czwartek, 14 sierpnia 2014

PEG-i, ropień, okulista i dieta… /14 sierpnia 2014/

Jak sam tytuł wskazuje, dosyć intensywne te dwa tygodnie mieliśmy. Kupiłam cewniki foleya, te same co zawsze, okazało się, że niestety, jakaś felerna partia. Dzień za dniem, trzeba było je wymieniać. Baloniki pękały, PEG-i wypadały, a ja coraz mniej włosów na głowie W końcu pojechałam do medycznego i kupiłam też foley-e innej firmy, ale jak wymieniłam ostatni, tak na razie trzyma i nie trzeba wymieniać. Trochę się stresu najadłam w piątek, bo musiałam wyjechać, rano jednego foleya już wymieniłam, a Agnieszka miała rehabilitację z ciocią Karolką. Poinstruowałam babcię, co robić, jakby balonik pękł, wysłałam sms-a do Karolki, na co dostałam odpowiedź, że trzeba było nie mówić Wszystko jednak dobrze się skończyło bez awarii PEG-a. Za to pojawiło się podrażnienie nerwów kulszowych, obustronne, i stan zapalny w kolanie lewym, tejpy i ból.
Ropień pękł wczoraj rano. Zrobiły się dwa bąble, biały tylko jeden z nich. Ten drugi się rozszedł. Pierwszy raz tak ją to bolało, że płakała, przy każdym oczyszczaniu rany. Serce mi pękało, nerwowa zaraz cała się zrobiłam… Boję się, że chirurg, który sugerował, że to przetoka, mógł mieć rację… Brrr…. Jestem ciekawa, czy ten drugi kanał też się wysączy, czy też już zacznie się w końcu goić. To czwarty miesiąc udręki Agnieszki…
Po wtorkowej rehabilitacji Agnieszka miała bardzo zaczerwienione prawe oczko, to uszkodzone. Najpierw chciałam dzwonić do pediatry, ale doszłam do wniosku, że lepiej znaleźć jakiegoś okulistę, który obejrzałby to oko profesjonalnie. Znalazłam Klinikę Okulistyczną Św. Jerzego w Poznaniu i zadzwoniłam. Pani zarejestrowała nas na NFZ, a wizyta już w czwartek, czyli dzisiaj!!! Byłam w szoku. Ciocia Danka wzięła urlop i nas zawiozła. Pani doktor bardzo sympatyczna, cierpliwie pokazywała Agnieszce obrazki, zauważyła jak ona reaguje, kiedy coś zobaczy, wstrzymywała oddech. Zbadała dna oczu i okazało się, że obydwa są blade, tylko to prawe ma owrzodzenie rogówki. Dostaliśmy krople ze sterydami i zalecenie nabycia Bepanthen eye gel. Tylko ten ostatni lek jest w Polsce niedostępny i musiałam prosić koleżankę, żeby nam pomogła. Dziękuję Sylwuś!!!!! Żel lepiej i dłużej nawilża oko, dlatego jest lepszy od tego, który ja stosuję. Na domiar wszystkiego, można go częściej stosować, niż VItA-POS. Mam nadzieję, że będzie służył Agnieszce!
