobę, czyli w
niedzielę. Wtedy dopiero było widać, że przekrwienie oka się widocznie
zmniejszyło i opuchlizna powieki zaczęła schodzić. W poniedziałek
Agnieszka odpoczywała, ale już we wtorek poprosiłam Karolinę, żeby ją
obejrzała. Jakoś tak się dziwnie układa, że w momencie kiedy mamy
problem z prawym okiem, Agnieszka ma problemy z prawą stroną ciała.
Mięśnie napięte jak struny i główkę ściąga jej na prawą stronę. Co z
kolei powoduje, że leżąc na boku, podrażnia sobie jeszcze bardziej to
oczko. No i cóż sprawa postąpiła dalej niż myślałam. RWA kulszowa i ta
nieszczęsna szyja. Dziecko znowu płaczące, tylko tym razem już od soboty
na naproxenie. Pomaga jej, mniej cierpi i trochę spokojniej przeszła tę
rehabilitację. Na szczęście oczko się poprawiło, przez chwilę
wystraszyłam się, że drugie oczko też zaczyna chwytać jakaś infekcja,
ale na szczęście udało się w porę zapobiec. Do tego Agnieszka robiła
wrażenie przeziębionej. Pomógł zwykły syrop Rutinacea Junior i
inhalacja.
Teraz zastanawiałam się, czy jechać na umówioną wizytę do okulistki, z którą umówiłam Agnieszkę prywatnie. Byłyśmy u tej Pani doktor już w sierpniu 2013, dlatego chciałam jechać do tego samego lekarza. Przynajmniej wie co jest grane z oczkami. A tak po za tym, Pani doktor przepisała wówczas kropelki, które pomogły bezapelacyjnie i na długo. Moje wątpliwości zostały właśnie wczoraj rozwiane. Musimy jechać do Poznania, bo Agnieszka znowu ma problem z tym oczkiem.
W środę było wszystko w jak najlepszym porządku, a wczoraj rano oko było już opuchnięte (znaczy powieka) i zaczerwienione. Główka znowu skręcona w prawą stronę. Na szczęście trafiło na ciocię Karolinę, więc znowu musiała biedną Gucię pomęczyć Całe zajęcia rozluźniała jej szyję i dopiero na sam koniec zajęć Agnieszka się rozluźniła. Co więcej, była tak zmęczona, że zasnęła chwilę później.
Tego dnia przyjechała też Pani Iwonka, nasza pielęgniarka z hospicjum. Ach, bo zapomniałam Wam wspomnieć o tym, że w środę Agnieszce wieczorem wyskoczył PEG. Mieliśmy go już dosyć długo, jak się okazało woda maleńką dziurką uciekała z balonika. Kilka dni wcześniej dopompowywałam balonik, bo zwrócił moją uwagę fakt, że gaziki były wilgotne. Przy zakładaniu nowego cewnika wszystko byłoby ok, tylko zauważyłam zakrwawione gaziki i skrzepłą krew w PEG-u, po jego założeniu. Wystraszyłam się, dopiero później zaczęłam analizować wszystko po kolei. PEG, który wypadł, nie miał całkowicie opróżnionego balonika. Wygląda na to, że albo Agnieszka się tak napięła, że ciśnienie wypchnęło go z żołądka, albo tata nie zauważył, że pociągnął za wężyk. Skutkiem tego delikatnie podrażniona została śluzówka żołądka, albo przetoki. Dzisiaj rano jeszcze było troszkę krwi na gaziku, ale nic ponad to się nie działo.
Wracając do Pani Iwonki. Dopytywała się o kolor kupki, bo jeżeli byłaby ciemna, prawie czarna, mogłoby to świadczyć o krwotoku. Na szczęście nic takiego nie zaistniało. Co do Agnieszki oczka, też tak trochę nie wie co robić. Jednak Nasza Karolcia sprawdziła i okazało się, że w styczniu jest całkiem wysokie stężenie pyłków leszczyny, olszy. W wazonie stały jeszcze gałęzie iglaków, które właśnie tego dnia miały się znaleźć w koszu. Pani Iwonka zasugerowała też, żeby rozebrać choinkę. Wszystko to zostało wczoraj jeszcze zrobione, oczka zakropione Opatanolem (kropelki na alergię) i odpukać, dzisiaj jest zdecydowanie lepiej. Za chwilę okaże się, że Agniecha jest uczulona na roztocza!!!
Choinka stoi te kilka tygodni i łapie kurz, meble się odkurzy, dywan też, podłogi umyje, ale choinkę trudno wyczyścić. Tym bardziej, jak obwieszona ozdobami jest. Co więcej, Agnieszce choinka się spodobała, zwłaszcza jak kolorowe światełka odbijały się w wielkich bombkach Niestety, musieliśmy ją rozebrać i mam nadzieję, że to był powód jej problemów z okiem. Do okulistki i tak pojedziemy.
Spokojnego i pełnego przyjemnych wrażeń weekendu
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tak jak co roku, zwracamy się do Was z ogromną prośbą o pomoc w pozyskaniu środków na leczenie Agnieszki. Proszę o przekazanie Agnieszce 1% przy rozliczaniu PIT-ów. Jeżeli poprosicie o to również swoich bliskich, będziemy niezmiernie wdzięczni. Jak pisałam w podziękowaniach, dzięki tym środkom mamy spokojny rok. Agnieszka ma coraz większe potrzeby, jednak wiem, że mogę liczyć na Waszą pomoc drodzy przyjaciele Już teraz dziękuję wszystkim, którzy wskazali Agnieszki dane w odpowiednich rubrykach swoich pitów. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy kolejny raz pomagają nam w roznoszeniu ulotek. Ulotki zostały już wysłane pocztą, a pozostali osobiście druki
DZIĘKUJEMY!!!!!
