wtorek, 29 kwietnia 2014

Ropień :( /29 kwietnia 2014/

Trochę nam się zaczęło psuć. Agnieszka na drugi dzień od przyjazdu miała na pupce jakieś zaczerwienienie. Byłam przekonana, że to odparzenie. Potraktowałam maścią i obserwowałam. W sobotę wieczorem dostała 37,4 i zaczęłam panikować. W niedzielę wybierałyśmy się do Złotowa na zakupy i przy okazji natrafiłyśmy na Oddział Ratunkowy. Weszłam z Agnieszką, żeby ją obejrzeli. Okazało się, że na tyle, na ile zdołał obejrzeć gardło lekarz, wszystko ok, to nie infekcja. Odparzenie okazało się czyrakiem, czyli ropniem. Dostałam receptę na maści i antybiotyk. Lekarz bał się, że jak nie pęknie, będzie trzeba szukać chirurga… Na szczęście dzisiaj rano ropień pękł… Brrr… Nie będę Wam opowiadać jak to wygląda, ale jest to paskudne, boli Agnieszkę, a muszę to czyścić.
Dzisiaj te zajęcia, które można było zrobić w pokoju, były w pokoju, a te, które można, przenieśliśmy na inny dzień. Mam nadzieję, że ropa już cała zeszła z rany i teraz będzie się goić. Nie wiem jeszcze jak to jutro będzie wyglądało i jak będzie z zajęciami. Z oczywistych powodów od wczoraj nie mamy już hydro, a do tego musieliśmy zrezygnować z próby posadzenia Agnieszki na koniu. Panowie chcieli sprawdzić, czy można ją bez narażenia bioder, bezpiecznie posadzić. Nawet opracowali kilka scenariuszy. Zobaczymy, może w poniedziałek, albo jeszcze we wtorek się uda nam sprawdzić jak z tym hipo.
Trzymajcie kciuki za moją dzielną córcię! Powiedzcie mi skąd takie paskudztwa się biorą??? Nasza kochana Pani doktor stale na telefonie, bardzo mi pomogła! Należy jej się chyba jakiś bukiet kwiatów!
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za życzenia urodzinowe!

piątek, 25 kwietnia 2014

Turnus trwa :) /25 kwietnia 2014/

Witajcie ze słonecznej Stawnicy Od wczoraj Agnieszka dzielnie pracuje z terapeutami i całkiem nieźle sobie radzi. Matka panikara, na szczęście niepotrzebnie się obawiała i turnus przebiega w całkiem spokojnym stylu. Mieszkamy z ciotka Ela i Fabiankiem w jednym „apartamencie” W odróżnieniu od pozostałych mamy salon, a nawet balkon
Odważyłam się włożyć Agnieszkę do wielkiej wanny z hydromasażem. Bałam się strasznie, ale na szczęście udało się jakoś rozwiązać problem z rurką i tym, żeby utrzymać Agnieszkę na powierzchni. Szczegóły i piękność w swoim pierwszym stroju kąpielowym pokażę na fotkach
Dzisiaj poszłyśmy na wykład o koniach i wiecie co? Agnieszka miała chwilkę nietypowej hipoterapii. Pani podeszła z konikiem, który mlasną Agnieszkę w buźkę, a potem przeszukał pyskiem jej rączki, czy aby nie ma nic do jedzenia Ale o tym nikomu nie mówcie, bo jeszcze ktoś chciał tak samo Agnieszkę przytkało i na kilkanaście minut nie reagowała na nic!
Kochani, nie mam tutaj prawie wcale zasięgu. Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją nieobecność na fb, poza wysyłaniem od czasu do czasu smsów nie da się rozmawiać przez telefon. Teraz korzystam z komputera turnusowego. Przy okazji wykorzystuję dobroć Eli, bo ona też ma obcykane odsysanie i się nie boi mojej córci
A swoją droga Agnieszka już pokazała dwa uśmiechy dwóm różnym panom terapeutom… kokietka
Przytulam Was serdecznie!!