Dzisiaj zadzwoniła do nas Pani doktor z poradni żywienia z Poznania. Przeliczała kaloryczność posiłków Agnieszki  na kilka możliwych sposobów i doznała szoku. Zapytała mnie, czy Agnieszka miała mieć redukowaną masę ciała, no miała Zaskoczona była, ponieważ waga Agnieszki mieści się idealnie w 50 centylu, czyli tak jak powinno być. Co do wzrostu, to ona nie ma zastrzeżeń, bo nie da się jej porządnie zmierzyć, to raz, a dwa, wzięła pod uwagę spastykę i bioderka Agnieszki. Do tego powinno się skorygować tę masę o wodę, jaką Agnieszka zatrzymuje, bo jest opuchnięta. Nawet Pani okulistka mi to dzisiaj powiedziała. (Pytała, czy sterydy bierze). Dietę zostawiamy w takiej formie jak jest teraz, porozmawiamy na wizycie. Chodzi o to, żeby dostarczyć Agnieszce odpowiednią ilość składników odżywczych. W końcu ona rośnie. Co do wyników badań, cała morfologia jest idealna, nie wskazuje na jakieś braki w odżywianiu, cholesterol jej nie przeraził, amylaza też do ponownej kontroli. Sprawdzimy co się będzie działo przy następnych wynikach, czyli w październiku.
No i na koniec upalnych dni, Agnieszce pękła skóra na stopie w zgięciu. We wtorek doszło do krwawego pęknięcia i jeszcze dzisiaj gazik był czerwony. No nic, przemywam octaniseptem i liczę, że szybko się wygoi. Nie smaruję, bo octanisept dobrze goi, a świeże powietrze jest najlepszym lekiem w gojeniu ran.
Jeszcze jedno, pisałam Wam o karcie parkingowej. Okazało się, że Agnieszka ma wpisany jakiś kosmiczny kod na orzeczeniu 11-I – co oznacza – inne, w tym schorzenia: endokrynologiczne, metaboliczne, zaburzenia enzymatyczne, choroby zakaźne i odzwierzęce, zeszpecenia, choroby układu krwiotwórczego. Załamałam się, bo na ten kod nie dostalibyśmy karty parkingowej i tym samym, czekała by nas ponowna komisja! Pojechałam do orzecznictwa i okazało się, że Agnieszka ma pozaznaczane pozytywnie wszystkie pozostałe punkty, które oznaczają u niej niepełnosprawność znaczną. Tym samym, karta nam przysługuje, pomimo nieprawidłowego kodu na orzeczeniu. No ale przyznajcie sami, kto to wymyślił!!! Agnieszka była już po zadławieniu, kiedy byłyśmy na komisji! Mogła dostać kilka innych kodów, ale taki???
Jutro jedziemy do Piły. Mam nadzieję, że wyjazd, jak zawsze będzie udany Wam również życzę wspaniałego weekendu i odpoczynku