Teraz zastanawiałam się, czy jechać na umówioną wizytę do okulistki, z którą umówiłam Agnieszkę prywatnie. Byłyśmy u tej Pani doktor już w sierpniu 2013, dlatego chciałam jechać do tego samego lekarza. Przynajmniej wie co jest grane z oczkami. A tak po za tym, Pani doktor przepisała wówczas kropelki, które pomogły bezapelacyjnie i na długo. Moje wątpliwości zostały właśnie wczoraj rozwiane. Musimy jechać do Poznania, bo Agnieszka znowu ma problem z tym oczkiem.
W środę było wszystko w jak najlepszym porządku, a wczoraj rano oko było już opuchnięte (znaczy powieka) i zaczerwienione. Główka znowu skręcona w prawą stronę. Na szczęście trafiło na ciocię Karolinę, więc znowu musiała biedną Gucię pomęczyć Całe zajęcia rozluźniała jej szyję i dopiero na sam koniec zajęć Agnieszka się rozluźniła. Co więcej, była tak zmęczona, że zasnęła chwilę później.
Tego dnia przyjechała też Pani Iwonka, nasza pielęgniarka z hospicjum. Ach, bo zapomniałam Wam wspomnieć o tym, że w środę Agnieszce wieczorem wyskoczył PEG. Mieliśmy go już dosyć długo, jak się okazało woda maleńką dziurką uciekała z balonika. Kilka dni wcześniej dopompowywałam balonik, bo zwrócił moją uwagę fakt, że gaziki były wilgotne. Przy zakładaniu nowego cewnika wszystko byłoby ok, tylko zauważyłam zakrwawione gaziki i skrzepłą krew w PEG-u, po jego założeniu. Wystraszyłam się, dopiero później zaczęłam analizować wszystko po kolei. PEG, który wypadł, nie miał całkowicie opróżnionego balonika. Wygląda na to, że albo Agnieszka się tak napięła, że ciśnienie wypchnęło go z żołądka, albo tata nie zauważył, że pociągnął za wężyk. Skutkiem tego delikatnie podrażniona została śluzówka żołądka, albo przetoki. Dzisiaj rano jeszcze było troszkę krwi na gaziku, ale nic ponad to się nie działo.
Wracając do Pani Iwonki. Dopytywała się o kolor kupki, bo jeżeli byłaby ciemna, prawie czarna, mogłoby to świadczyć o krwotoku. Na szczęście nic takiego nie zaistniało. Co do Agnieszki oczka, też tak trochę nie wie co robić. Jednak Nasza Karolcia sprawdziła i okazało się, że w styczniu jest całkiem wysokie stężenie pyłków leszczyny, olszy. W wazonie stały jeszcze gałęzie iglaków, które właśnie tego dnia miały się znaleźć w koszu. Pani Iwonka zasugerowała też, żeby rozebrać choinkę. Wszystko to zostało wczoraj jeszcze zrobione, oczka zakropione Opatanolem (kropelki na alergię) i odpukać, dzisiaj jest zdecydowanie lepiej. Za chwilę okaże się, że Agniecha jest uczulona na roztocza!!!
Choinka stoi te kilka tygodni i łapie kurz, meble się odkurzy, dywan też, podłogi umyje, ale choinkę trudno wyczyścić. Tym bardziej, jak obwieszona ozdobami jest. Co więcej, Agnieszce choinka się spodobała, zwłaszcza jak kolorowe światełka odbijały się w wielkich bombkach Niestety, musieliśmy ją rozebrać i mam nadzieję, że to był powód jej problemów z okiem. Do okulistki i tak pojedziemy.
Spokojnego i pełnego przyjemnych wrażeń weekendu
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tak jak co roku, zwracamy się do Was z ogromną prośbą o pomoc w pozyskaniu środków na leczenie Agnieszki. Proszę o przekazanie Agnieszce 1% przy rozliczaniu PIT-ów. Jeżeli poprosicie o to również swoich bliskich, będziemy niezmiernie wdzięczni. Jak pisałam w podziękowaniach, dzięki tym środkom mamy spokojny rok. Agnieszka ma coraz większe potrzeby, jednak wiem, że mogę liczyć na Waszą pomoc drodzy przyjaciele Już teraz dziękuję wszystkim, którzy wskazali Agnieszki dane w odpowiednich rubrykach swoich pitów. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy kolejny raz pomagają nam w roznoszeniu ulotek. Ulotki zostały już wysłane pocztą, a pozostali osobiście druki
DZIĘKUJEMY!!!!!
niedziela, 10 stycznia 2016
Oczko i przeziębienie, chyba… /10 stycznia 2016/
Witajcie w Nowym Roku!
