W nocy obudziło mnie takie dziwne świstanie, jak oddychanie przez
zakatarzony nos. Podeszłam do Agniesi, dotknęłam jej, była cała
rozpalona, mokra, na buzi sino-czerwona…ona się dusiła! Odwróciłam ją na
plecki, chwyciłam szybko cewnik drugą ręką, nogą włączyłam ssak. Agunia
była przerażona, ja też. Włosy, piżamka, poduszka…wszystko było mokre
jakby polane wodą. Przebrałam Agulka, wycałowałam, utuliłam, napoiłam i
ułożyłam na tyle bezpiecznie, żeby nie zatkała sobie znowu rurki.
Agniesia ułożona na prawym boku, często chowa twarz w poduszkę, jednak
dziś, zrobiła to tak nieszczęśliwie, ze przytkała sobie rurkę. Dosłownie
milimetry miała dostępnego powietrza. Nawet nie chcę myśleć co by było
gdybym się nie obudziła! Spałam tylko metr dalej!!! Nie mogłam zasnąć
długo.
Rano Agnieszka miała już 38 stopni temperatury. Podałam jej nurofen,
zeszła do 37, to wykąpałam bidulka mojego. Potrzebowała tego bardzo. Nie
odwoływałam rehabilitacji, bo miała być tylko terapia czaszkowo –
krzyżowa. Kiedy jednak Mirek dotarł, okazało się, że niestety
niezalecane jest stosowanie terapii przy gorączce. Zaproponowałam więc
masaż limfatyczny. Skoro już przyszedł, niech pobudzi limfę do krążenia.
Ja w tym czasie zadzwoniłam do Pani doktor, obiecała przyjechać koło
14. Do tego czasu mieliśmy już 38,5. Pani Beatka osłuchała dokładnie
oskrzela i płuca, nie było żadnych szmerów. Oczywiście ja, jako
klasyczna panikara, bałam się poaspiracyjnego zapalenia płuc. Na
szczęście, Agnieszka nic nie wciągnęła w płuca.
Zgodnie z wcześniejszą moją decyzją, zastrzyków nie dostaliśmy.
Agnieszka dostała Dalacin C w kapsułkach. Dostała już pierwszą dawkę, o
północy druga. Do przyszłego wtorku, rehabilitacji mieć nie będziemy.
A tak w ogóle, to zaczęło się wczoraj od płaczów i wyginań i stanu
podgorączkowego Agniechy. Okazało się, że coś nie tak jest z pleckami.
Tomasz już podczas masażu jej nastawiał obolałe mięśnie. Karolina
wyniuchała oczywiście co się dzieje. Bioderko podrażniło nerw kulszowy.
Płakała podczas nastawiania i rozluźniania. Rozmawiałyśmy z Karoliną jak
bezpiecznie pionizować Agnieszkę. Zaproponowała wałek. W sumie to
niegłupie, a ja ofiara na to nie wpadłam!! W każdym razie Agiś dostała
po ćwiczeniach nurofen i zasnęła. Zmęczona była, albo choroba dawała
znać o sobie. A jeszcze do południa siedziałyśmy sobie na balkonie i
raczyłyśmy słoneczkiem i świeżym powietrzem. Agniesia delektowała się
nową książką o Małej Syrence, a potem opowiadaniami o zwierzątkach.
Dziś moje kochanie jest już bledziutkie i osłabione. Jutro pewnie prześpi pół dnia, niech śpi. Sen to zdrowie!
Dzisiaj odwiedziła nas też Asia. Jak fajnie było się spotkać.
Przynajmniej się wygadałam, troszkę zeszło ze mnie. Myślę, że niedługo
znowu wpadnie w odwiedziny.
wtorek, 9 sierpnia 2011
czwartek, 4 sierpnia 2011
Hi, hi, hi niedowaga ;) /4 sierpnia 2011/
W końcu słoneczko i lato!!! Jak ja to lubię! Z Agniesią korzystamy ile
wlezie! Codziennie spędzamy po kilka godzin na dworku, albo spacerując,
albo u babci Gosi na podwórku. Agutek jest zachwycona!! W sumie mama też
nie narzeka
W niedzielę zostawiłam Agulka z tatą i wyrwałam się z Danką i trójką potomstwa kuzynów na małą wycieczkę do Skansenu Miniatur w Pobiedziskach. Powiem Wam, ze naprawdę fajna sprawa, tylko niestety, rozczarowała mnie ilość ustawionych budynków. Wszystko mieściło się na może 100 m2. Człowiek czuje się jak ten Guliwer Wszystkie miniatury wykonane są precyzyjnie i robią wrażenie. Cały Stary Rynek w Poznaniu, Katedra w Gnieźnie, Opera Poznaniu, Biskupin i cała masa kościołów ze szlaku Piastowskiego. W pół godziny obejrzeliśmy wszystko i małolatom się nudziło. Postanowiłyśmy spróbować dojechać do Gniezna, tam był ostatni dzień obchodów koronacji pierwszego króla Polski. Jednak po drodze minęłyśmy tablicę Lednogóra… Zjechałyśmy i tak trafiliśmy do Skansenu Etnograficznego w Dziekanowicach. Jako nastolatki w 88 roku byłyśmy tam i przepływałyśmy promem przez jezioro na wyspę z wykopaliskami. Obeszliśmy kilka chat/zagród zamożnych, średniozamożnych gospodarzy. Wszystko pięknie i dokładnie zrobione. Obejrzeliśmy kościół i musieliśmy wracać, bo dzieciaki przemoczyły sobie buty i marudziły potwornie… A do siedzenia przy kompie i gier to energię mają nieziemską Zasadniczo były jednak zadowolone z wycieczki. Ja też, bo się wyrwałam na chwilę i odstresowałam.