poniedziałek, 28 lipca 2014

Wakacje trwają :) /28 lipca 2014/

Wakacje trwają w najlepsze, choć nie ukrywam, że świadomość zbliżającego się półmetka smuci mnie. To nawet nie to, że zacznie się szkoła i więcej obowiązków się pojawi. Wrzesień to już jesień i coraz chłodniejsze dni, a ja tak lubię, kiedy jest cieplutko W końcu zrobiło się ciepło, nawet troszeczkę za ciepło. Skutkiem tego, bywają dni, kiedy nawet na dwór z Agnieszką nie mogę wyjść, bo za gorąco, albo za duży wiatr. Jak już robi się chłodniej, to pada deszcz. Ostatnie dni jednak nam sprzyjają, i jak tylko pogoda pozwala spędzamy czas na świeżym powietrzu.
Na początku wakacji pisałam do naszej Pani doktor o pomoc, bo zaczęłam podejrzewać alergię u Agnieszki. Pamiętacie, że ona często przy wietrznej pogodzie płacze, a skutkiem tego, spina się i wystawia sobie kręgosłup. Dwie kobietki, które mają do czynienia z alergiami, zasugerowały mi to. Postanowiłam sprawdzić. Podaję Agnieszce od 3 tygodni contrahist. Jak ręką odjął!!! Nie ma już łez, nie ma wodnistej wydzieliny. Moje dziecko jest uczulone na pyłki traw!!! U mnie też się lekka alergia pojawiła, już jakiś czas temu, i przy wietrznej pogodzie oczy mi łzawią, stąd wiem, że u niej działa lek, bo ja ryczę, a ona nie.
W czwartkowy ranek pękł nam po raz czwarty, ropień na pupie. Mam nadzieję, że to już ostatni raz. Pani doktor na USG pokazała nam dwa ogniska płynów. Pierwsze wyczyściło się krótko po historii z martwicą, a teraz jakby drugi kanał się oczyścił. Zaczęło się to bardzo ładnie goić i wierzę, że to już koniec udręki Agnieszki.
Udało nam się załatwić wszystkie formalności z Poradnią Żywienia w Poznaniu. Pierwsze mleko już przyjechało, Pani pielęgniarka była pobrać krew i mocz do badań. Wyniki przyszły pocztą. Niby nic wielkiego, ale cholesterol 205 (200), amylaza 183 (100). Coś nie tak z trawieniem u Agnieszki. W końcu cholesterol nie powinien być tak wysoki, a enzym trawienny? Może to od tego mleka, które przez chwilę brała Agnieszka, wyżej kaloryczne, bo nie było tego co zawsze bierze, aby wyrównać kalorie, rozcieńczałam je wodą. Najwyraźniej nie może tego mleka pić. Pozostałe wyniki w normie, nawet magnez mieliśmy zbadany i też jest w normie. Skończę tę butelkę Magsolvitu, i nie będę jej dodatkowo podawała leku.
Z Poradni Pedagogiczno Psychologicznej przyszła już opinia. Napisana tak, jak obiecała Pani psycholog. To bardzo miło z jej strony. Teraz muszę jeszcze dostarczyć to do szkoły.
Agnieszka nieźle znosi upały. Jakoś nawet nie odnotowuję częstych kontuzji, czy ataków spastycznych. Zostało mi jeszcze 15 tabletek doppel herz do podania i wracamy do nootropilu.
Wakacje spędzamy w domu. Nie wyjeżdżamy nigdzie, no może w połowie sierpnia, tradycyjnie już, do Piły na kilka dni. Urlop Arka wykorzystaliśmy na odmalowanie domku i porządków w obejściu i ogrodzie. Muszę jeszcze załatwić nową kartę parkingową. W tym celu muszę zrobić fotkę legitymacyjną Agnieszce. Miałam już kilka podejść, ale Agnieszka nie chce współpracować. Obecne karty parkingowe obowiązują do końca listopada. Z tego co wiem, została ograniczona możliwość uzyskania takiej karty. Przysługuje na pewno dzieciom z głębokim upośledzeniem i z dysfunkcją narządu ruchu. Nie wiem jak się sprawy mają przy umiarkowanym. Słyszałam nawet, że osoby niepełnosprawne w Łodzi, wysyłane są na ponowną komisję do spraw orzecznictwa o stopniu niepełnosprawności. Mam nadzieję, że nie będę miała najmniejszych problemów.
Kochani moi, życzę Wam wspaniałych i bezpiecznych wakacji! Cieszmy się latem puki trwa. Tak krótki to czas Przyjemności, moi mili