Mam nadzieję, że Sylwester był udany i wspominać będziecie go z rozrzewnieniem My ten czas spędziliśmy jak rok wcześniej, w gronie najbliższych. Mając naszą Agniesię, jakoś nie jesteśmy w stanie wyjść i bawić się całą noc. Musielibyśmy kogoś obciążyć opieką nad Gucią. A dzieci, jak to one, zwykle przy wyjściu rodziców są bardziej czujne, nawet taka Agnieszka Na szczęście możemy czasami wyjść na kilka godzin do przyjaciół, wieczorkiem. To się jakoś bilansuje. Właściwie nie mamy z tym większego problemu. Nie uznajemy tego, jako jakąś krzywdę od losu. Czasami tylko jakiś chochlik szepcze do ucha o jakiejś niesprawiedliwości i żalu. To jednak tylko chwilowe załamania i trzeba strzepnąć złe myśli. Muszę nauczyć się szukać pozytywów w naszym życiu. W końcu załamywanie się nic nie da. Osłabia nas tylko i nie pozwala normalnie funkcjonować.
Kochani, co u nas? A no od tygodnia mieszkamy u mojej teściowej, która użyczyła nam dachu nad głową na czas remontu. Panowie wkroczyli do łazienki i dzieją się tam straszne rzeczy. Dostęp do wanny był utrudniony, a nasze kręgosłupy jakoś tak osłabły. Musimy coś z tym zrobić. Agnieszka nie może przebywać w tym kurzu i trzeba jakoś przetrwać ten czas. Mam nadzieję, że prace będą szybko postępować.
Agnieszka od początku roku znowu ma problemy z oczkiem. Założyłam jej wilgotną komorę w nadziei, że to coś pomoże. Jednak oko było coraz gorsze. Całe zaczerwienione, do tego białko oka zrobiło się żółtawe, a źrenica mętna. W środę wyglądało to już bardzo fatalnie, a mi skończyły się pomysły. W poniedziałek zapisałam nas do Poznania, do okulistki, u której byliśmy jak poprzednio coś się działo. Jednak najbliższy termin, to 4 luty, do tego tylko prywatnie. Dopiero w maju wizyta na NFZ. Zapisałam Agnieszkę na obydwa terminy. Ostatnio mamy tyle problemów z oczkami, że ta wizyta też będzie potrzebna.
W czwartek zadzwoniłam do naszej Pani doktor, po radę i namiar na jakiegoś dobrego okulistę, bo już zgłupiałam. Komora jest ok, oczko było bardziej nawilżone, ale jeżeli tam jest jakieś owrzodzenie, to przy braku tlenu, będzie się działo… Do tego wszystkiego, odniosłam wrażenie, że pojawiła się druga, maleńka blizna. Ze środy na czwartek nie mogłam spać ze strachu, że mi to oko mi pęknie… Pani doktor podała mi namiary, ale tam też dopiero w poniedziałek wizyta. Cudem udało mi się dodzwonić do okulistki, która przyjmuje w Wągrowcu. Potrzebne było jeszcze tylko skierowanie na cito i mogliśmy jechać. Lekarka obejrzała to oczko i stwierdziła, że jeszcze nic groźnego się nie dzieje. Jednak potwierdziła, że coś tam jest. Tak naprawdę nie dowiedziałam się, skąd ten stan zapalny, i co tam jest. Dostaliśmy antybiotyk w kropelkach, z tzw.: górnej półki i żel do smarowania oczka kilka razy na dobę. Przyznam, że dopiero dzisiaj widzę poprawę. Oczko jest zaczerwienione, ale źrenica odzyskuje blask. Mam nadzieję, że sprawa się unormuje. Pani doktor zaproponowała też soczewkę na to oko. To tak profilaktycznie, żeby je ochronić przed wysychaniem. W pierwszej chwili spodobał mi się ten pomysł. Jednak za chwilę przypomniało mi się, jak pewien znakomity okulista wyzywał na soczewki, że wysuszają oczy i uszkadzają siatkówkę. Muszę to skonsultować z innym okulistą, najlepiej pediatrycznym, dlatego nie odwołałam naszej lutowej wizyty w Poznaniu. Tą jutrzejszą, rano odwołam, bo jeszcze w piątek nie było widać najmniejszej poprawy, więc nie wiedziałam, czy nie będę musiała z nią jechać.
Na domiar wszystkiego we wtorek Agnieszka była bardzo powystawiana. Wejście Karoliny wywołało łzy u Agnieszki. To był już znak, że coś jest nie tak. Karolka musiała najpierw uspokoić Agnieszkę, bo łezki jak grochy płynęły. Tak jeszcze nam się nie zdarzyło. Zastanawiam się, czy ona zaczęła płakać, bo bała się bólu, czy też z radości? Wydaje mi się jednak, że wiedziała, że będzie ją boleć. Moje biedna dziecko Jak ona dużo rozumie, a do tego tak się nacierpi! I faktycznie, bolało ją bardzo. Jeszcze przed zakończeniem zajęć dostała lek przeciwbólowy. W czwartek musiałam odwołać zajęcia z ciotką, bo akurat w tym czasie jechaliśmy do okulisty, a pewnie coś tam zostało do skończenia. Skutkiem tego w sobotę zaczęły się łzy i nerwy. Coś ją bolało, a my byliśmy całkowicie zdezorientowani. Zalewała się wydzieliną, cewniki schodzą jak woda. Ja nie umiem jej pomóc. Na szczęście zabrałam naproxen i podałam Agnieszce. Wieczorem miała już 37,6 temperatury, spocona i rozpalona. Wyglądało to, na jeszcze wyższą gorączkę. Dzisiaj rano trochę spokojniej, ale 37,5 się utrzymało. Na chwilę obecną gorączka, właściwie to taki stan podgorączkowy, zeszła i jest troszeczkę mniej odsysania. Musiała się gdzieś przeziębić. Dostaje nadal naproxen (nie wiem czy to wszystko nie jest na tle bólowym) i do tego rutinaceę. Liczę na to, że zakończy się to tylko na tych lekach. Zajęcia na razie odwołałam. Jutro i we wtorek Agnieszka ma wolne.