Agniesia ostatnio coś ma problemy z biodrami. W sumie nie wiem dlaczego. W tym tygodniu była trochę obolała, ale głównie z powodu bioderek. Mirek, najwyraźniej pouczony przez Karolinę śmiało poustawiał Agniesię. Myślę, był z siebie dumny. A ja byłam zadowolona.
Dotarłyśmy też do przychodni do naszej Pani doktor. Musiałam wypisać skierowanie na karetkę i potrzebowałam jej podpisu. Przy okazji obejrzała Agi. Jak zawsze nasłuchałam się, że się czepiam i zwymyślała mi od panikar Później szybciutko musiałam wiać z przychodni, bo stwierdziłam u Agi niedowagę! Na biurku leżały wykresy prawidłowej wagi u dzieci. Pięciolatki powinny mieć 19,26 kg, a Agi ma 18,10 kg. Ten wzrok Pani Beaty mówił sam za siebie. Jak nie wyjdę sama to mi się sięgnie
Kochani życzę pięknej opalenizny jutro, bo od popołudnia mają przyjść deszcze i burze już do końca przyszłego tygodnia! Nie bawię się tak!!! Biorę zabawki i idę do domu! A buuu
W niedzielę zostawiłam Agulka z tatą i wyrwałam się z Danką i trójką potomstwa kuzynów na małą wycieczkę do Skansenu Miniatur w Pobiedziskach. Powiem Wam, ze naprawdę fajna sprawa, tylko niestety, rozczarowała mnie ilość ustawionych budynków. Wszystko mieściło się na może 100 m2. Człowiek czuje się jak ten Guliwer Wszystkie miniatury wykonane są precyzyjnie i robią wrażenie. Cały Stary Rynek w Poznaniu, Katedra w Gnieźnie, Opera Poznaniu, Biskupin i cała masa kościołów ze szlaku Piastowskiego. W pół godziny obejrzeliśmy wszystko i małolatom się nudziło. Postanowiłyśmy spróbować dojechać do Gniezna, tam był ostatni dzień obchodów koronacji pierwszego króla Polski. Jednak po drodze minęłyśmy tablicę Lednogóra… Zjechałyśmy i tak trafiliśmy do Skansenu Etnograficznego w Dziekanowicach. Jako nastolatki w 88 roku byłyśmy tam i przepływałyśmy promem przez jezioro na wyspę z wykopaliskami. Obeszliśmy kilka chat/zagród zamożnych, średniozamożnych gospodarzy. Wszystko pięknie i dokładnie zrobione. Obejrzeliśmy kościół i musieliśmy wracać, bo dzieciaki przemoczyły sobie buty i marudziły potwornie… A do siedzenia przy kompie i gier to energię mają nieziemską Zasadniczo były jednak zadowolone z wycieczki. Ja też, bo się wyrwałam na chwilę i odstresowałam.
Agniesia ostatnio coś ma problemy z biodrami. W sumie nie wiem dlaczego. W tym tygodniu była trochę obolała, ale głównie z powodu bioderek. Mirek, najwyraźniej pouczony przez Karolinę śmiało poustawiał Agniesię. Myślę, był z siebie dumny. A ja byłam zadowolona.
Dotarłyśmy też do przychodni do naszej Pani doktor. Musiałam wypisać skierowanie na karetkę i potrzebowałam jej podpisu. Przy okazji obejrzała Agi. Jak zawsze nasłuchałam się, że się czepiam i zwymyślała mi od panikar Później szybciutko musiałam wiać z przychodni, bo stwierdziłam u Agi niedowagę! Na biurku leżały wykresy prawidłowej wagi u dzieci. Pięciolatki powinny mieć 19,26 kg, a Agi ma 18,10 kg. Ten wzrok Pani Beaty mówił sam za siebie. Jak nie wyjdę sama to mi się sięgnie
Kochani życzę pięknej opalenizny jutro, bo od popołudnia mają przyjść deszcze i burze już do końca przyszłego tygodnia! Nie bawię się tak!!! Biorę zabawki i idę do domu! A buuu
sobota, 30 lipca 2011
Mówcie mi panikara! /30 lipca 2011/
Miniony tydzień przepłynął jak we śnie. Nawet nie wiem kiedy. W
poniedziałek miałyśmy późno rehabilitację, więc poszłyśmy wcześniej na
spacerek. Korzystając z okazji, dokupiłam kwiatek na skalniak. Wieczorem
wsadziłam i teraz wygląda już trochę bardziej przyzwoicie. Powyrywałam
zdewastowane przez te podłe mięczaki turki i w miejsce tego wstawiłam
nową roślinkę. Macierzanka, którą wcześniej wsadziłam, nieźle się
sprawuje, bo ślimaków jak na lekarstwo. Kilka jeszcze znalazłam, ale to
już niewielki odsetek ich populacji.