sobota, 5 lipca 2014

Leniuchujemy /5 lipca 2014/

Witajcie w ten letni dzień Słoneczko w końcu postanowiło udowodnić nam, że to jednak lato Nie lubię jak jest tak ponuro i wietrznie. Dzisiaj wietrznie, ale chociaż nie ponuro Mam dziwne wrażenie, że lato za chwilkę minie. Wiem, wakacje dopiero się zaczęły, ale skoro już pierwszy tydzień lipca za nami, to i cały lipiec cieknie bardzo szybko. Chyba mnie jakaś jesienna depresja od tej pogody dopadła, czy coś, nie wiem. Nawet z Agnieszką nie bardzo mogę wyjść, bo ciągle za mocno wieje, a ona ma bardzo wrażliwe oczy.
Na domiar złego, albo dobrego, zależy z której strony patrzeć. W środę pękł ropień, po raz trzeci. Mam nieodparte wrażenie, że czeka nas to jeszcze raz, bo ma on kształt owalny i tak jakby podzielił się na dwie części. Ta jedna, którą nacinał 10 czerwca lekarz w Poznaniu, pękła i pięknie się oczyściła, ale bąbel z drugiej strony jest. Zobaczymy, na pewno nie mam zamiaru jechać z tym do naszego szpitala Faktem jest, że na USG, Pani doktor znalazła dwa ogniska z płynem, więc może tym płynem była owa ropa, a nie, jak naiwnie myślałam, osocze. Ważne, że to się oczyszcza i muszę czekać co dalej.
Wczoraj byłyśmy z Agnieszką w Poradni Pedagogiczno – Psychologicznej. Papiery Agnieszki wzięła Pani psycholog, która już poprzednio przeprowadzała badanie. Tak chyba powinno być. Łatwiej jest osobie, która miała styczność już z dzieckiem je ocenić, niż nowej osobie. Agnieszka, pomimo działanie jeszcze leku, który ją usypia, całkiem nieźle pracowała. Zareagowała na kołatkę, dzwoneczki, jak również (niemal na zawałanie), udowodniła, że umie okazywać niezadowolenie, no i trochę powzdychała, zapytana. Pani psycholog zaproponowała dopisek o logopedzie, jak również wydanie opinii na 5 lat. Nam w to graj, bo o wpisanie zajęć logopedycznych chciałam prosić, ale to zasugerowała już Pani Małgosia, która chodziła kilka razy do poradni, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o pracy z Agnieszką. Miłe to, kiedy ktoś się tak bardzo stara
PEG-i wymieniam co chwilka, no może nie aż tak często, ale w ciągu 8 dni, właśnie wymieniłam trzeci raz. Chyba jednak mamy za słaby cewnik kupiony. Będę musiała założyć ten silikonowy, tylko on jest bardzo sztywny i nie czuję się przy nim pewnie, rehabilitanci też.
Dodzwoniłam się do Pani doktor z Poradni żywienia i umówiłam się na październikową wizytę. Pani pielęgniarka, niezależnie od terminu wizyty odwiedzi nas, żeby zrobić badania krwi. Wcześniej jednak będzie dzwoniła, z czego się cieszę. Pierwsza dostawa mleka, z Poznania już przyjechała. Tak więc, jesteśmy już w poradni poznańskiej, stało się
Zapisałam nas na turnus w Mielnie, mam nadzieję, że na wiosnę będą o nas pamiętać. W tym roku nie udało nam się tam dostać. Jakoś tak, męczy mnie uczucie, że powinniśmy właśnie do nich jechać. Nie wiem dlaczego tak mnie to prześladuje. A może to zwykła tęsknota z a Bałtykiem? Nie byliśmy tam już…3 lata… Matuchno, jak ten czas ucieka!  może będziemy już miały nowy wózek, kto wie, kto wie…
Mogłoby się to wietrzysko uspokoić. Muszę jechać na pocztę, poszłabym z Agnieszką, ale przy tym natężeniu wiatru się nie da wózkiem. Uciekam Agnieszce śniadanie uszykować, bo się Stokrotka moja wyspała i wzdycha, wołając matkę, która sobie przy kompie siedzi cichutko, licząc na to, że jeszcze te 5 minut może pośpi
Odpoczywajcie, z pewnością macie ciężki tydzień za sobą, i kolejny tydzień pracy, przed sobą. Wszystkiego dobrego

sobota, 28 czerwca 2014

OSIEM LAT :D /28 czerwca 2014/

Moja kochana córeńko, wraz z tatą, życzymy Ci dużo zdrowia, sukcesów w ciężkiej pracy, jaką wkładasz w rehabilitację. Kochanie moje, rośnij nam zdrowo, uśmiechaj się do nas jak najczęściej i zaskakuj nas swoimi postępami!!! Agusiu moja walcz każdego dnia razem z nami o lepsze jutro i nadzieję jaką pokładamy w Twój powrót do nas! My będziemy zawsze czekać na Ciebie!!! Córeńko, niech stanie się cud
KOCHAMY CIĘ NAD ŻYCIE!!!!