Tak swoją drogą, będąc u okulisty, pomyślałam sobie, a co tam, zapiszę się i sprawdzę dokładnie te moje oczy. Ciągle tylko komputerowo, albo prywatnie. A tu niespodzianka. Nie dosyć, że muszę mieć skierowanie, to jeszcze muszę je mieć przed zapisaniem się do lekarze! Załamałam się. Całkowicie zapomniałam o tym, że te skierowania trzeba teraz mieć przed zapisaniem się w poradni. Ostatnio z Agnieszkę na skierowaniu mamy tylko cito zapisane, a to na innych prawach działa. Wynika teraz z tego, że muszę najpierw umówić się do swojego rodzinnego, do którego i tak nie mam czasu iść, bo wydaje mi się, że to zawracanie głowy. I mam iść, żeby poprosić o skierowanie do okulisty??? Przecież internista nie musi się znać na chorobach oczu…. Dobra, nie kumam tego systemu, za chwilę będę musiała iść po skierowanie do gina czy dentysty! I tyle by było, jeśli chodzi o kolejną wizytę na NFZ… Jak dobrze, że mamy taki dobry kontakt z Agnieszki pediatrą i chociaż tutaj udaje mi się częściej uniknąć wydawania pieniędzy! A tak, nie miałam narzekać
Trzymajcie się zdrowo i dbajcie o siebie. Mróz też jest potrzebny, aczkolwiek teraz trochę strat w ogrodach pewnie porobił. Najważniejsze jednak, żeby ani Wam, ani nam nie zaszkodził. Wymrozi trochę bakterii, powietrze się oczyści i będzie dobrze! Pozdrawiam Was serdecznie!
Mam nadzieję, że Sylwester był udany i wspominać będziecie go z rozrzewnieniem My ten czas spędziliśmy jak rok wcześniej, w gronie najbliższych. Mając naszą Agniesię, jakoś nie jesteśmy w stanie wyjść i bawić się całą noc. Musielibyśmy kogoś obciążyć opieką nad Gucią. A dzieci, jak to one, zwykle przy wyjściu rodziców są bardziej czujne, nawet taka Agnieszka Na szczęście możemy czasami wyjść na kilka godzin do przyjaciół, wieczorkiem. To się jakoś bilansuje. Właściwie nie mamy z tym większego problemu. Nie uznajemy tego, jako jakąś krzywdę od losu. Czasami tylko jakiś chochlik szepcze do ucha o jakiejś niesprawiedliwości i żalu. To jednak tylko chwilowe załamania i trzeba strzepnąć złe myśli. Muszę nauczyć się szukać pozytywów w naszym życiu. W końcu załamywanie się nic nie da. Osłabia nas tylko i nie pozwala normalnie funkcjonować.
Kochani, co u nas? A no od tygodnia mieszkamy u mojej teściowej, która użyczyła nam dachu nad głową na czas remontu. Panowie wkroczyli do łazienki i dzieją się tam straszne rzeczy. Dostęp do wanny był utrudniony, a nasze kręgosłupy jakoś tak osłabły. Musimy coś z tym zrobić. Agnieszka nie może przebywać w tym kurzu i trzeba jakoś przetrwać ten czas. Mam nadzieję, że prace będą szybko postępować.
Agnieszka od początku roku znowu ma problemy z oczkiem. Założyłam jej wilgotną komorę w nadziei, że to coś pomoże. Jednak oko było coraz gorsze. Całe zaczerwienione, do tego białko oka zrobiło się żółtawe, a źrenica mętna. W środę wyglądało to już bardzo fatalnie, a mi skończyły się pomysły. W poniedziałek zapisałam nas do Poznania, do okulistki, u której byliśmy jak poprzednio coś się działo. Jednak najbliższy termin, to 4 luty, do tego tylko prywatnie. Dopiero w maju wizyta na NFZ. Zapisałam Agnieszkę na obydwa terminy. Ostatnio mamy tyle problemów z oczkami, że ta wizyta też będzie potrzebna.