Kupiłyśmy sobie z Agniesią też 3 różowe goździki do wazonu. Agniesia niosła je w wózku Fajnie wyglądała z takimi kwiatkami na sobie. Nawet nie narzekała Zdążyłyśmy przyjść na chwilkę przed rehabilitacją. Obiadek Ago dostała w czasie masażu i ćwiczenia trzeba było robić delikatnie.
We wtorek były moje imieniny, więc postanowiłam upiec coś na szybko. Z dostępnych produktów wymyśliłam roladę biszkoptową z bitą śmietaną i owocami. Biszkopt w 15 minut był zrobionym, a jakieś 20 się piekł. Śmietanę miałam w lodówce i pojawił się problem, bo zabrakło mi fixa do śmietany! Szybciutki spacerek dobrze nam zrobił, dzięki temu była rolada z pysznymi borówkami a nie brzoskwiniami z puszki Zeszła cała!
Niestety na koniec dnia Agniesia się rozpłakała i ciężko było ją uspokoić. Nie wiem co się stało. W środę miała ustawianą, a właściwie rozluźnianą szyjkę przez Karolcię. Niestety jej wada twarzoczaszki i krótsze mięśnie z prawej strony, powodują ciągły ból. Aguś była bardzo spokojna potem. Pozwoliła mi zrobić to co musiałam. Leżała spokojnie i się rozglądała. W nagrodę tez zrobiłyśmy sobie spacerek.
W czwartek pogoda była już do niczego i tak zostało do dzisiaj. Na domiar złego, dzisiaj spanikowałam, bo po włożeniu Agi w fotelik pionizatora, musiałam ją kilka razy odsysać w krótkim czasie. Bardzo się denerwowała i zaczęła być coraz cieplejsza. Zmierzyłam jej temperaturę, a tu 37,5! Napisałam eskę do Pani doktor, co mam jej podawać. Oddzwoniła po kilku minutach. Natychmiast zastrzegłam sobie, że zastrzyków jej nie dam. Jeszcze jej się pupcia nie wygoiła po ostatnich. Żaden ze wskazanych antybiotyków nie niszczy bakterii, tylko ją wycisza, więc podam jej Dalacin, który pozostał mi jeszcze z wiosny. Zadziałał tak samo, tylko Agi nie dostawała zastrzyków! Ja głupia łudziłam się, że skoro podane są tam nazwy leków, to one zadziałają niszcząc bakterię ropy, a tu nic z tego! Dwa silne antybiotyki i nic z tego!!! Na szczęście, Agi nie dostała już temperatury jednak podałam jej w inhalacji gendamecynę. Zobaczymy co z tego wyniknie. Jak zobaczyłam na termometrze 37,5, to miałam przed oczami kolejne zastrzyki! Potrzebuję chyba odpoczynku, bo ostatnio kiepsko ze mną. Już jeden spazmatyczny płacz w tym tygodniu zaliczyłam, wolałabym na tym poprzestać.
Kochani, życzę Wam miłej niedzieli i równie przyjemnego tygodnia! A Ty mój mały klusku nie choruj!!!
Kupiłyśmy sobie z Agniesią też 3 różowe goździki do wazonu. Agniesia niosła je w wózku Fajnie wyglądała z takimi kwiatkami na sobie. Nawet nie narzekała Zdążyłyśmy przyjść na chwilkę przed rehabilitacją. Obiadek Ago dostała w czasie masażu i ćwiczenia trzeba było robić delikatnie.
We wtorek były moje imieniny, więc postanowiłam upiec coś na szybko. Z dostępnych produktów wymyśliłam roladę biszkoptową z bitą śmietaną i owocami. Biszkopt w 15 minut był zrobionym, a jakieś 20 się piekł. Śmietanę miałam w lodówce i pojawił się problem, bo zabrakło mi fixa do śmietany! Szybciutki spacerek dobrze nam zrobił, dzięki temu była rolada z pysznymi borówkami a nie brzoskwiniami z puszki Zeszła cała!