Martwica Fourniera /28 czerwca 2014/

„Martwicze zapalenie powięzi (ang. necrotizing fasciitis, NF) – rodzaj rzadko spotykanego, ostrego zakażenia podskórnej tkanki łącznej, które szerzy się wzdłuż powięzi okrywających grupy mięśni tułowia i kończyn. Chociaż w większym stopniu chorobą są zagrożone osoby z niedoborami odporności, cukrzycą, przyjmujące dożylnie narkotyki itp., może ona rozwinąć się również u całkowicie zdrowych, młodych ludzi.
W przeciwieństwie do zgorzeli gazowej (martwicy mięśni spowodowanej przez Clostridium spp., ang. clostridial myonecrosis) infekcja ma charakter mieszany i we wczesnym etapie nie uszkadza tkanki mięśniowej. Od zwykłego zakażenia tkanki łącznej odróżnia ją gwałtowny przebieg, ciężki stan ogólny pacjenta oraz (w późniejszym okresie) objawy wstrząsu septycznego; zmiany zlokalizowane głębiej mogą nie być dostrzegalne poprzez skórę.”
To definicja skopiowana z Wikipedii. Brzmi przerażająco (w każdym razie dla mnie), jeszcze gorzej wygląda (na zdjęciu). Otóż, mały, granatowy wylew w miejscu ropnia, lekarz w wągrowieckim szpitalu ocenił jako podejrzenie owej martwicy, która szybko się rozprzestrzenia. Kazał interniście wypisać nam zlecenie na Poznań i pożegnał się z problemem. Wystraszeni, wsiedliśmy w samochód, z domu zabraliśmy jakieś jedzenie i leki dla Agnieszki, coś do przebrania i w drogę. Wyruszaliśmy w okolicach wpół do siódmej wieczorem. Na miejscu byliśmy koło ósmej. Poczekalnia pełna, czułam się jak przy pierwszych przymrozkach. Dzieciaki połamane, z rozbitymi głowami, bolesne upadki na twarz…. Pani doktor przyjęła nas tak koło 23, obejrzała Agnieszki pupcię, wysłuchała mnie i niemal zjechała pod leżankę, jak usłyszała diagnozę. A mi było z jednej strony głupio, bo były poważniejsze przypadki, a z drugiej narastała we mnie wściekłość. Lekarz nas nastraszył. Zdawaliśmy sobie sprawę, że pozbył się problemu, wymyślając coś, co może w jakimś sensie mieć uzasadnienie, a poza tym, nie jest dziecięcym chirurgiem wiec nawet skargi nie mogę złożyć. Za to lekarze z poznańskiego szpitala, znowu wywarli na mnie dobre wrażenie. Dziękuję Pani doktor za cierpliwość i wyrozumiałość!
Pani doktor w Poznaniu, była jednak, pomimo potwornego zmęczenia, bardzo dla nas wyrozumiała. Stwierdziła, że to tylko krwiaczek i nie chce go nacinać, żeby nie doszło do zakażenia. Powinien samoczynnie się wchłonąć.Troszkę ją to może jeszcze poboleć. Pani doktor była zadowolona ze stanu tego nieszczęsnego ropnia. Uważa, że jest ładnie wypielęgnowany i to już koniec naszych mąk. Jednak, skoro już tyle się naczekaliśmy, skierowała nas jeszcze na usg. Tam Pani doktor, też niemal strzeliła baranka w biurko, słysząc „martwica Fourniera”. Jednak badanie wykazało, że ropy nie ma już wcale, a jedynie trochę krwi w skórze właściwej i odrobina płynów, ale wszystko jest na powierzchni. Szczęśliwi, w okolicach północy opuściliśmy parking pamiętnego dla nas szpitala i wyruszyliśmy w poszukiwaniu drogi do domu. Tak po ciemku, z objazdami, nawet nieźle nam poszło. Fakt, zajechałam nawet do Ikei, ale co tam, zorientowałam się w porę, żeby zjechać z szosy i udało się pięknie dojechać do domu. Wróciliśmy przed 2.
A ja chciałam tylko, żeby ktoś mądry to obejrzał u ocenił, czy trzeba to naciąć, żeby ta „zła krew” znalazła ujście, i żeby przyniosło jej to ulgę!!!!
Karolcia wczoraj naprawiła Agnieszce kręgosłup, we wtorek będzie to robiła ponownie, po kilkugodzinnym wegetowaniu w Maklarenie. Na ciotkę zawsze można liczyć. Dzień wcześniej Arek stwierdził, że trzeba by było wymienić foleya, no i jak to bywa, ciotka załatwiła sprawę. Usłyszałam standardowe „o-o” i tyle by było jeśli chodzi o PEG-a Każdy ma jakieś hobby…
Mam nadzieję, że wraz z końcem czerwca skończą się nasze przygody z ropniami, anginami i innymi ustrojstwami, które nie chcą się od Agnieszki odczepić. Ja jestem już zmęczona. Nie chce mi się jeść, śmiać, mam dosyć tej niepewności, co się dzisiaj wydarzy… Czas się wziąć w garść! Niech tylko nam pogoda dopisze, dzisiaj musimy choć na trochę się przewietrzyć!!!
Przytulam Was serdecznie i mocno!!!!