W czwartek zadzwoniłam do naszej Pani doktor, po radę i namiar na jakiegoś dobrego okulistę, bo już zgłupiałam. Komora jest ok, oczko było bardziej nawilżone, ale jeżeli tam jest jakieś owrzodzenie, to przy braku tlenu, będzie się działo… Do tego wszystkiego, odniosłam wrażenie, że pojawiła się druga, maleńka blizna. Ze środy na czwartek nie mogłam spać ze strachu, że mi to oko mi pęknie… Pani doktor podała mi namiary, ale tam też dopiero w poniedziałek wizyta. Cudem udało mi się dodzwonić do okulistki, która przyjmuje w Wągrowcu. Potrzebne było jeszcze tylko skierowanie na cito i mogliśmy jechać. Lekarka obejrzała to oczko i stwierdziła, że jeszcze nic groźnego się nie dzieje. Jednak potwierdziła, że coś tam jest. Tak naprawdę nie dowiedziałam się, skąd ten stan zapalny, i co tam jest. Dostaliśmy antybiotyk w kropelkach, z tzw.: górnej półki i żel do smarowania oczka kilka razy na dobę. Przyznam, że dopiero dzisiaj widzę poprawę. Oczko jest zaczerwienione, ale źrenica odzyskuje blask. Mam nadzieję, że sprawa się unormuje. Pani doktor zaproponowała też soczewkę na to oko. To tak profilaktycznie, żeby je ochronić przed wysychaniem. W pierwszej chwili spodobał mi się ten pomysł. Jednak za chwilę przypomniało mi się, jak pewien znakomity okulista wyzywał na soczewki, że wysuszają oczy i uszkadzają siatkówkę. Muszę to skonsultować z innym okulistą, najlepiej pediatrycznym, dlatego nie odwołałam naszej lutowej wizyty w Poznaniu. Tą jutrzejszą, rano odwołam, bo jeszcze w piątek nie było widać najmniejszej poprawy, więc nie wiedziałam, czy nie będę musiała z nią jechać.
Na domiar wszystkiego we wtorek Agnieszka była bardzo powystawiana. Wejście Karoliny wywołało łzy u Agnieszki. To był już znak, że coś jest nie tak. Karolka musiała najpierw uspokoić Agnieszkę, bo łezki jak grochy płynęły. Tak jeszcze nam się nie zdarzyło. Zastanawiam się, czy ona zaczęła płakać, bo bała się bólu, czy też z radości? Wydaje mi się jednak, że wiedziała, że będzie ją boleć. Moje biedna dziecko Jak ona dużo rozumie, a do tego tak się nacierpi! I faktycznie, bolało ją bardzo. Jeszcze przed zakończeniem zajęć dostała lek przeciwbólowy. W czwartek musiałam odwołać zajęcia z ciotką, bo akurat w tym czasie jechaliśmy do okulisty, a pewnie coś tam zostało do skończenia. Skutkiem tego w sobotę zaczęły się łzy i nerwy. Coś ją bolało, a my byliśmy całkowicie zdezorientowani. Zalewała się wydzieliną, cewniki schodzą jak woda. Ja nie umiem jej pomóc. Na szczęście zabrałam naproxen i podałam Agnieszce. Wieczorem miała już 37,6 temperatury, spocona i rozpalona. Wyglądało to, na jeszcze wyższą gorączkę. Dzisiaj rano trochę spokojniej, ale 37,5 się utrzymało. Na chwilę obecną gorączka, właściwie to taki stan podgorączkowy, zeszła i jest troszeczkę mniej odsysania. Musiała się gdzieś przeziębić. Dostaje nadal naproxen (nie wiem czy to wszystko nie jest na tle bólowym) i do tego rutinaceę. Liczę na to, że zakończy się to tylko na tych lekach. Zajęcia na razie odwołałam. Jutro i we wtorek Agnieszka ma wolne.
Tak swoją drogą, będąc u okulisty, pomyślałam sobie, a co tam, zapiszę się i sprawdzę dokładnie te moje oczy. Ciągle tylko komputerowo, albo prywatnie. A tu niespodzianka. Nie dosyć, że muszę mieć skierowanie, to jeszcze muszę je mieć przed zapisaniem się do lekarze! Załamałam się. Całkowicie zapomniałam o tym, że te skierowania trzeba teraz mieć przed zapisaniem się w poradni. Ostatnio z Agnieszkę na skierowaniu mamy tylko cito zapisane, a to na innych prawach działa. Wynika teraz z tego, że muszę najpierw umówić się do swojego rodzinnego, do którego i tak nie mam czasu iść, bo wydaje mi się, że to zawracanie głowy. I mam iść, żeby poprosić o skierowanie do okulisty??? Przecież internista nie musi się znać na chorobach oczu…. Dobra, nie kumam tego systemu, za chwilę będę musiała iść po skierowanie do gina czy dentysty! I tyle by było, jeśli chodzi o kolejną wizytę na NFZ… Jak dobrze, że mamy taki dobry kontakt z Agnieszki pediatrą i chociaż tutaj udaje mi się częściej uniknąć wydawania pieniędzy! A tak, nie miałam narzekać
Trzymajcie się zdrowo i dbajcie o siebie. Mróz też jest potrzebny, aczkolwiek teraz trochę strat w ogrodach pewnie porobił. Najważniejsze jednak, żeby ani Wam, ani nam nie zaszkodził. Wymrozi trochę bakterii, powietrze się oczyści i będzie dobrze! Pozdrawiam Was serdecznie!