Niestety na koniec dnia Agniesia się rozpłakała i ciężko było ją uspokoić. Nie wiem co się stało. W środę miała ustawianą, a właściwie rozluźnianą szyjkę przez Karolcię. Niestety jej wada twarzoczaszki i krótsze mięśnie z prawej strony, powodują ciągły ból. Aguś była bardzo spokojna potem. Pozwoliła mi zrobić to co musiałam. Leżała spokojnie i się rozglądała. W nagrodę tez zrobiłyśmy sobie spacerek.
W czwartek pogoda była już do niczego i tak zostało do dzisiaj. Na domiar złego, dzisiaj spanikowałam, bo po włożeniu Agi w fotelik pionizatora, musiałam ją kilka razy odsysać w krótkim czasie. Bardzo się denerwowała i zaczęła być coraz cieplejsza. Zmierzyłam jej temperaturę, a tu 37,5! Napisałam eskę do Pani doktor, co mam jej podawać. Oddzwoniła po kilku minutach. Natychmiast zastrzegłam sobie, że zastrzyków jej nie dam. Jeszcze jej się pupcia nie wygoiła po ostatnich. Żaden ze wskazanych antybiotyków nie niszczy bakterii, tylko ją wycisza, więc podam jej Dalacin, który pozostał mi jeszcze z wiosny. Zadziałał tak samo, tylko Agi nie dostawała zastrzyków! Ja głupia łudziłam się, że skoro podane są tam nazwy leków, to one zadziałają niszcząc bakterię ropy, a tu nic z tego! Dwa silne antybiotyki i nic z tego!!! Na szczęście, Agi nie dostała już temperatury jednak podałam jej w inhalacji gendamecynę. Zobaczymy co z tego wyniknie. Jak zobaczyłam na termometrze 37,5, to miałam przed oczami kolejne zastrzyki! Potrzebuję chyba odpoczynku, bo ostatnio kiepsko ze mną. Już jeden spazmatyczny płacz w tym tygodniu zaliczyłam, wolałabym na tym poprzestać.
Kochani, życzę Wam miłej niedzieli i równie przyjemnego tygodnia! A Ty mój mały klusku nie choruj!!!
Nominacja!!! /30 lipca 2011/
Chciałam serdecznie podziękować Loni, za nominację. Jesteś kochana dziewczyna o wspaniałym sercu! Oby więcej takich na tym świecie!!!!
Jednym z warunków nominacji było wytypowanie blogowiczów do odbioru nagrody. Kochani, wszyscy jesteście wspaniali i czujcie się przeze mnie wyróżnieni. Nie mam serca pokazywać kto jest lepszy i zasłużył na nominację!
Po raz kolejny mam pisać o sobie…. Jestem w lekkim dołku, więc będzie ciężko, ale zaczynamy!
1. Jako zodiakalny byk, jestem strasznie uparta – najczęściej nie w tą stronę…
2. Uwielbiam łakocie i leniuchowanie.
3. Lubię sprawiać ludziom przyjemne niespodzianki
4. Trudno mi wybaczyć, jeżeli ktoś mnie zranił
5. Panikara ze mnie straszna!!!
6. Często bywam roztrzepana i niezorganizowana, przez co czuję się jak małe dziecko.
7. Brak mi wiary w siebie, często nie wierzę, że sobie z czymś poradzę.
Ufff…Ciężko było!!!
zasady zabawy:
- Umieścić podziękowania i link do blogera, który przyznał Tobie nagrodę.
- Skopiować i wkleić logo na swoim blogu.
- Napisać o sobie 7 rzeczy.
- Nominować 16 innych blogerów (nie można nominować blogera, który Wam przyznał nagrodę)
- Napisać im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji
- Skopiować i wkleić logo na swoim blogu.
- Napisać o sobie 7 rzeczy.
- Nominować 16 innych blogerów (nie można nominować blogera, który Wam przyznał nagrodę)
piątek, 22 lipca 2011
Znowu obolała Aguśka /22 lipca 2011/
Kolejny tydzień lata za nami. Nie lubię jak czas przecieka mi między
palcami i nie mogę zatrzymać tych przyjemnych słonecznych dni. Teraz
znowu deszcz rozpadał się na dobre i nie mogłyśmy iść choć na krótki
spacerek. Od poniedziałku codziennie, choć na chwilkę korzystałyśmy z
pogody. Agniesi mina jest bezcenna, jak wkładam ją do wózka. Ostatnio
jednak w ciągu dnia jest jakaś taka przemęczona i leje się przez ręce.
Ma problemy z trzymaniem główki i jest płaczliwa. W piątek Asia okleiła
ją tejpami. Teraz, Asi nie ma, ma urlop, z którego mam nadzieję
baaaaaaardzo szybko wróci, pełna energii i zapału do pracy. Tomasz zdjął
tejpy przy masażu w poniedziałek, przekonany, że będzie Karolcia.
Niestety, był Mirek. A Mirek, ani nie nastawi Agi dobrze kręgosłupa, ani
nie oklei jej tejpami. Mirek zrobi czaszkowo-krzyżową, rozmasuje,
poćwiczy, pogada z Agniesią. Hiropraktykiem niestety nie jest. Takie
wykształcenie mają tylko Asia i Karolcia. Ponieważ Karolina nie była
przewidziana w tym tygodniu, miała trasę, zadzwoniłam i poprosiłam o
pomoc. W czwartek zajechała i ponaprawiała moją płaczącą dziewczynkę.
