środa, 13 marca 2013

Chwila słabości… /13 marca 2013/

Wczoraj zadzwonił do mnie właściciel mieszkania informując, że w czwartek zjawi się z gościem z banku. Innymi słowy, ma kupca na mieszkanie. Okazało się, że jak dostaną kredyt, a pewnie dostaną, mamy wynieść się do końca kwietnia.
Powiem Wam szczerze, że niestety poczułam się jakbym dostała obuchem w łeb. Niby człowiek wie, że niedługo trzeba się wynieść, jednak ten termin pozbawił mnie oddechu. Siedziałem przy biurku i nie mogłam się pozbierać. W klatce piersiowej kamień, a ja miałam ochotę wyjść z mieszkania na zimne powietrze. Mieliśmy gości, nie miałam siły iść do salonu. Na szczęście mała Lili wyczuła chyba, że ciocia potrzebuje pocieszenia, bo przyniosła mi wszystkie obrazki przez siebie narysowane. Kochana kruszyna
Najemca zdenerwował mnie, bo obowiązuje nas trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Skoro jednak on tego nie przestrzega, zapowiedziałam mu, że my również wynosimy się jak tylko znajdziemy nowe mieszkanie. Tylko czy i kiedy je znajdziemy???
Kochani proszę o jakąś dobrą energie, bo potrzebuję jej jak powietrza. Wiem, że za chwilkę się ogarnę i będę gotowa do działania. Jednak teraz nie jest to takie proste. Musze to wszystko przetrawić.
http://www.tvn24.pl/wyzsze-zasilki-dla-rodzicow-niepelnosprawnych-dzieci,311502,s.html
A to link do wypowiedzi naszego Premiera. Kolejna obietnica, kolejna iskierka nadziei dla nas. Mam nadzieję, że choć raz zostanie dotrzymana…
Przypominam też o pomocy Babci Gosi. Nasza pomoc przywróciła jej wiarę w dar życia. Pomagajmy nadal!!!
http://www.pomagamyzosi.pl/?p=11175
Dziękuję kochani!! Pozdrawiam!!!

poniedziałek, 11 marca 2013

Prosimy o pomoc dla Babci Gosi!!! /11 marca 2013/

http://www.pomagamyzosi.pl/?p=11175
Babcia Gosia walczy o pomoc dla wszystkich dzieciaczków. Od zeszłego roku stale walczy z nieżyczliwością ludzką i do tego dopadła ją ciężka choroba, znowu!!!! Pomóżmy Pani Gosi uwierzyć, że da radę!!! Powyżej podałam link do Dorotki, która szczegółowo wszystko przedstawiła!!!
Dziękuję!!!