czwartek, 31 grudnia 2015
Podsumowując życzę Szczęśliwego Nowego Roku!!! /31 grudnia 2015/
Jak co roku, nie mogę wyjść z podziwu, że
to już koniec, a zarazem początek następnego roku. Coraz szybciej pędzi
czas, aczkolwiek, o zakończeniu tego roku marzyłam. Wierzę, że następny
będzie łatwiejszy. Chociaż, sama już nie wiem. Może jestem zwyczajnie
zmęczona… W końcu żyjemy, jesteśmy zdrowi i tak wiele osiągnęliśmy w
minionym roku. Zauważyłam, że z roku na rok coraz więcej się dzieje w
naszym życiu, ale widać, to tak już musi być. Taka karma
Podsumowując mijający rok, muszę przyznać,
że troszkę nas doświadczył. Strach o Agnieszkę już od końca 2014 roku
ciągnął się aż do marca. Dopiero wtedy moja córcia wyleczyła się z
zapalenia płuc i oskrzeli. Później powrócił jak zły sen, ropień, który
do października nie dawał o sobie zapomnieć. Mamy też spore problemy z
prawym oczkiem. Już dwa rodzaje kropli stosowałam i nic nie pomaga. W
styczniu musimy jechać do okulisty w Poznaniu. Teraz sprawdzimy
działanie wilgotnej komory, właśnie dostałyśmy jedną na próbę. No i ta
nieszczęsna spastyka. Jest raz lepiej, raz gorzej, ale siła Agnieszki
powoduje duże problemy z moim kręgosłupem i nadgarstkiem. Niechybnie
zbliża się okres pokwitania u mojej córci. Dla mnie to nadal mała
dziewczynka, jednak wszystko wskazuje na to, że za chwilkę będzie to
mała kobietka.
Jest też dużo bardzo przyjemnych rzeczy,
które spotkały nas w tym roku. Wyjechaliśmy na turnus, taki trochę inny.
Jednak okazuje się, że to jednak najlepszy dla Agnieszki turnus. Dużo
spacerów i powietrze nasycone jodem. Nadal wspominam to z rozrzewnieniem
Zrobiliśmy też sporo zakupów! Leżaczek kąpielowy, nowy wózek Stingray
2, a także fotelik samochodowy, który kupiliśmy dzięki hojności
darczyńców
Dzięki Wam udało się też wybudować funkcjonalny, w pełni profesjonalny
i najpiękniejszy na świecie, podjazd dla niepełnosprawnych
Powróciliśmy też pod skrzydła hospicjum domowego. Mamy przecudną Panią
pielęgniarkę, która przyjeżdża dwa razy w tygodniu i ma ogromne pokłady
cierpliwości. Przyjeżdżają też lekarze raz w miesiącu. Czuję się dzięki
temu trochę bezpieczniej.
Kończąc
podsumowanie, chciałam podziękować wszystkim ludziom, którzy tak
chętnie nam pomagają. Dziękuję za przekazanie Agnieszce 1%, dziękuję za
każdą wpłatę indywidualną na subkonto, dziękuję za udział w bazarku.
Jest kilka osób, którym jak co roku muszę podziękować imiennie. Są to
nasi wspaniali rehabilitanci: Karolina Konicka i Mirek Musielak.
Kochani, bez Was nie dalibyśmy rady!!! Nasza Pani doktor Beata pomogła
nam przetrwać ten trudny czas, kiedy Agnieszka była bardzo chora. Jest
Pani cudowna!!! Dziękuję też naszej Pani Małgosi, mam nadzieję, że
zostanie Pani z nami jak najdłużej!!!! Dziękuję też Robertowi, który w
ramach rewalidacji wykonuje masaż u Agniesi. Dziękuję Robercie
Wielkie podziękowania należą się Roksanie, która rozkręciła nasz
bazarek i doprowadziła go do szczęśliwego zakończenia!!! Dziewczyno,
jesteś wspaniała!!! Podziękowania też dla naszych wirtualnych
przyjaciół, którzy skazani są czasami na moje jęki i żale. Przytulam Was
serdecznie! Dziękuję rodzinie i przyjaciołom za cierpliwość, pomoc i
miłość. Dzięki Wam wszystkim udaje nam się przetrwać każdy kolejny
dzień. Kocham Was wszystkich i nie wyobrażam sobie życia bez Was!!!
A
czego mogę Wam życzyć w nadchodzącym 2016 roku? Życzę Wam zdrowia, to
zawsze jest ważne. Niech miłość zawsze Was otacza, i niech towarzyszy
jej szczęście. Życzę Wam spełnienia marzeń i zrealizowania choćby
najbardziej nierealnych planów. Pamiętajcie, chcieć, to móc
Mam nadzieję, że rok 2016 będzie dobrym czasem dla każdego z Was, jaki
dla nas. Jak najmniej kłopotów, a jeżeli się przytrafią, to takie z
których będzie można się tylko śmiać, bo były błahe. Życzę miłej zabawy w
doborowym towarzystwie i nie ważne, czy to na wielkim balu, czy też w
domu. Ważne, że w dobrym humorze!
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!!
ANIA, AREK I AGUSIA
czwartek, 24 grudnia 2015
Wesołych Świąt!!!!! /24 grudnia 2015/
Kochani nasi!
Nadeszły święta Bożego Narodzenia! Dziękując Wam, za czas jaki z Wami spędziliśmy, życzymy wszystkim naszym czytelnikom dużo zdrowia, szczęścia i miłości. Wierzymy, że w ten wyjątkowy czas, spotkacie się ze wszystkimi, których najbardziej kochacie. Pochylmy się jednak również nad tymi bliskimi, których w tym roku zabraknie przy naszych stołach i z którymi opłatkiem się już nie podzielimy, nie w tym świecie. Pamiętamy tato, będzie nam Ciebie brakowało…. [*]
Życzymy Wam na te święta wszystkiego na najpiękniejsze i najszczęśliwsze!!!