wtorek, 22 kwietnia 2014

Jesteśmy gotowe i jedziemy! /22 kwietnia 2014/

Nerwowy nastrój towarzyszy mi od kilku dni. Przygotowania do świąt, a do tego wszystkiego przygotowania do turnusu i załatwianie karetki do Warszawy. Wszystko to musiałam zrobić teraz, bo później nie będę miała na to już czasu.
Święta szybko minęły, Agniesia w niedzielę bardzo płakała i niestety nie mogliśmy zabrać jej do dziadków w odwiedziny. Pojechaliśmy sami, a Agusia pod czujnym okiem cioci. Wczoraj w świetnej formie, spacerowałyśmy na świeżym powietrzu. Agnieszka szczęśliwa. A dzisiaj… Dzisiaj to samo co w niedzielę. Spięta tak, że nie mogłam zdjąć jej bluzki, bo miałam problem ze zgięciem jej głowy. Moja mała księżniczka była tak zdenerwowana i nie mogła się uspokoić. Karolina przyjechała już koło 10 i ponaprawiała trochę kręgosłup, stawy biodrowo -krzyżowe, jednak nie to było powodem jej napinania się. Powiedziałabym, że przez to napinanie się spowodowała kolejne kontuzje. A no właśnie, w piątek Agnieszka także płakała i spinała się, a ja nie wiedziałam co jej jest. Do tego pojawiła się masa wydzieliny i na końcu 37 temperatury. Niby niewiele, ale złapałam za telefon i zadzwoniłam do naszej Pani doktor. Zrobiłyśmy morfologię, CRP i badanie moczu. Wszystko w normie, na szczęście. Może te jej spięcia spowodowane są faktycznie bólami wzrostowymi? Wszystko to powoduje, że panikuję i cały czas myślę, jak Agnieszka poradzi sobie na tak licznych zajęciach.
Złożyłam wniosek o karetkę. W czwartek rozmawiałam z Panią z NFZ w Pile. Długo i cierpliwie tłumaczyłam, prosiłam, przekonywałam, żeby nam przyznali teraz tą karetkę, a potem już przeniesiemy się do Poznania. Agnieszka ma umówiony zabieg u dentysty i nie chciałabym z niego rezygnować. Do tego nie mogę jej wyrwać górnej dwójki, bo stały ząbek zaczyna się przebijać, a mleczak twardo siedzi. W końcu Pani do mnie zadzwoniła i poinformowała mnie, że Piła wydała pozytywną decyzję, teraz musimy czekać na decyzję z Poznania. O decyzji dowiem się dopiero po powrocie, chyba, że uda mi się tam dodzwonić wcześniej. Pozostało mi cierpliwie czekać i wierzyć, że Piła dobre argumenty we wniosku podała
Bieganina przy pakowaniu, gotowaniu zupek dla Agnieszki, pranie, prasowanie, kupowanie… Dramat… Czuję się jakbym pierwszy raz na tak długo z Agnieszką jechała. Teoretycznie wszystko mam spakowane, albo też uszykowane. Już nie mam tego problemu, że mam za dużo bagażu, przyzwyczaiłam się. Jak wyjeżdżamy na 3 dni, mam tylko jedną torbę mniej. Trzeba zabrać odpowiednią ilość pampersów, cewników, rurki tracheo, foleye, leki, zupki, mleko, jogurty i oczywiście ciuchy, kosmetyki, ręczniki, koc…itp…itd… A ja ciągle mam wrażenie, że czegoś zapomniałam… Dojdzie do tego, że z przyczepką będę musiała jechać. Mam na dysku zapisaną listę tego, co muszę zabrać, jedynie modyfikuję listę w zależności od rodzaju wyjazdu. Uwierzcie mi, to się przydaje, nie zapominam najpotrzebniejszych rzeczy. No i jeszcze farelkę muszę zabrać, żeby wykąpać mojego zmarzlucha.
Dzisiaj jeszcze weszłam do Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej, żeby umówić się na termin badania. Termin mamy wyznaczony na 4 lipca, godzina 8 rano. Niby to tak odległy czas, ale obawiam się, że nim się obejrzę, będziemy po badaniu.
Kochani, jeżeli będę miała możliwość, jak zawsze wrzucę jakiś wpis, co u nas słychać i jak Agnieszka sobie radzi. Jednak nie wiem, czy uda mi się połączyć z netem. Oby tak
Przytulam wszystkich gorąco i życzę samych pięknych dni