Okazało się, że bioderko miała wystawione. Dawno jej to nie doskwierało,
więc nie przyszło mi to do głowy. A to moje biedne zapłakane dziecko,
nie mogło ani leżeć długo w jednej pozycji, ani zrobić kupki, bo
kręgosłup obolały. Dopiero podany nurofen troszkę jej ulżył i kaszka na
rozluźnienie (taka dla maluchów, jest świetna, wystarczy dodać łyżeczkę
czy dwie do obiadku i pomaga w zrobieniu kupki, nie powodując biegunki,
ja mam z Nestle).
Swoją drogą we wtorek i czwartek mamy właśnie terapię czaszkowo-krzyżową z masażem buzi. Ku mojemu zdumieni, Agniesia nie denerwuje się, jak Mirek jej masuje buźkę. Trochę bardziej jest pobudzona jak zaczyna robić coś w okolicach języczka, ale to zawsze było jej wrażliwe miejsce.
Zastanawiam się, czy nie zrobić Agniesi tygodnia przerwy w rehabilitacji. Jedyną przerwę jaką ma, to jak jest chora, ale z drugiej strony, boję się, że będzie miała znowu problemy z kręgosłupem. Agniesia znowu mi się troszkę wyciągnęła, jednak waży nadal swoje 18 kg. Paznokieć już całkiem ładnie schodzi, znaczy zrasta ta narośnięta warstwa.
W dalszym ciągu nie podjęłam decyzji, czy rozwieszać zdjęcia Agniesi. Stoją w paczce i czekają aż coś postanowię. Ostatnio jednak zauważyłam, ze brakuje mi fotografii mojej Agniesi. Postawie sobie jakieś zdjęcie w sypialni. W salonie chyba też coś zrobię… sama nie wiem. Boję się, że takie zdjęcia będą przywoływały złe wspomnienia i smutek. Z drugiej strony naprawdę mi ich brakuje czasami.
Padający za oknem deszcz powoduje marny nastrój, jednak łudzę się, że weekend będzie słoneczny. Strasznie chce mi się wyjść z domu. W ubiegłą niedzielę leżałyśmy z Agi na ogródku na leżaczkach. Agniesia przyglądała się szalejącym nad naszymi głowami jaskółkom. Mają na blokach masę gniazd i latają z piskiem łapiąc owady, żeby nakarmić młode. Bardzo ją interesował ten dźwięk jaki wydawały robiąc kolejne kółko.
Życzę Wam również pięknej pogody. A Ciebie mój króliczku kocham najbardziej na świecie.
Swoją drogą we wtorek i czwartek mamy właśnie terapię czaszkowo-krzyżową z masażem buzi. Ku mojemu zdumieni, Agniesia nie denerwuje się, jak Mirek jej masuje buźkę. Trochę bardziej jest pobudzona jak zaczyna robić coś w okolicach języczka, ale to zawsze było jej wrażliwe miejsce.
Zastanawiam się, czy nie zrobić Agniesi tygodnia przerwy w rehabilitacji. Jedyną przerwę jaką ma, to jak jest chora, ale z drugiej strony, boję się, że będzie miała znowu problemy z kręgosłupem. Agniesia znowu mi się troszkę wyciągnęła, jednak waży nadal swoje 18 kg. Paznokieć już całkiem ładnie schodzi, znaczy zrasta ta narośnięta warstwa.
W dalszym ciągu nie podjęłam decyzji, czy rozwieszać zdjęcia Agniesi. Stoją w paczce i czekają aż coś postanowię. Ostatnio jednak zauważyłam, ze brakuje mi fotografii mojej Agniesi. Postawie sobie jakieś zdjęcie w sypialni. W salonie chyba też coś zrobię… sama nie wiem. Boję się, że takie zdjęcia będą przywoływały złe wspomnienia i smutek. Z drugiej strony naprawdę mi ich brakuje czasami.
Padający za oknem deszcz powoduje marny nastrój, jednak łudzę się, że weekend będzie słoneczny. Strasznie chce mi się wyjść z domu. W ubiegłą niedzielę leżałyśmy z Agi na ogródku na leżaczkach. Agniesia przyglądała się szalejącym nad naszymi głowami jaskółkom. Mają na blokach masę gniazd i latają z piskiem łapiąc owady, żeby nakarmić młode. Bardzo ją interesował ten dźwięk jaki wydawały robiąc kolejne kółko.
Życzę Wam również pięknej pogody. A Ciebie mój króliczku kocham najbardziej na świecie.
piątek, 15 lipca 2011
Spotkanie z psychologiem /15 lipca 2011/
No i skończyły się nam zastrzyki. Agutek dochodzi powoli do siebie. W
tym tygodniu miała bardzo oszczędną rehabilitację. Niestety jednak
doskwiera jej jeszcze brzuszek. Często ma wzdęty i widać, że ją boli.