Ania, Arek i Agniesia
czwartek, 17 grudnia 2015
Trudny grudzień /17 grudnia 2015/
Jesienna zima nie pozwala cieszyć się spacerami. Brak mrozów
sprzyja chorobom i alergiom. Niestety pleśnie i grzyby świetnie się mają
i trzeba z tym walczyć. Strach wychodzić z Agnieszką na spacery.
Zasadniczo tylko w weekendy mamy tyle czasu, żeby sobie na to pozwolić.
Sami jednak wiecie, że pogoda na to nie zawsze pozwala. Poprzedni
weekend to wiatr i deszcz. Nie dało się wyjść, ale poprzednie soboty
mamy zaliczone. Ten tydzień deszczowy i samej, nie chce mi się wychylać
nosa z domu. A tu święta za pasem i trzeba jakieś zakupy zrobić…
Na ostatnim spacerze miałyśmy też dosyć przykrą przygodę. Przechodziłyśmy przez pasy, żeby było jasne, na światłach. Wcisnęłam przycisk, pojawiło się zielone. Auta na przeciwnym pasie się zatrzymały. Jednak (na szczęście) chwilę trwa zanim odwrócę wózek do jezdni i wejdę na pasy. Mimo zielonego światła, zawsze patrzę czy auta stoją. To dobry nawyk. W ostatniej chwili udało mi się cofnąć wózek. Samochód pędził dosyć szybko. Ładny, czarny sedan. Dwóch młodych ludzi. Kierowca się na mnie spojrzał, obojętny wzrok. Mam nadzieję, że tym, na następnych pasach, też się uda. Cała sobota była do bani. 5 grudnia 2015.
Ostatnio Agnieszka ma trudny czas. Jakoś nie umiem jej zmierzyć Próbowałam, ale za każdym razem wychodził mi inny pomiar. Według wszelkich znaków jednak, Agnieszka urosła. Skutkiem tego nie, nie jest brak pasujących ubrań. Skutkiem tego są problemy z kręgosłupem. Już tydzień temu, w czwartek, Karolina walczyła z szyją i odcinkiem piersiowym, a Robert rozluźniał żebra i splot słoneczny. Pani Iwonka, pielęgniarka z hospicjum, już drugi tydzień nie oklepuje małej, bo jest zwyczajnie obolała i wymęczona. Od poniedziałku walczymy z kolejnymi kontuzjami. Staw biodrowo – krzyżowy nastawiony najpierw przez Mirka, a we wtorek zakończona operacja przez Karolinę, do tego przejście piersiowo – krzyżowe… Wczoraj Mirek znowu walczył, piersiówka, dzisiaj Karola skończyła, bo bark prawy…
Patrzę na to moje biedne, obolałe dziecko i mnie serce boli. Jak jej pomóc? Nie wiem, nie da się. Przyznaję, dawno takiej czarnej serii nie mieliśmy. Dawno nie urosła widocznie tak gwałtownie. Do tego mamy problemy z alergią. Cały czas, od listopada lecimy z inhalacjami. Już nawet był moment, na początku grudnia, że kusiło mnie, żeby przerwać to. Jednak Agnieszka sama dała mi znać, że lepiej nie próbować. Zwyczajnie się przytkała, a jak tak robi, to wydaje głos buzią. Widzicie, mimo tego, że dostaje lek na alergię, inhalację, są dni, kiedy zalewa się wydzieliną. Do tego te oczka. Przypomniałam sobie, że mam Opatanol (skleroza nie boli), wystarczyło dwa razy zakropić i oczka zrobiły się piękne. Jednak od wczoraj znowu oczy przekrwione i przesuszone. Jak nic będzie to owrzodzenie rogówki.
Dzisiaj była Pani doktor z hospicjum. Bez najmniejszego problemu przepisała mi kropelki, które dostaliśmy od okulistki ponad rok temu, stwierdzając, że są bardzo dobre (Tobradex). A żeby tak jeszcze mieć pełen komplet. Właśnie jak wchodziła Pani doktor przebrałam Agnieszce pampersa i co? Jak to co, infekcja intymna… Szlag! Pani doktor obejrzała, zaleciła przemywanie rumiankiem, Clorotrimazolum, Furaginę, żeby przez przypadek na układ moczowy nie poszło i zatwierdziła moją decyzję o podaniu Fluconazolu.
Na domiar wszystkiego, Agnieszka przywitała Panią doktor (znowu) pięknym atakiem spastycznym. Usłyszałam pytanie, jak często jej się to na dobę zdarza. Nie wiem, nie liczę. A może powinnam? Tylko jak to policzyć? Ona się uspokaja na kilka minut i zaczyna od początku. Liczyć to jako jeden czy dwa? Pani doktor kazało podawać jej wlewki. Stwierdziła, że trzeba to przerwać. Zrobiło mi się tak jakoś…. Puki mam siłę, będę walczyła z nią, żeby leki ograniczać. Nie jest łatwo, bo mam wrażenie, że to Agnieszka zaczyna coraz częściej wygrywać. A u mnie zaczynają szwankować stawy w nadgarstkach, żebra i krzyże. Jednak to nie sztuka uśpić dziecko na cały dzień Ja muszę dać radę, najwyżej będziecie narażeni na moje użalanie się nad sobą
Żyć nie umierać…
Fakt, cieszę się bardzo, że Agnieszkę wszelkie infekcje omijają. Mam na myśli grypy, przeziębienia itp. Wierzę i gorąco liczę na to, że damy radę przetrwać ten sezon bez antybiotyku!!!!