niedziela, 20 kwietnia 2014

Wesołych świąt Wielkiej Nocy!! /20 kwietnia 2014/





Życzenia Radosnych Świąt Wielkanocnych 
wypełnionych nadzieją budzącej się do życia 
wiosny i wiarą w sens życia. 
Pogody w sercu i radości płynącej z faktu 
Zmartwychwstania Pańskiego 
oraz smacznego Święconego w gronie 
najbliższych osób 
Życzy Agniesia i rodzice

piątek, 11 kwietnia 2014

Angina /11 kwietnia 2014/

Przygotowania do wyjazdu na turnus w pełni. Jutro planuję wykopać ciuszki letnie i przejrzeć co się jeszcze dla Agnieszki nadaje, a co trzeba oddać młodszym. Muszę sprawdzić, czy i ile bluzeczek muszę dokupić, bo coś mi się wydaje, że Agnieszka wyrosła z co niektórych. Dzisiaj Pani doktor wypisała nam zlecenie na turnus, podpisała zlecenie na karetkę i w przyszłym tygodniu będę mogła ją załatwiać. Trzymajcie kciuki, bo nie będzie łatwo. Wyślę obydwa zaświadczenia z poradni, to stare o żywieniu i to o zabiegu stomatologicznym. Mam nadzieję, że wywalczę karetkę, chociaż ten jeszcze jeden raz. Już jestem psychiczni nastawiona na zmianę poradni, ale tym razem musimy jeszcze tam jechać.
Agnieszka w poniedziałek zapłakana, ze skręconą głową i nie miałam pojęcia dlaczego. We wtorek Agnieszka niewyraźna, nie chciała siedzieć dłużej jak pół godziny w foteliku. Resztę czasu spędziła na moich kolanach, a później leżąc. Mirek próbował na wszystkie strony pomóc Agnieszce i w końcu ustaliliśmy, że wykręcone stopy wskazują ewidentnie na biodra. Do tego siniak na krzyżykach, wszystko wskazywało na zablokowany staw krzyżowo – biodrowy. Z pół godziny zajęć zrobiła się godzina. Agnieszka była dzielna, znaczy dzielnie buntowała się w czasie zajęć. Postanowiłam podać jej pabi – naproxen, musiałam zaleczyć ten ból i stan zapalny na dobre, bo półśrodki nie pomagają a pogarszają jej stan. Czasami jak się zastanawiam, to nie zdziwię się, jeżeli ktoś nam nie uwierzy, że tak mała dziewczynka w tak krótkim czasie może mieć rwę kulszową, zablokowany staw biodrowo – krzyżowy i skręcony kręgosłup. To jest niemal niewiarygodne, ale tak jest, a ja nie wiem jak jej pomóc.
Na domiar złego, Agnieszka się nam rozchorowała. Tradycyjnie zapalenie gardła – angina. W środę Agnieszka dostała 37, 6 i utrzymywało się to do późnego wieczora. Dostała ibum, tak dwie godziny po naproxenie. Środek nocy, a tutaj 38,6 stopni! Żyć, nie umierać. Żadnych więcej objawów, nic się nie działo. Rano Agnieszka zupełnie zdrowa, nawet stanu podgorączkowego nie było. Może trochę nadpobudliwa i tyle. Nie dzwoniłam do Pani doktor, bo niby z czym?? Dzisiaj od rana chwyciło mnie jakieś przeczucie. Poodwoływałam wczoraj wszystkie zajęcia do końca tygodnia, a od rana siedziałam z telefonem i wybranym numerem do Pani doktor. Dopiero koło dziesiątej zapadła decyzja, bo w buzi u Agnieszki pojawiła się brzydka, żółta wydzielina. Jak nic coś się wykluło. Umówiłyśmy się na 13, stwierdziłam, że zrobimy sobie spacerek. Ubrałam Agnieszkę, włożyłam do wózka, a tutaj coś mi nie gra. Przyspieszony oddech, ślepka się świecą, a do tego dziecko się trzęsie i jest rozpalone. W tym wózku zmierzyłam jej temperaturę – 38,2! Podałam Ibum i nastąpiła zmiana planów, do samochodu i do przychodni. Nici ze spaceru.
Dostaliśmy antybiotyk, fluconazol i środki do inhalacji, bo coś na lewym oskrzelu grać zaczynało. Dobrze, że ta nasza Pani doktor przyjmuje nas zawsze i jest tak życzliwa. W rejestracji nie da się legalnie dostać, bo trzeba byłoby stać od 5 pod przychodnią. Jednak dla nas ma zawsze czas. Życzę wszystkim tak dobrych i oddanych lekarzy.
Uciekam do Agnieszki, leży z wielkimi ślepkami i czeka na mamę. A ta wyrodna kobieta posty sobie pisze Poczytamy sobie Pinokia, podoba się Agnieszce bajka o drewnianej kukiełce
Pozdrawiam wszystkich serdeczni i gorąco!!!! Miłego weekendu!!!