Somitowe otwarcie! /11 marca 2013/

Patrzę w okno i nie wierzę. Człowiek już przywykł do słońca, do wiosny, którą łatwo było wyczuć w powietrzu, a tutaj taki zonk… W niedzielny poranek świat okrył się bielą i cały czas pada śnieg. Może tylko chwilkę nie padało, nie mocno, ale cały czas prószy i nie ma widoków na poprawę pogody. Ech, znowu trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nawet na spacer nie możemy wyjść, bo wieje mocno.
W sobotę, zgodnie z zapowiedzią, udaliśmy się na otwarcie Somitu. Somit, nasz gabinet rehabilitacyjny, zmienił siedzibę. W końcu przenieśli się na parter  Czas najwyższy, bo na to pięterko, ciężko było wchodzić. Fakt, ja już do nich nie jeździłam, tylko rehabilitacja w domu. Jednak schody odstraszały. Teraz gabinet jest trochę dalej od nas, ale za to wyposażony w dwie świetne sale do rehabilitacji dzieciaczków. Tylko jest jeden problem… Do kogo ja teraz będę dzwoniła, żeby mi odebrał recepty z przychodni?? W galerii są wrzucone fotki z naszego pobytu w Somicie. Agnieszka była szczęśliwa. Rozglądała się na wszystkie strony i wyłapywała każdy dźwięk. Pobudzało ją każde poruszenie, śmiech, płacz, okrzyki i sam dotyk dzieciaków, które co chwila podlatywały i sprawdzały co to za dziewczynka. Niektóre, nawet na nią nie zważając, przechodziły po niej na czworakach Ani owa dziewczynka, ani Agnieszka nie przejęły się tym wcale
Agnieszka miała okazję pobujać się na huśtawce podwieszonej do kraty ugul-a, najciekawsza zabawa dla wszystkich dzieciaków. Tata pobujał, właściwie pokołysał Agnieszkę w misce do bujania. Córci się podobało Jeszcze drabinki, na których Agniechę prostował tata. Dobrze, że tata miał wolną sobotę i mógł z nami jechać. We dwoje zawsze łatwiej Ogólne wrażenia są świetne, jak się zrobi cieplej skusimy się na kilka zajęć rehabilitacyjnych A wtedy zobaczycie kolejne fotki! Agnieszka na koniec zostawiła ślad swoich paluszków na ścianie, jak i pozostałe dzieciaczki.
Po powrocie Agnieszka dostała obiad i padła wykończona nadmiarem wrażeń. W nocy jednak już ze snem było gorzej. Zastanawiam się czasem, czy ona to wszystko przeżywa we śnie. Myślę że tak, w końcu poznaje ludzi i wie jak na kogo zareagować. W sobotę była w kropce, bo widok rehabilitantów, praktycznie wszystkich, w jednym miejscu, zmylił Agnieszkę, ale czujna była. Ciocia Karolina w ramach kilku kadrów do filmiku nastawiła Agnieszce (przypadkiem) bioderko. Agnieszka zareagowała na pozycję do ćwiczeń prawidłowym fuuu. To samo usłyszała Sonia, która podchodziła co chwilka i podziwiała wzrost Agnieszki. Mama „wygryzła” Sonię z masażu, ale Agniesia pamiętała… Ciotka usłyszała fuu i rączki w proteście pofrunęły do góry
Kochani, mnie dopadł jakiś zimowy smutek. to chyba z niewyspania, albo z braku słońca. Słońce świeci, ja mam dobry nastrój, mogę wszystko robić. Mam masę energii, a przy takiej pogodzie, nawet do sklepu nie chce się wyjść. No nic, byle do wiosny…
Pozdrawiam gorąco!!!