Cały czas dostaje probiotyki, żeby odnowiła się flora bakteryjna, jednak
na to trzeba czasu. Do tego musi dostawać więcej picia, bo biodacyna
może uszkodzić pracę nerek. No i na końcu okazało się, że to bardzo
bolesne zastrzyki. Żeby tak zwalczyły tę paskudną bakterię to ok, ale
obawiam się, że nic z tego. Od poniedziałku będzie nasza Pani doktor, to
się zastanowimy czy robić wymaz czy też darujemy sobie tą wątpliwą
przyjemność.
Właśnie w środę Tomek rozmasował jej brzuszek. Przyniosło jej to taką ulgę, że zaraz była kupka A ja nie umiem tak dobrze wymasować jej brzuszka. Asia poustawiała w środę jej kręgosłup. Piersiowe wystawione i lędźwiowe, tak jak podejrzewałam. Siniaczek zawsze oznacza tejpy. Wkłucia coraz ładniej się goją.
Ostatnie dwie noce moje dziecko spało do 3 nad ranem. Myślę, że to pełnia sprawiła, że coś jej się poprzestawiało. Jednak leżała grzecznie i nie broniła mi się zdrzemnąć (wiem, wyrodna matka). Dzisiejszą noc za to przespała całą. To się tak rzadko zdarza.
W środę, zgodnie ze wskazanym terminem stawiłyśmy się w poradni pedagogiczno – psychologicznej (oczywiście spóźnione). Pani psycholog, bardzo miła kobietka, dała buziaczka Agusi na dzień dobry, wygłaskała i czule się do niej zwracała. Odrobiła „pracę domową” spisując najważniejsze fakty z dokumentów złożonych w sekretariacie. Wypytała mnie o wszystko i obserwowała każdą reakcję Agnieszki. Nawet sama Pani psycholog widziała Agnieszki reakcje, a to czasami naprawdę trudno uchwycić. Jednak diagnoza mnie nie zaskoczyła. Agnieszka ma stopień głębokiego upośledzenia. Najdziwniejsze, że musiałam napisać oświadczenie w swoim i Arka imieniu, że zgadzam się z opinią psychologa. Nauka Agnieszki ma pomóc w jej rozwoju. Ma pobudzić jej mózg, system nerwowy, reakcje, usprawnić odruchy. Czytać i pisać jednak nie będzie, jestem i byłam tego świadoma, zanim usłyszałam opinię. Nie wiedzieć dlaczego Pani psycholog wydawała się zaskoczona moją reakcją.
Wróciłam jednak bardzo rozczarowana. Okazało się bowiem, że obietnica Pani dyrektor ośrodka o nauczycielu z Owińsk była na wyrost. Agnieszka z upośledzeniem w stopniu ciężkim nie podlega wczesnej rewalidacji w tamtym ośrodku. Będziemy mieli nauczyciela z podstawówki, do której należymy rejonowo. Muszę jeszcze iść do Pani dyrektor i powiedzieć jak sprawy się mają, bo komisję mamy wyznaczoną dopiero na 31 sierpnia! Mogę wziąć w niej udział i chciałabym to zrobić. Mam nadzieję, że się uda.
Cieszę się, że mamy balkon. Dzięki temu mogę Agniesię wystawiać na świeże powietrze jak tylko jest okazja. Dzisiaj niestety za mocno wiało. Przez tą zmienną pogodę za rzadko wychodzimy na spacerki, za rzadko. Nawet na moim rowerku nie jeżdżę, bo nie mam jak.
Kochani, życzę wszystkim ciepłego weekendu i pięknej opalenizny! Sama bym się poopalała
Właśnie w środę Tomek rozmasował jej brzuszek. Przyniosło jej to taką ulgę, że zaraz była kupka A ja nie umiem tak dobrze wymasować jej brzuszka. Asia poustawiała w środę jej kręgosłup. Piersiowe wystawione i lędźwiowe, tak jak podejrzewałam. Siniaczek zawsze oznacza tejpy. Wkłucia coraz ładniej się goją.
Ostatnie dwie noce moje dziecko spało do 3 nad ranem. Myślę, że to pełnia sprawiła, że coś jej się poprzestawiało. Jednak leżała grzecznie i nie broniła mi się zdrzemnąć (wiem, wyrodna matka). Dzisiejszą noc za to przespała całą. To się tak rzadko zdarza.