piątek, 4 kwietnia 2014

Rwa, turnus i spacery /4 kwietnia 2014/

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak długo nic nie pisałam. Trochę się zadziało. Pogoda zrobiła się iście wiosenna, więc ciężko w domu wysiedzieć. Weekend cały na świeżym powietrzu. W tygodniu, bywa już trudniej, ciężko wygospodarować odpowiednio dużo czasu na spacer. Do tego Agnieszce znowu coś doskwiera. W poprzednim tygodniu płakała, skręcała głowę. Mirek w czwartek próbował coś z tym zrobić, troszkę się uspokoiła, ale niewiele. Dopiero po wieczornej kąpieli zauważyłam, że stopy Agnieszki są nienaturalnie wykrzywione, niemal pod kątem prostym, czego rano jeszcze nie było. Może to znaczyć tylko, że są problemy ze stawem biodrowo – krzyżowym. W piątek Karolka znalazła przyczynę problemu – RWA kulszowa! Dawno jej nie było Cholerka, skąd jej się to bierze?? Ciotka popracowała, wymasowała, ponastawiała i zakleiła krzyżyki Agnieszce.
W sobotę i niedzielę spokój, pełen relaks i całe dnie na dworze. Dziecko w pełni szczęśliwe! W poniedziałek już znowu płacz i nerwy. Łapię się na tym, że w tej bezradności siedzę, patrzę na nią i mam wrażenie, że to mnie nie dotyczy. To trwa tylko chwilę, ale dopada mnie bezradność, zmęczenie psychiczne, brak pomysłu co zrobić z moim dzieckiem, żeby jej ulżyć. Chyba się starzeję… Agnieszka jest coraz większa i coraz trudniej jest z nią walczyć, bo jak ona się napina to jest walka. Ja próbuję ją uspokoić, znaleźć odpowiednią pozycję, przekładając z boku na bok, sadzając ją sobie na kolana, a ona po chwili spokoju (dosłownie), zaczyna od początku. Przeraża mnie myśl, która mnie momentami nachodzi, co ja zrobię, jak sobie poradzę za 5-10 lat? Staram się nie myśleć, ale to czasami jest silniejsze ode mnie… A może się obudzi?
Z turnusu, na który liczyłam, że pojedziemy, się nie odezwali. Dowiedziałam się, że nie mamy na niego zbyt dużych szans. Próbowałam załatwić nam jakiś turnus sanatoryjny nad morzem, ale niestety, warunki dla dzieci na wózkach, które nie wstają, nie są zachęcające. Do tego cena powala na kolana. We wtorek dopadła mnie bezsilność i wtedy koleżanka namówiła mnie na turnus w Zabajce, na który ona z synem jedzie. Wykorzystała moją niemoc Zadzwoniłam w środę, a już we wtorek okazało się, że jedziemy na turnus zaraz po świętach, czyli od 23.04 do 06.05. Mam dużo obaw, jak to będzie, czy Agnieszka podoła, ale mam nadzieję, że to będzie trafiony wybór. Cieszę się, bo chcę, żeby Agnieszka zmieniła klimat. Chcę zobaczyć, czy ktoś z terapeutów podsunie nam coś mądrego, ciekawego.
Teraz czeka nas dużo szykowania. Trzeba powyciągać letnie ciuszki, przejrzeć, co Agnieszce jest dobre, z czego wyrosła. Sprawdzić, czego nam brakuje i zaktualizować listę, którą mamy uszykowaną na wyjazdy.
Kochani moi, idę Agnieszce uszykować drugie śniadanie. Pani czyta książeczkę i straszy Agnieszkę, że może jeszcze buzię pomasuje. Słabo to widzę, bo poprzednia próba zakończyła się uspokajaniem dziecka, a no i Agnieszka już się buntuje, szybciej oddycha, a Pani tylko rękawiczki zaczęła ubierać. To była relacja na żywo
Udanego i cudownego weekendu. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i będziecie mogli złapać trochę wiosennego słońca