czwartek, 7 marca 2013

/7 marca 2013/

Jak ja kocham słoneczną pogodę i ten przyjemny zapach wiosny w powietrzu! Świat staje się jaśniejszy i człowiekowi chce się żyć. Już tydzień jak spacerujemy z Agniesią regularnie. Agnieszka przeszczęśliwa, mama też. Wczoraj nawet poszłyśmy po tatę do pracy, a jak! Zabrałyśmy pracoholika ze sobą do domu Tylko w niedzielę tak nieprzyjemnie wiało, że darowaliśmy sobie spacer, nie ma co ryzykować. Agniesia ma wrażliwe oczka, a wiatr był faktycznie silny i nieprzyjemny. Od poniedziałku lekcji nie było, trwały rekolekcje, więc miałyśmy więcej  czasu dla siebie.
Dzisiaj już Agnieszka słucha cioci, a ja mogę chwilkę posiedzieć przed komputerem. Śniadanko naszykowane, czeka na odgrzanie, pranie się pierze, obiadek na dzisiaj zrobiony. Żal mi tylko, że od jutra ma być brzydko i deszczowo. W sobotę jesteśmy zaproszeni na wizytację nowej siedziby Somitów, więc skorzystamy! Tylko niestety białej rękawiczki nie mam Fajnie by było, gdyby pogoda dopisała i moglibyśmy się przejść pieszo, ale zapowiada się śnieg z deszczem. Trzeba będzie skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji i odpalić auto
Zlecenia na pionizator i materac wysłałam do sklepu w zeszłym tygodniu. Myślę, że wkrótce otrzymamy materac i dokumenty do PFRON na pionizator. W minionym tygodniu postanowiłam też zadzwonić do naszej Pani dyrektor i dowiedzieć się jak się sprawy mają z rozszerzeniem zajęć dla naszych dzieciaczków. Okazało się, że Pani dyrektor faktycznie skorzystała z rady Pana dyrektora, do którego podałam numer telefonu, i zabrała się za działanie. Problemem jednak może okazać się znalezienie nauczycieli ze specjalnościami logopedy czy też masażysty/rehabilitanta. Dodatkowo pozostali rodzice muszą wyrazić zgodę na takie zajęcia. Mam nadzieję, że uda nam się pokonać przeciwności i zmienić co nieco
Zadzwoniłam też do Pani dyrektor Ośrodka Pedagogiczno – Psychologicznego i podziękowałam za rozmowę i siłę jaką dzięki tej rozmowie zdobyłam. Siłę? Może odwagę do działania? Nie wiem jak to określić, bo generalnie spotkałyśmy się w innym celu. Chciałam zrezygnować z nauczania i zawiesić Agnieszki lekcje do 10 roku życia. Okazało się jednak, że sprawy inaczej się ułożyły. Zajęcia prowadzone są znacznie lepiej, (rozmowa widać pomogła), pojawiła się nadzieja, że od września urozmaicimy je, no i mamy zegarową godzinę, a nie lekcyjną zajęć. Wystarczy czasami rozmowa z kimś, kto sprawi, że uwierzymy w siebie. Zapewniłam też Panią dyrektor, że jakby potrzebowała pomocy, zawsze służę swoją osobą. Chodzi tutaj o pomoc rodzicom, którzy nie wiedzą jak sobie poradzić z problemem niepełnosprawności swojego dziecka. Niewiele mogę, ale czasami trzeba usłyszeć jak radzą sobie inni. Wiem, bo sama potrzebowałam kiedyś takiego wsparcia i je otrzymałam.
We wtorek Agnieszka płakała od rana. Bezradność jest straszna. Podałam jej ibum i poszłyśmy na spacer. Agnieszka na dworze, w wózku rozluźniła się i zrelaksowała. Możliwe, że to zasługa leku. Jednak, jakby była nerwowa, wróciłybyśmy natychmiast do domu. Nie, Agnieszka była szczęśliwa! 1,5 godziny spaceru i ani razu ssaka nie włączyłam! Zadzwoniłam jednak do Asi i poprosiłam, żeby była jutro albo ona, albo Karola. Miałam racje, okazało się wczoraj przy masażu, że to podrażniony nerw kulszowy, stąd te łzy. Asia naprawiła, poćwiczyła z Agniesią i po obiadku poszłyśmy  na spacerek, po tatę
Niestety, przy nerwie kulszowym jestem bezradna, tyle, że potrafię przy masażu zlokalizować źródło cierpienia. Agnieszka jeszcze nadal w ortalionach, bo pogoda nie pozwala na zwykłe spodnie i niewygodnie się ją trzyma przy wynoszeniu na dwór po schodach. Zwyczajnie ślizga się. Wnoszę ją jakoś łatwiej, ale schodzenie ze schodów jest zawsze bardziej niebezpieczne. W tym miesiącu muszę zrobić przedpłatę na turnus, czekam tylko na Arka wypłatę i na środki z fundacji, faktury wysyłałam w połowie stycznia, więc mam nadzieję, że niedługo spłyną.
Kochani, mam nadzieję, że jednak prognozy się nie sprawdzą i ochłodzenie będzie niewielkie. Ja ponownie zanurzyłam się w lekturze Jody Picoult „W imię miłości”. Podoba mi się sposób w jaki autorka przedstawia tak trudne tematy jak choroby dzieci, pedofilię, zabójstwo z miłości umierającej żony. Te dylematy moralne rozszerzają mój światopogląd i pozwalają na wiele spraw spojrzeć w innym świetle. Szczerze polecam
Miłego weekendu i wspaniałego Dnia Kobiet dla każdej, nawet najmniejszej kobietki, a także cudnego Dnia Mężczyzny nawet dla tak malutkich dżentelmenów!