W środę, zgodnie ze wskazanym terminem stawiłyśmy się w poradni pedagogiczno – psychologicznej (oczywiście spóźnione). Pani psycholog, bardzo miła kobietka, dała buziaczka Agusi na dzień dobry, wygłaskała i czule się do niej zwracała. Odrobiła „pracę domową” spisując najważniejsze fakty z dokumentów złożonych w sekretariacie. Wypytała mnie o wszystko i obserwowała każdą reakcję Agnieszki. Nawet sama Pani psycholog widziała Agnieszki reakcje, a to czasami naprawdę trudno uchwycić. Jednak diagnoza mnie nie zaskoczyła. Agnieszka ma stopień głębokiego upośledzenia. Najdziwniejsze, że musiałam napisać oświadczenie w swoim i Arka imieniu, że zgadzam się z opinią psychologa. Nauka Agnieszki ma pomóc w jej rozwoju. Ma pobudzić jej mózg, system nerwowy, reakcje, usprawnić odruchy. Czytać i pisać jednak nie będzie, jestem i byłam tego świadoma, zanim usłyszałam opinię. Nie wiedzieć dlaczego Pani psycholog wydawała się zaskoczona moją reakcją.
Wróciłam jednak bardzo rozczarowana. Okazało się bowiem, że obietnica Pani dyrektor ośrodka o nauczycielu z Owińsk była na wyrost. Agnieszka z upośledzeniem w stopniu ciężkim nie podlega wczesnej rewalidacji w tamtym ośrodku. Będziemy mieli nauczyciela z podstawówki, do której należymy rejonowo. Muszę jeszcze iść do Pani dyrektor i powiedzieć jak sprawy się mają, bo komisję mamy wyznaczoną dopiero na 31 sierpnia! Mogę wziąć w niej udział i chciałabym to zrobić. Mam nadzieję, że się uda.
Cieszę się, że mamy balkon. Dzięki temu mogę Agniesię wystawiać na świeże powietrze jak tylko jest okazja. Dzisiaj niestety za mocno wiało. Przez tą zmienną pogodę za rzadko wychodzimy na spacerki, za rzadko. Nawet na moim rowerku nie jeżdżę, bo nie mam jak.
Kochani, życzę wszystkim ciepłego weekendu i pięknej opalenizny! Sama bym się poopalała
piątek, 8 lipca 2011
Zdrowiej /8 lipca 2011/
Tydzień upłynął nam szybko. Agnieszka dochodzi do zdrowia. Pupcia
pokłuta, zostały jeszcze 3 zastrzyki. Mam nadzieję, że zniesie je
dobrze. Na dzisiaj zamówiłam już rehabilitację, bo niestety, Agniesia
była jakaś obolała. Przyjechała Asia i porozciągała moją królewnę.
Oczywiście okazało się, że piersiowe kręgi były powystawiane, a teraz
jeszcze widzę siniaczek w okolicach krzyża. Obawiam się, ze znowu coś
się przestawiło. Taki siniak najczęściej zwiastuje założenie tejpów.
Aguś już odespała chorobę i przeszła do normalnego trybu dnia. Dzięki balkonowi, możemy cieszyć się świeżym powietrzem, nie narażając się na wiatr. Jeszcze tylko kilka stron „Kubusia Puchatka” nam zostało.
Po konsultacji z naszą Panią doktor, dołączyłam jeszcze inhalacje z mukosolwanu i soli fizjologicznej. Pulmicort odpadł, bo niestety krwawienie z krtani było zbyt obfite, a ten środek może spowolnić gojenie się. Każdego ranka muszę budzić Agniesię do zastrzyków, bo Pani Grażynka przychodzi przed 8, a Agiś wyjątkowo śpi jeszcze o tej porze. Zastrzyki jednak osłabiają. Agniesia po poprzednich była jeszcze drugi tydzień osłabiona. Cieszę się jednak, że idzie już ku lepszemu. Dzisiaj Agi zobaczyła w końcu swoje gwiazdki naklejone na ścianie szafy przy łóżku. Nie mogła oderwać od nich oczu. Znowu coś nowego zobaczyła. Do tego, siedząc na moich kolanach obserwowała „psocącego się” Stworka Potworka, który mówił głosem cioci Danki. Nawet buziaczka dostał potworek. Powiem, ze to było bardzo fajne, jak Agniesia wpatrywała się w różowego włochatego stworka i szukała go wzrokiem, jak się schował. Czasami coś się uruchamia w tej główce.
Dzisiaj zrobiłam sobie małą przyjemność. Wyciągnęłam rower, który jakieś dwa tygodnie temu w końcu przywiozłam od mamy i przejechałam się. Jak ja kocham jeździć na rowerze! Z myślą o małych samotnych wyjazdach go przywiozłam, jednak jakoś dotąd nie było czasu. Zrobiłam jakieś 10 km. Pojechałam obwodnicą do mamy i dostałam od cioci macierzankę na skalniak. Mój skalniaczek przeżywa inwazję ślimaków!! Mrówki się uspokoiły, to zaczęło się ze ślimakami. Moje piękne kwiatki są całkowicie pochłonięte przez ślimaki. Już 3 dni chodzę i zbieram je po ogródku. Dzisiaj nazbierałam jakieś 87 sztuk!!! :/ Najpierw spróbuję je odstraszyć naturalnymi sposobami. Doczytałam się, że nie lubią zapachu macierzanki, majeranku, tymianku. Okazało się, ze ciocia ma macierzankę i przyniosła mi sporą kępę. Majeranek podprowadzę mamie z ogródka, ale ciiiiii….