sobota, 22 marca 2014

Trochę o Agnieszce i proteście /22 marca 2014/

Wiosenna sobota i korzystamy z tego w pełni. Agnieszka spędziła blisko 4 godziny na dworze!!! To rekord w tym roku. Teraz leży z wypiekami i odpoczywa, czeka na deserek Uwielbia to moje dziecko być na świeżym powietrzu. Od kiedy pamiętam, Agnieszka kochała spacerki. Całe dnie z ciocią – nianią spędzała na dworze i jak tylko się przeziębiła, przynosiła mi buty, bo ona chce na dwór Oj tak, takie wspomnienia będą mnie prześladować do końca moich dni
Kiedyś napisałam, że Agnieszka wybudziła się ze śpiączki. Później próbowałam wytłumaczyć jak to wygląda w rzeczywistości. Spróbuję jeszcze raz
Agnieszka zapadła w śpiączkę po zadławieniu się tą nieszczęsną parówką. Pani doktor, anestezjolog, tłumaczyła mi tamtej nocy, że to najgorszy rodzaj śpiączki, śpiączka niedotlenieniowa. Mózg wyczerpał cały tlen w organizmie, zanim przestało bić serduszko. Niestety MR wykazuje duże uszkodzenia w Agniesi mózgu. Nienaruszona jest tylko kora mózgowa i móżdżek. Z tego rodzaju śpiączki nie da się wyjść, tak nam sugerowała wówczas Pani doktor.
Przyznam się, że wówczas wierzyłam, że wybudzenie się ze śpiączki przez Agnieszkę będzie wyglądało tak jak to w filmach przedstawiają. Obudzi się, uśmiechnie i powoli zacznie wracać do formy… Marzenia moje powoli zaczęły się rozmywać, a brutalna rzeczywistość postawiła twardo na ziemi. Życie nie jest filmem, a bajki się nie zdarzają w świecie realnym.
Szumne określenie „wybudzenia się”, to przejście ze stanu śpiączki głębokiej w tzw śpiączkę czuwającą. Ja to po swojemu określam, że pewne obszary mózgu są uśpione i dlatego Agnieszka nie potrafi normalnie funkcjonować. A tak naprawdę, to czekamy, aż jakieś neurony, aksony i inne szare komórki zregenerują się, i córcia „zaskoczy”. Wierzymy, że któregoś dnia będzie lepiej. Musi być…
A dzisiaj? Dzisiaj Agnieszka musi pracować ciężko na każdy uśmiech, który od ponad roku zaczął gościć na jej buzi. Rzadko, ale zdarza się, że zaszczyci nas swoimi pięknymi dołeczkami w policzkach i rozradowanym spojrzeniem. Serce z radości, wyskakuje nam wtedy z piersi Na co dzień Agnieszka dopomina się uwagi przez swoje wzdychanie i fukanie. Jak nie przynosi to efektów, zawsze pozostaje „charkolenie”. To zadziała zawsze, bo odessać ją trzeba Nie ważne, czy to środek dnia, czy też nocy.
Agnieszka daje nam znać, że zbliża się pora posiłków. Zaczyna się wiercić i wzdychać. Jeżeli rodzice przegapią godzinę, dziecko dostaje „nerwa”. Zaczyna ciężko i szybko oddychać, spina się podnosząc rączki do góry. Nie ma mocnych, nie da się jej wtedy uspokoić, dlatego staramy się pilnować godzin posiłków.
Agniesia rozpoznaje też rehabilitantów. Wybiera sobie ich, i nic na to nie poradzę. Dokładnie pamięta, że bolało u takiej ciotki, i kolejne zajęcia rozpoczynamy z nerwami i niepokojem w tle. Jednocześnie Agnieszka poddaje się nieprzyjemnym zabiegom, jakby zdawała sobie sprawę, że to może jej pomóc i ulżyć w bólu. Gulek to uparciuch. Bywają dni, że na zajęciach pięknie współpracuje, podnosi głowę, odwraca reagując na głos, ale czasami nie chce tego zrobić. Zwyczajnie nie ma na to ochoty i tyle
Wynika z tego, że główka Agniesi pracuje. Na swój ograniczony sposób, daje nam znać czego potrzebuje. Domaga się włączenia karuzeli, odwrócenia na drugi bok, przebrania pampersa czy przytulenia. Agniesia to moja mądra dziewczynka i taką ja zawsze będę kochała. Jest jedyna, niepowtarzalna i cała moja