niedziela, 3 marca 2013

Co z tą służbą zdrowia????????? /3 marca 2013/

Dzisiaj się zdenerwowałam, tak na poważnie. Przelało się. Nie, nie chodzi tu o sytuację Agnieszki, aczkolwiek nas też już takie coś spotkało. Wiadomości głośno donoszą o kolejnej niepotrzebnej śmierci dziecka. Dlaczego? A dlatego, że ktoś uznał matkę za nadgorliwą i nie był łaskawy wysłać karetki. Dziecko z temperaturą przekraczającą 40 stopni to dramat. Nie trzeba skończyć medycyny, aby wiedzieć, że jest to śmiertelne niebezpieczeństwo. Każdy z rodziców z drżącym sercem patrzy na cyferki termometru, kiedy mierzy gorączkę rozpalonemu dziecku. Jeżeli przekracza 39 kresek, siedzimy murem przy dziecku, chłodzimy, podajemy leki i co kilka minut sprawdzamy, czy aby nie podeszła gorączka wyżej. Powiedzcie mi, do kogo mamy się zwrócić o pomoc, jeśli nie do lekarzy? Czy jeżeli rodzic spokojnie i racjonalnie stara się wytłumaczyć lekarzowi, do którego został przełączony, co dzieje się z dzieckiem, to znaczy, że nie potrzebna pomoc? Oznacza to, że musimy krzyczeć, płakać i błagać o pomoc?
Oczywiście sprawą zajęła się prokuratura, lekarz pewnie się obroni i nie poniesie konsekwencji prawnych, jak to zwykle bywa w naszym kraju. Sprawa będzie ciągnęła się latami… Jednak jak się do tego ma rozpacz rodziców? Kto im zwróci ukochaną córeczkę? Kto rozpędzi rozpacz, jaka ich ogarnęła? Serce mnie boli, bo pamiętam słowa sanitariusza, któremu oddawałam dziecko mówiąc „szybko”, on z pogardą odpowiedział „tak, teraz to szybko”. Nie wiem do dziś o co chodziło, bo wzywałam pogotowie w kilkadziesiąt sekund od zadławienia. Jednak rozmowa z dyspozytorką ciągnęła się bardzo długo.
Wysłuchałam dzisiaj wielu komentarzy, polityków, dziennikarzy, czy słowa protestu Jerzego Owsiaka. Myślę sobie, że w naszym kraju nie zmienia się nic. Zaledwie pół roku temu nagłośniono śmierć maleńkiego Bolka, któremu wystarczyło zrobić morfologię, żeby podjąć próbę ratowania życia. Dwa tygodnie temu śmierć Oskarka. Jak wynika z reportaży, lekarz pierwszego kontaktu, neurolog, nie zainteresował się sześcioletnim dzieckiem o wadze nie przekraczającej 8 kilogramów. Dlaczego dziecko w jego wieku nie zostało skierowane do gastrologa, do poradni żywienia? W jakimś celu takie specjalizacje istnieją!!