piątek, 27 czerwca 2014

Wakacje czas zacząć! /27 czerwca 2014/

Dzisiaj zakończenie roku szkolnego! Wszystkie dzieci, nauczyciele (nie da się ukryć), no i spora część rodziców czekała na ten dzień. Agniesia ubrana, jak przystało na uczennicę, w białą bluzeczkę i czarną spódniczkę stawiła się wraz  z mamą i ciocią na wyznaczoną godzinę w wągrowieckim kinie Czekał tam na nas wuja Robert, dotarła też i Pani Małgosia. Agniesia otrzymała swój dyplomik i książeczkę, a także wiatraczek, to już w prezencie urodzinowym. Otóż jutro Agniesia kończy 8 lat Mój Boże, kiedy to zleciało. Ja pamiętam jak dzisiaj, swoje biegi po jej pierwszy tort urodzinowy, w kształcie biedronki. Dzieci rosną, a my wzruszamy się ich postępami, cieszymy się patrząc jak pięknie rozwijają się te nasze pociechy
Zdołałam też w kinie chwilkę porozmawiać z Panią dyrektor, podziękować jej za tak doskonały dobór nauczycieli i zapewniłam, że chętnie przywitam tych wspaniałych ludzi we wrześniu. Pani dyrektor zapewniła mnie, że tak też będzie! Nie wiem, jak Pani Małgosia i wuja Robert, ale my cieszymy się z tej decyzji, i liczę, że tak też będzie!
Agnieszka nie ma dzisiaj najlepszego dnia. Podczas akademii była niespokojna. Dopiero w domu okazało się, że ten nieszczęsny ropień zrobił się granatowy. Muszę teraz go obserwować, jak zacznie się wybijać, trzeba będzie jechać do szpitala, i muszę liczyć na to, że na dyżurze będzie lekarz, który nas nie zawiedzie… Boję się…
Niestety kręgosłup Agnieszki znowu się skręcił w swoim stałym miejscu. Najpierw Robert rozluźnił przestrzenie międzyżebrowe, a później Mirek starał się naprawić to, co się zepsuło. W czwartek było już spokojniej. Antybiotyk skończyliśmy, zaczęłam znowu podawać witaminy i mam nadzieję, że te silne napięcie, które powróciły, miną bezpowrotnie. Dzisiaj Karolka dokona cudu rehabilitacji i przywróci stan Agnieszki do normalności.
We wtorek byłam w poradni żywienia w Poznaniu, podpisałam umowę. Teraz oficjalnie należymy już do poradni poznańskiej. Warszawa została za nami. Istnieje też szansa, że rozwiąże się problem z oddziałem żywieniowym, ale to jeszcze chwilę potrwa i mam nadzieję, że będzie dla nas miejsce w Poznaniu, jakby było potrzebne. Pierwsza dostawa mleka w przyszłym tygodniu. Muszę zadzwonić do Pani doktor i umówić się na pierwszą wizytę, a także dowiedzieć się o badania krwi, bo Pan doktor coś wspominał, że pielęgniarka będzie do nas przyjeżdżała. Niestety, wszystko to było w biegu i zwyczajnie zapomniałam się zapytać. Nie ukrywam, że ułatwiłoby to nam życie.
Kochani moi, życzę Wam udanych wakacji, pięknej pogody i odpoczynku. My spędzimy wakacje w domu, nigdzie się nie wybieramy. Pozdrówcie od nas morze i góry

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Szkoda gadać…znowu chora… /16 czerwca 2014/