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kochani, pewnie niektórzy zauważyli w wiadomościach, co dzieje się w Sejmie. Śledzę na bieżąco i z zapartym tchem tych bohaterskich ludzi, którzy walczą o lepsze jutro dla mnie, dla mojego dziecka i ponad 100 000 rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi. Od 2008 roku czekam na informację co się dzieje w sprawie uzawodowienia naszej pracy. W tym bowiem roku podpisywaliśmy petycję do Premiera. Mamy rok 2014 i my nadal nic nie otrzymaliśmy. Wiem, niektórzy mogą powiedzieć, że mogę oddać dziecko do ośrodka i iść do pracy. Otóż nie jest to takie proste. Mojego dziecka, w związku ze specyfiką jej schorzenia, nikt nie chce jej przyjąć. Dziecko z rurką tracheo i PEG-iem, nie jest mile widziane w większości ośrodków. Poza tym, w naszym mieście nie ma takiego, który zająłby się Agnieszką. A i ja, mam duże problemy, żeby zostawić ją na dłużej z kimkolwiek. Cały czas pamiętam tą jedną noc w wągrowieckim szpitalu, kiedy leżała całą noc na wznak, była ubrudzona wymiocinami (bo karmili ją jak gęś), odsysana za grubym cewnikiem, skutkiem czego rurka tracheo była zakrwawiona… To był straszny widok, jeszcze dzisiaj mam kluchę w gardle i łzy w oczach. I te słowa pielęgniarki „…bo wie Pani, to się boją dotknąć…”, „…w karcie nie było napisane, że trzeba przewracać na boki…”
Otrzymuję miesięcznie 620 zł świadczenia pielęgnacyjnego, 200 zł pomocy rządowej i 156 zasiłku pielęgnacyjnego Agnieszki. Ktoś może powiedzieć, że to są pieniądze za nic. Weźmy jednak pod uwagę, że za wątpliwej jakości opiekę DPS dostaje od 3 do 6 tysięcy złotych  na jedno dziecko. Dziecko, często przebywa tam w skandalicznych warunkach. Nie chce mi się nawet o tym pisać, bo dostaję dreszczy na samą myśl o tym, że moje dziecko mogłoby tam trafić. Ja się nie uskarżam na to wszystko co mam. Mam gdzie mieszkać, mam co jeść, mąż pracuje. Może i nie mamy luksusów, ale robimy wszystko, żeby na najważniejsze potrzeby nam starczyło. Jednak zastanawiam się, dlaczego nasze państwo pozwala na to, aby najsłabsza grupa, tak niewielka właściwie, nie otrzymała odpowiedniego zabezpieczenia. W końcu te 620 zł to rekompensata utraconych zarobków z tytułu zatrudnienia. Dla naszych dzieci zrezygnowaliśmy z pracy, a zarabialiśmy właśnie przynajmniej najniższą krajową, więc jakaż to rekompensata? Zastanawiam się, co by było, gdyby nie subkonto Agnieszki i Wasza pomoc? W jaki sposób zapewniłabym Agnieszce odpowiednią rehabilitację, wózek, czy leki? O turnusie rehabilitacyjnym mogłabym zapomnieć. Zastanawiam się, co będzie jak Agnieszka dorośnie. Jak będzie wyglądało nasze życie, bo ja nie wiem jak duże pieniądze otrzymam… Płaczę razem z tymi rodzicami, bo widzę tam kobiety, które nie miały tyle szczęścia co ja i nie mają rodziny, która zawsze pomoże. Nie mają męża, który pracuje i nie narzeka, że ciężko. Nie mają nikogo, tylko same zmagają się ze swoim losem.
Kochani moi, jestem z Wami i wierzę, że w końcu dotrą Nasze postulaty do rządzących  naszym Państwem. Mam nadzieję, że zrozumieją to, że czekać nie możemy już.. Obietnic wystarczająco dużo było i wystarczająco długo czekaliśmy na ich realizację. Może czas przejść do działania? Dzisiaj o 20 spotkanie z Premierem, mam nadzieję, że dotrze do Sejmu.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i gorąco!!! Udanego popołudnia i pięknej niedzieli