Czy my, jako rodzice musimy wiedzieć wszystko? Owszem, przyznaję, że ja pojechałabym z dzieckiem do szpitala, jeżeli pogotowie by do mnie nie chciało przyjechać. Niedowagę Agnieszki próbowaliśmy zwalczyć wysokokalorycznymi odżywkami. Jednak w szpitalu też nie udzielano  nam należytej pomocy. Zdarzyło się, że musiałam sama nastawiać biodro dziecku, bo rehabilitantka nie chciała do nas przyjść w CZD. Argument? Nie zna dziecka… Już kiedyś jechaliśmy do Poznania, jak Agnieszce pękł pierwszy balonik przy PEG-u, bo chirurg nie pofatygował się nawet, żeby zajrzeć do nas. Powód? To nie jego broszka… Tylko teraz ja, mam doświadczenie, wiedzę, jeżeli mogę ośmielić się tak powiedzieć. Mam odwagę i wiem czego mogę się domagać. Nie każdy jednak wie co zrobić. Panika i strach czasami nas paraliżują. Jeżeli lekarz, mówi, że nie ma powodu do obaw, to komu mamy w końcu zaufać??? Wychodzi na to, że tylko sobie i własnej intuicji. Ja od urodzenia Agnieszki od zawsze wolałam być nazywana przez naszą pediatrę panikarą, niż przebywać z dzieckiem na oddziale pediatrycznym. Dlaczego Hospicjum Domowe, zamiast pomagać dzieciom, wypisuje je z grona podopiecznych? Zostawia rodziców samych sobie. Musimy sami dbać o nasze dzieci i „bawić się” w laryngologów, bo specjalista uznaje, że nie ma dziecięcej specjalizacji i nie wymieni rurki.
Przeraża mnie to wszystko. Szpitale nie są dofinansowane, a olbrzymie pieniądze z naszych wypłat przekazywane są na fundusz zdrowia. Czy za kilka lat zostanie nam kilka jednostek w wojewódzkich miastach, bo powiatowe zbankrutują? Czy naprawdę lekarze nie pamiętają swojej przysięgi złożonej po zakończeniu studiów? Co będzie z naszym życiem, naszymi dziećmi, jeżeli nic się nie zmieni?
Moja frustracja jest spowodowana przejściami, które mamy za sobą. Jednocześnie odbiło się to dużym piętnem w nas i dlatego płakać mi się chce jak widzę takie rzeczy. Zdrowe, piękne dziecko umiera, bo nie wysłano karetki na pierwsze zgłoszenie. Ważniejsze było to, żeby szpitala nie obciążyć za wyjazd niepotrzebny. A może tak szklane kule, karty tarota, jakaś wróżka na etacie w szpitalach na dyżurach? Myślę, że to by rozwiązało problemy z niepotrzebnym wysyłaniem karetek!
Kochani, jak macie wątpliwości, dziecko w samochód i na pogotowie!! Nie ryzykujcie życia swoich najbliższych. Tam muszą już się wami zająć!!!
Pozdrawiam i mimo wszystko życzę udanej niedzieli!