Arek już się ze mnie śmiał jak dziś wychodziłam z reklamówką mówiąc ile wyzbierałam (dzisiaj policzyłam je). Podobne ilości były dwa poprzednie razy. Myślę, że na wysypisku będzie im lepiej.
Od blisko miesiąca odczuwam ból prawego nadgarstka. W tym tygodniu doszedł ból lewego. Już kilka dni smaruję Ketonalem, ale niespecjalnie pomaga. Bandażowanie też nie pomogło. Najgorsze jest to, że mam problemy z podniesieniem Agniesi. Wówczas ból się nasila, bo naciągam obolałe miejsca. Nie mam pomysłu co z tym zrobić. Asia chciała tejpować, ale wtedy nie posmaruję sobie ich żelem. Niewiele, ale na trochę znieczula. Zobaczę do poniedziałku, jak będzie źle, to zatejpuję najpierw prawy nadgarstek.
Moi kochani, miłego i cieplutkiego weekendu!! Odpoczywajcie i cieszcie się dobrymi chwilami
Aguś już odespała chorobę i przeszła do normalnego trybu dnia. Dzięki balkonowi, możemy cieszyć się świeżym powietrzem, nie narażając się na wiatr. Jeszcze tylko kilka stron „Kubusia Puchatka” nam zostało.
Po konsultacji z naszą Panią doktor, dołączyłam jeszcze inhalacje z mukosolwanu i soli fizjologicznej. Pulmicort odpadł, bo niestety krwawienie z krtani było zbyt obfite, a ten środek może spowolnić gojenie się. Każdego ranka muszę budzić Agniesię do zastrzyków, bo Pani Grażynka przychodzi przed 8, a Agiś wyjątkowo śpi jeszcze o tej porze. Zastrzyki jednak osłabiają. Agniesia po poprzednich była jeszcze drugi tydzień osłabiona. Cieszę się jednak, że idzie już ku lepszemu. Dzisiaj Agi zobaczyła w końcu swoje gwiazdki naklejone na ścianie szafy przy łóżku. Nie mogła oderwać od nich oczu. Znowu coś nowego zobaczyła. Do tego, siedząc na moich kolanach obserwowała „psocącego się” Stworka Potworka, który mówił głosem cioci Danki. Nawet buziaczka dostał potworek. Powiem, ze to było bardzo fajne, jak Agniesia wpatrywała się w różowego włochatego stworka i szukała go wzrokiem, jak się schował. Czasami coś się uruchamia w tej główce.
Dzisiaj zrobiłam sobie małą przyjemność. Wyciągnęłam rower, który jakieś dwa tygodnie temu w końcu przywiozłam od mamy i przejechałam się. Jak ja kocham jeździć na rowerze! Z myślą o małych samotnych wyjazdach go przywiozłam, jednak jakoś dotąd nie było czasu. Zrobiłam jakieś 10 km. Pojechałam obwodnicą do mamy i dostałam od cioci macierzankę na skalniak. Mój skalniaczek przeżywa inwazję ślimaków!! Mrówki się uspokoiły, to zaczęło się ze ślimakami. Moje piękne kwiatki są całkowicie pochłonięte przez ślimaki. Już 3 dni chodzę i zbieram je po ogródku. Dzisiaj nazbierałam jakieś 87 sztuk!!! :/ Najpierw spróbuję je odstraszyć naturalnymi sposobami. Doczytałam się, że nie lubią zapachu macierzanki, majeranku, tymianku. Okazało się, ze ciocia ma macierzankę i przyniosła mi sporą kępę. Majeranek podprowadzę mamie z ogródka, ale ciiiiii….
Arek już się ze mnie śmiał jak dziś wychodziłam z reklamówką mówiąc ile wyzbierałam (dzisiaj policzyłam je). Podobne ilości były dwa poprzednie razy. Myślę, że na wysypisku będzie im lepiej.
Od blisko miesiąca odczuwam ból prawego nadgarstka. W tym tygodniu doszedł ból lewego. Już kilka dni smaruję Ketonalem, ale niespecjalnie pomaga. Bandażowanie też nie pomogło. Najgorsze jest to, że mam problemy z podniesieniem Agniesi. Wówczas ból się nasila, bo naciągam obolałe miejsca. Nie mam pomysłu co z tym zrobić. Asia chciała tejpować, ale wtedy nie posmaruję sobie ich żelem. Niewiele, ale na trochę znieczula. Zobaczę do poniedziałku, jak będzie źle, to zatejpuję najpierw prawy nadgarstek.
Moi kochani, miłego i cieplutkiego weekendu!! Odpoczywajcie i cieszcie się dobrymi chwilami
Subskrybuj:
Posty (Atom)