Kochani moi, co mam Wam napisać? Agnieszka znowu chora. Niedługo Pani doktor przestanie odbierać ode mnie telefon… O matuchno, co ja bym bez niej zrobiła??? No ale po kolei.
Od kilku dni Agnieszka bardzo śwista przez rurkę. Do tej pory oznaczało to tylko jedno, że wydzielina przyschła i trzeba nawilżyć rurkę, żeby wydostać zator. Właśnie przez coś takiego Agnieszka prawie się udusiła w szpitalu, jak za wcześnie miała podany baklofen (środek zwiotczający), nie miała siły się odkrztusić. Od tamtej pory jestem bardzo przewrażliwiona na tym punkcie, nie tylko u Agnieszki (prawda Elu?;) ) Odsysanie, nawet grubszym cewnikiem, zalewanie solą fizjologiczną, ani inhalacja, nic nie zmieniały, no może na chwilkę. To upewniło mnie w tym, że to nie wina zaschniętej wydzieliny. Prawdopodobnie wina gęstej śliny.
Do tego wszystkiego, od piątku, Agnieszka tak się napinała, że nie mogłam jej uspokoić. Dopiero walka na moich kolanach przynosiła ulgę, ale wkrótce zaczynało się wszystko od początku. Była tak napięta, jak zaraz po wypadku, mogłam ją podnieść zupełnie prostą, jak struna. Nie działało nic, obracanie na boki, „wysoka pupa”, zginanie w pasie, czy nawet w pozycji pionowej przechylanie do przodu, wracała z powrotem (na marginesie, rehabilitanci byliby dumni z niej, taka stabilizacja głowy, podnoszenie całego tułowia, to się praktycznie nie zdarza na zajęciach)
Wczoraj podałam jej ibum, bo na dworze tak się spięła, że nawet huśtawka nie pomogła. Dzisiejsza lekcja przebiegła nawet całkiem dobrze. Jednak zaraz po śniadaniu, Agnieszka znowu zaczęła szaleć. Zrobiła się cała czerwona na buzi i rozpalona. Jak się okazało, miała 38,9. Mogłam tylko podać ibum, zadzwonić do Pani doktor i czekać aż gorączka zejdzie. Jakikolwiek masaż nie wchodził w grę. Dało się ją tylko na boku trzymać, na szczęście temperatura szybko zeszła.
Wymaz pojechałam odebrać i okazało się, że nic nie wyhodowano. Pani doktor, swoją drogą, potrafi pocieszyć, nie potrafią podobno wyhodować w tym laboratorium bakterii beztlenowych, właściwie w niewielu laboratoriach to robią. Czyli nie wyhodowano tlenowców, co do beztlenowców, możemy zgadywać. Nie wiadomo, śmiać się, czy płakać…
Agnieszka ma początek zapalenia oskrzeli, stąd te świsty w rurce. Zalegania są na obu oskrzelach. Fajnie, nie? Już nie pamiętam, kiedy miałam tak wypisaną receptę, żeby nie zmieściły się wszystkie leki! A część z nich już miałam w domu, więc Pani doktor nie wypisywała. Na szczęście nasza Pani doktor pilnie śledzi ceny leków, porównuje i zapisuje tak, żeby nie wyszło za drogo.
W sobotę z rany ropa jeszcze wypłynęła. Mam nadzieję, że już wszystko, co niedobre wypłynęło. Widzę jednak, że jest bardzo zdenerwowana przy przebieraniu pampersa. Zwyczajnie boi się, że będzie bolało. Z pewnością, to co muszę zrobić, żeby się nie zasklepiła rana, nie jest przyjemne. Okolica nie jest już taka twarda, jest więc szansa na wygojenie się tego paskudztwa.
No i muszę się pochwalić nowym zakupem, który dzięki Wam, udało nam się zrobić! Agnieszki ssak Devillbiss, ofiarowany nam 5 lat temu przez fundację WOŚP, niestety wysiadł już niemal zupełnie. Po 3 odsysaniach, bateria siada. Zostanie nam do użytku awaryjnego, w zasilaniu sieciowym jeszcze działa. Tak więc kupiliśmy ssak Medela. Jeden z bardziej polecanych. Zdecydowałam się na ten ssak, bo jedyne negatywne opinie jakie miał, to cena. Niestety, kosztował on 2800 zł. Mam nadzieję, że nam długo posłuży i będzie bardzo wydajny. Dzisiaj przyszła przesyłka, więc jest na etapie resetowania baterii. Bateria zanim się wyładowała, chodziła godzinę. Jeszcze jutro raz muszę odsłuchać godzinnego buczenia ssaka, a później raz na kwartał.
No nic, życzcie Agnieszce szybkiego powrotu do zdrowia i żeby nie chorowała już tak często! Ja Wam życzę spokojnej nocy i pięknego tygodnia.