poniedziałek, 25 lutego 2013

Mieszkanie, pionizator i stabilo. /25 lutego 2013/

Widzę, że czas płynie w zastraszającym tempie. Nie wiem, dlaczego. Jak człowiek cieszył się młodością, chodził do szkoły, zdawało się, że dni wleką się niemiłosiernie. Teraz nagle z poniedziałku robi się piątek i kolejny weekend. Luty dobiega końca, a myśmy nawet nie nacieszyły się zimą. Zastanawiam się dlaczego stale mi zimno i nie mogę dogrzać mieszkania. Koleżanka stwierdziła, że powodem jest to, że schudłam. Może i tak, ale jak w piątek na chwilę wyszło słonko i tak pięknie zaświeciło w okna dużego pokoju, zdałam sobie sprawę, że tych chwil ze słońcem tej zimy było zbyt mało. Zeszłoroczna zima była może i mroźniejsza, ale słońce pozwalało wyjść na spacer. Teraz ciągłe wiatry, wilgoć i opady, jak nie deszczu to śniegu. Słońce nie dogrzewa nam mieszkania i bardzo mi tego brakuje. Może dlatego ciężko odnaleźć pozytywne aspekty dnia?
Nadal nie mam najlepszego nastroju. Może nie widać z zewnątrz, ale w środku mnie coś dusi i nie pozwala na pełen oddech. Jakby zmora usiadła na mojej piersi. W piątek zjawił się właściciel mieszkania z potencjalnymi kupcami. Jasne, od września byliśmy świadomi jego decyzji o sprzedaży mieszkania. Jednak takie błąkanie się obcych ludzi po pokojach, łazienkach, kuchni… Nic miłego. Zaświeciła się alarmowa lampka. To już, czas zacząć na poważnie rozglądać się za nowym mieszkaniem. Jest to o tyle kłopotliwe, że totalnie brak mieszkań pod wynajem. Jeżeli pojawiają się takie mieszkania, to na wyższych piętrach i mieszkania są niestety ciasne. Niestety nie mamy wolnej gotówki w kwocie 145 tys na zakup tego  mieszkania, a kredytu nie dostaniemy. Życie ma dla nas kolejny zakręt na swojej drodze, tylko jak zwykle nie wiem co nas czeka za tym zakrętem. Mam nadzieję, nie, wierzę, że to będzie dobre mieszkanie i wkrótce znajdzie się takie jakie nam jest potrzebne. Może będzie tańsze w utrzymaniu
W czwartek pojawił się Pan na prezentację pionizatora baffin neo site http://www.liwcare.pl/baffin_neoSIT.html Ku mojemu zaskoczeniu, pionizator bardzo się zmienił. Kiedy kupowaliśmy dalmatyńczyka, baffin był niegodny polecenia. Teraz ma dużo funkcji, które nam odpowiadają. Właściwie z tą prezentacją to był czysty przypadek, bo prezentacja odbywała się w Somicie, ale Asia uznała, że byłby genialny dla Agnieszki. Pan chętnie zgodził się podjechać i zaprezentować nam sprzęt. Na szczęście mieści się on (teoretycznie) w kosztach refundacji, jeżeli będzie potrzebna dopłata, to raczej już nieduża. Zadzwoniłam do naszej neurolog i poprosiłam o zlecenie na pionizator i materac przeciwodleżynowy. Chcemy kupić materac stabilo, słyszeliśmy, że to świetne rozwiązanie dla dzieci nie trzymających się stabilnie w pozycji siedzącej. No nic z fotelika samochodowego wyszło jeszcze, że zakupimy pionizator i materac, widać tak trzeba.
Agnieszka nie czuje się najgorzej. Asia w czwartek trochę popracowała z jej odcinkiem lędźwiowym. Tego dawno nie przerabialiśmy. Podczas masażu wyczułam, że lordoza jest zbyt wygięta do wewnątrz. No i okazało się, że znowu zaczyna jej doskwierać ten odcinek kręgosłupa. Jest też lekko podziębiona, ale zastosowałam inhalację, rutinaceę i przeciwzapalnie ibum. Jest już lepiej. Dołożę chyba jeszcze w inhalacji mucosolwan, bo niestety wydzielina z rurki jest zbyt gęsta. Cieszę się tylko, że moje dziecko zaczęło reagować na zwykłe leki na przeziębienie, a nie od razu gorączka i antybiotyk. Może się już wychorowała? Oby tak było!!!
Lekcja się kończy, czas na inhalację i chwilkę odpoczynku dla Agnieszki. Za chwilkę masaż i rehabilitacja. A mnie pochłonęła po raz kolejny teoria spisku Dana Browna, „Cyfrowa twierdza”,  jednak w odróżnieniu od trzech pozostałych powieści, ta jest już delikatniejsza i ma skromniejszą fabułę. Polecam jednak wszystkie powieści i „Anioły i Demony”, „Zaginiony symbol”, czy też znaną przez wszystkich powieść „Kod Leonarda da Vinci”. Dla mnie najlepszy był „Zaginiony symbol”, no ale  to kwestia gustu
Kochani spokojnego i miłego tygodnia dla wszystkich!!