Dobrze, że nie jesteśmy same Dziękuję naszym nauczycielom i rehabilitantom za cierpliwość dla Agnieszki i jej rozhisteryzowanej matki
Pozdrawiam gorąco i życzę dużo zdrowia i sił w przygotowaniach do świąt. Trzymajcie się w dobrej formie!!
Na ostatnim spacerze miałyśmy też dosyć przykrą przygodę. Przechodziłyśmy przez pasy, żeby było jasne, na światłach. Wcisnęłam przycisk, pojawiło się zielone. Auta na przeciwnym pasie się zatrzymały. Jednak (na szczęście) chwilę trwa zanim odwrócę wózek do jezdni i wejdę na pasy. Mimo zielonego światła, zawsze patrzę czy auta stoją. To dobry nawyk. W ostatniej chwili udało mi się cofnąć wózek. Samochód pędził dosyć szybko. Ładny, czarny sedan. Dwóch młodych ludzi. Kierowca się na mnie spojrzał, obojętny wzrok. Mam nadzieję, że tym, na następnych pasach, też się uda. Cała sobota była do bani. 5 grudnia 2015.
Ostatnio Agnieszka ma trudny czas. Jakoś nie umiem jej zmierzyć Próbowałam, ale za każdym razem wychodził mi inny pomiar. Według wszelkich znaków jednak, Agnieszka urosła. Skutkiem tego nie, nie jest brak pasujących ubrań. Skutkiem tego są problemy z kręgosłupem. Już tydzień temu, w czwartek, Karolina walczyła z szyją i odcinkiem piersiowym, a Robert rozluźniał żebra i splot słoneczny. Pani Iwonka, pielęgniarka z hospicjum, już drugi tydzień nie oklepuje małej, bo jest zwyczajnie obolała i wymęczona. Od poniedziałku walczymy z kolejnymi kontuzjami. Staw biodrowo – krzyżowy nastawiony najpierw przez Mirka, a we wtorek zakończona operacja przez Karolinę, do tego przejście piersiowo – krzyżowe… Wczoraj Mirek znowu walczył, piersiówka, dzisiaj Karola skończyła, bo bark prawy…
Patrzę na to moje biedne, obolałe dziecko i mnie serce boli. Jak jej pomóc? Nie wiem, nie da się. Przyznaję, dawno takiej czarnej serii nie mieliśmy. Dawno nie urosła widocznie tak gwałtownie. Do tego mamy problemy z alergią. Cały czas, od listopada lecimy z inhalacjami. Już nawet był moment, na początku grudnia, że kusiło mnie, żeby przerwać to. Jednak Agnieszka sama dała mi znać, że lepiej nie próbować. Zwyczajnie się przytkała, a jak tak robi, to wydaje głos buzią. Widzicie, mimo tego, że dostaje lek na alergię, inhalację, są dni, kiedy zalewa się wydzieliną. Do tego te oczka. Przypomniałam sobie, że mam Opatanol (skleroza nie boli), wystarczyło dwa razy zakropić i oczka zrobiły się piękne. Jednak od wczoraj znowu oczy przekrwione i przesuszone. Jak nic będzie to owrzodzenie rogówki.
Dzisiaj była Pani doktor z hospicjum. Bez najmniejszego problemu przepisała mi kropelki, które dostaliśmy od okulistki ponad rok temu, stwierdzając, że są bardzo dobre (Tobradex). A żeby tak jeszcze mieć pełen komplet. Właśnie jak wchodziła Pani doktor przebrałam Agnieszce pampersa i co? Jak to co, infekcja intymna… Szlag! Pani doktor obejrzała, zaleciła przemywanie rumiankiem, Clorotrimazolum, Furaginę, żeby przez przypadek na układ moczowy nie poszło i zatwierdziła moją decyzję o podaniu Fluconazolu.
Na domiar wszystkiego, Agnieszka przywitała Panią doktor (znowu) pięknym atakiem spastycznym. Usłyszałam pytanie, jak często jej się to na dobę zdarza. Nie wiem, nie liczę. A może powinnam? Tylko jak to policzyć? Ona się uspokaja na kilka minut i zaczyna od początku. Liczyć to jako jeden czy dwa? Pani doktor kazało podawać jej wlewki. Stwierdziła, że trzeba to przerwać. Zrobiło mi się tak jakoś…. Puki mam siłę, będę walczyła z nią, żeby leki ograniczać. Nie jest łatwo, bo mam wrażenie, że to Agnieszka zaczyna coraz częściej wygrywać. A u mnie zaczynają szwankować stawy w nadgarstkach, żebra i krzyże. Jednak to nie sztuka uśpić dziecko na cały dzień Ja muszę dać radę, najwyżej będziecie narażeni na moje użalanie się nad sobą
Żyć nie umierać…
Fakt, cieszę się bardzo, że Agnieszkę wszelkie infekcje omijają. Mam na myśli grypy, przeziębienia itp. Wierzę i gorąco liczę na to, że damy radę przetrwać ten sezon bez antybiotyku!!!!
Dobrze, że nie jesteśmy same Dziękuję naszym nauczycielom i rehabilitantom za cierpliwość dla Agnieszki i jej rozhisteryzowanej matki
Pozdrawiam gorąco i życzę dużo zdrowia i sił w przygotowaniach do świąt. Trzymajcie się w dobrej formie!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)