poniedziałek, 18 lutego 2013

Nadchodzi chandra /18 lutego 2013/

Zastanawiam się o czym pisać. U nas jest zadziwiający spokój, nic się nie dzieje. Życie płynie utartym torem i może to dobrze. Jakoś nie tęsknię za przygodami. Agnieszka zdrowa, trochę nam ostatnio doskwierał kręgosłup w odcinku piersiowym, ale w piątek Karolina nastawiła go do końca, zaczęła w środę. Okazało się też, że przez ból kręgosłupa z lewej strony mięśnie międzyżebrowe uległy przykurczowi. Podczas masowania Agnieszka aż podskoczyła z bólu. Tak się dzieje tylko przy masowaniu dekoltu. Tam mięśnie przy obojczykach Agniesia mocno przykurcza sobie sama. Często podczas odsysania. Właściwie ja robię sobie to samo, odsysając ją siedzę z przykurczonymi ramionami i potem boli mnie kark, ramiona i mięśnie piersiowe.
Pani Kinga z CZD przesłała mi meil;em wyniki krwi. Sód, potas, chlorki i białko w normie. Zaniepokoiła mnie natomiast witamina D. Badaliśmy kontrolnie, bo pół roku temu Agnieszka miała tak na granicy normy. Jednak teraz, pomimo podawania Devikapu, Agnieszka ma znacznie niższy poziom. Wtedy miała 16, teraz 6,9, gdzie norma jest 20-40. Czyżby brak słońca mógł jej tak zaszkodzić? Mam nadzieję, że za kilka dni słońce zacznie świecić i będziemy mogły chodzić na spacerki. Zeszłej zimy mogłyśmy więcej spacerować, nie było tyle deszczu. Jutro wybieram się do naszej Pani doktor i porozmawiam o tej witaminie. Zobaczymy, mam kilka papierów do wypełnienia.
W sobotę Agnieszka jakby się wyłączyła. Nie wiem, czy to był skutek tego, że nic jej nie bolało, czy też pogody, ale nie okazywała żadnych emocji. Jakby dziecko cały czas spało. Nawet odsysać niewiele trzeba było. Żadnych nerwów, żadnego niezadowolenia. Żadnych odgłosów wzdychania, czy też fukania. Dziwne to było. Na szczęście w niedzielę już Agnieszka wróciła do formy. Faktem jest, że przespała pół dnia, ale przynajmniej było ją słychać jak nie spała. Domagała się posiłków, obecności rodziców, moja córeczka
Cały tydzień ma być taka smutna, deszczowa pogoda i zaczyna mi już doskwierać. Ciężko mi się podnieść z łóżka, nie mam ochoty nic robić. Zaczęłąm odczuwać samotnosć. Dziwne to o tyle, że przez cały weekend nie byłam sama przez chwilkę. Smutno mi jakoś i nie chce mi się nawet poprawiać sobie nastroju. Poszłabym z Agnieszką na spacer, ale caly czas jest deszczowo i smętnie. Wilgoć potęguje odczucie mrozu. W piątek jechałam autem i wydzwoniłam w krawężnik, bo zwyczajnie nie wyprostowałam kół. Nic z tego nie rozumiem, wyłączyłam się podczas jazdy, a wsiadłam zaledwie 2 minuty wcześniej. Jak mnie zarzuciło, obudziłam się. Teraz przy odpalaniu silnika coś mi dzwoni w silniku. Super, nie ma jak sobie samemu robić kłopoty. Najlepsze w tym jest to, że nie wiem czy uderzyłam kołem, czy też zderzakiem. Ani tu, ani tu nie ma śladu otarcia. No nic, muszę w ciągu dnia podjechać i poprosić kogoś, żeby spojrzał czy muszę do mechanika jechać, bo jakoś nie wyrywam się sama.
Trzymam to moje dziecko na kolanach, tulimy się do siebie i męczy mnie natrętna myśl, jak to będzie za kilka lat. Jak Agnieszka będzie już nastolatką. Czy wtedy będzie już tylko leżeć na tapczanie, czy będę musiała kupić jej łóżko szpitalne, kiedy będzie trzeba zainwestować w podnośnik… Kiedy nastąpi ten moment, że nie będę mogła wziąć córki na tyle spontanicznie na kolana, zeby się do niej przytulić i siedzieć sobie, czytając czy też śpiewając jej, jak to robimy dzisiaj. Myślę, że to skutek chandry nadchodzącej z całą galanterią.
Właśnie się dowiedziałam, że zmarła matka mojego byłego szefa. To bardzo smutne, bo to wspaniała kobieta była i przeraża mnie, bo przeczuwałam to. Śnił mi się ojciec szefa kilka godzin przed śmiercią Pani Ani. Jego znam dobrze i darzę głębokim szacunkiem i sympatią. On też jest chory i bardzo się boję o niego. Bałam się mówić o tym śnie komukolwiek.
Dobry Jezu a nasz Panie, daj Jej wieczne spoczywanie… [*]
Chaos wielki wdarł się w ten post. Przepraszam, chociaż ostatnio stale przepraszam, nawet za to, że żyję. Nie martwcie się o mnie. Musiałam wylać trochę żalu. A już byłam z siebie taka dumna, ze tak długo świetnie sobie radziłam. Ech, to życie…
Pozdrawiam wszystkich gorąco, dla Was uśmiechu i wspaniałych dni!!!