No i tak jak przepowiedziałam, znowu nie udało nam się zrobić ortez na
rączki. Asia nam się rozchorowała i przyjeżdżał Mirek. Co zrobić, może
ten tydzień będzie bardziej udany, jeśli chodzi o plany! Agniesia od
poniedziałku ściśle współpracowała z rehabilitantami. Kilka razy
pokazała nam która nóżka boli. To było niesamowite, bo ona rozumiała co
się do niej mówi! Podczas rehabilitacji w poniedziałek Agnieszka się
rozpłakała. Znaczy, coś ją zabolało. Asia chwyciła obydwie nóżki i
cierpliwie pytała Agunie która nóżka boli. Agniesia napięła lewą nóżkę.
Asia delikatnie rozmasowała i było po bólu. W kolejne dni było podobnie.
Mirek, jak Agi się rozpłakała dotykał kolejno stópki, łydki, kolanka i
pytał co Agi boli! We wtorek przykurcz w kolanku prawym się odezwał, a w
środę łydeczka. Wiecie, po czym wiem, ze to nie przypadek? Agi
przestała płakać i była spokojniejsza przy ćwiczeniach. Bardzo bym
chciała, żeby te Agnieszki postępy zaczęły jakoś przyspieszać.
Chciałabym, żeby Agnieszka dokładnie rozumiała co do niej mówię i aby
umiała mi pokazać co chce. Czego potrzebuje, co ją boli. Ach, bo to tak
już jest, że małe postępy rozbudzają duże nadzieje!! No ale musimy dalej
pracować i czekać na jakieś postępy. To i tak duży krok do przodu!
W
piątek byliśmy u Pani neurolog w Pile. Pani doktor przeczytała
informacje, które dałam jej o aminokwasach i nie miała o nich najlepszej
opinii. Ten zabieg mógłby nam pomóc jedynie na stany epilepsji u Agi, a
one nie są aż tak częste (na szczęście), żeby tam jechać. No i znowu
pudło jeśli chodzi o poszukiwania jakiegoś lekarstwa dla Agusi. No nic,
będziemy szukać dalej.
Niestety nasza Pani neurolog nie należy do
lekarzy wiele mówiących podczas wizyty. Ta Pani więcej słucha niż
opowiada o stanie dziecka. Niewiele przybrała od poprzedniej wizyty,
można powiedzieć, ze przyzwoicie. Niestety główka niewiele jej urosła i
Pani doktor mierzyła nawet dwa razy. Fakt, od wiosny Aguni dobre są te
same czapeczki. Może teraz urośnie! Mam nadzieję, bo zaniepokoiło mnie
to i obawiam się małogłowia!
Dostaliśmy też skierowanie do szpitala w
Poznaniu na rezonans główki. Agnieszka nie miała jeszcze robionego
rezonansu, jedynie TK główki i to zaraz po wypadku. Do tego kilka razy
USG główki ze względu na niezarośnięte ciemiączko. Pani doktor też chce
mieć pełen obraz uszkodzeń w Aginkowej główce! Strasznie się boję tego
wyniku, tym bardziej, że to wszystko w narkozie musi być robione.
Myślałam, że pojedziemy tylko do poradni i tam będzie zrobione badanie.
Niestety, musimy zostać na oddziale, nie wiem jak długo. W zasadzie ten
wynik i tak nic nie zmieni, Agniesia nadal będzie rehabilitowana,
leczona i będziemy walczyć. Jednak boję się swojej własnej
reakcji…zobaczymy. Teraz muszę się tylko umówić.
Pani neurolog
zwiększyła Agniesi dawkę depakiny. Do tej pory Agiś miała 250, mamy
dojść do 350, a jeżeli nic nie będzie się niepokojącego działo, to tak
pozostać. Jeżeli nasiliłyby się ataki to podniesiemy jeszcze o setkę,
czyli do 450.
Wróciliśmy z Piły dosyć późno, bo zawitaliśmy
oczywiście do rodzinki. Mieliśmy parę spraw do obgadania. Arek w sobotę
pracuje i musieliśmy jechać, a chętnie zostałabym chociaż na sobotę.
Dzisiaj
Agniesia zafundowała sobie spanko w dzień. Zasnęła krótko po obiadku.
Spała do 20.30!!!! Teraz się denerwuje, bo jakoś nie chce jej się spać!
Ciekawe dlaczego???
Agniesiu, w nocy się śpi, a nie w dzień!! Teraz
będziemy ćwiczyły ściskanie paluszka mamusi! Niedługo nam się uda,
prawda? Kocham Cię skarbie!!!
niedziela, 6 grudnia 2009
wtorek, 1 grudnia 2009
Magiczny czas? /1 grudnia 2009/
No i skończył się ten nielubiany przeze mnie listopad! ciesze się
niezmiernie, głęboko wierząc, że teraz już będzie lepiej! Grudzień to
miesiąc świąt, taki przyjemny nastrojowy czas, jak śpiewał Jan
Borysewicz. Wierzę, że mojemu dziecku będzie jeszcze dane cieszyć się z
tych banalnych, a jednocześnie ekscytujących grudniowych szaleństw.
Pisanie listu do Gwiazdora, ubieranie choinki, wypatrywanie pierwszej
gwiazdki, kolędy… Na takie rzeczy cieszą się wszystkie dzieci, Agi
jeszcze kiedyś też będzie się z tego cieszyć! Jeszcze kiedyś ulepimy
bałwana i pojeździmy na sankach, bo nie zdążyłyśmy!
Teraz Agi jest już coraz zdrowsza. Dostaje resztkę antybiotyku, Jutro ostatni dzień. Inhalację pociągnę jeszcze kilka dni. Łatwiej jej się wtedy oddycha, chociaż tego nie lubi. Nigdy nie lubiła. Mam nawet krótki filmik, jak to Agi robi inhalację mamie, tacie (na odległość), a siebie jakoś omija. Cwana gapa! Patrzę na ten filmik i trudno mi uwierzyć jaka ona była malutka! Rozmiar 68 – 74 dopiero nosiła! Malutka chudziutka kruszynka!
Dzisiaj dostałyśmy w końcu materac do rehabilitacji! Taki z prawdziwego zdarzenia! Do tej pory Agiś miała rehabilitację na tym z łóżeczka. Jednak teraz się już nie mieści i trzeba było coś zrobić w tej dziedzinie! No i po dwóch tygodniach od zamówienia w końcu doczekałyśmy się! Śliczny, nowiutki, składany na trzy. No i akurat mieści się w pokoju! Dobrze, że 80 – tkę wzięłam a nie metrowy, bo byłby problem! W naszym olbrzymim pokoju już niewiele się zmieści! Ostatnio była koleżanka i tak rozglądając się po pokoju, w szoku była ile tego dla Agi mamy! Dwa ssaki, pionizator, piłka rehabilitacyjna, klimatyzer, nawilżacz, inhalator, lampa soluks, no a teraz doszedł jeszcze materac. I to wszystko na 15m2! Zdolni jesteśmy nie? Nadmienię jeszcze, że standardowe umeblowanie też jest ;)))!!! Ważne, że mamy gdzie mieszkać, tylko trochę wysoko i to mi przeszkadza najbardziej. Jak to Asia mówi, „złota klatka”, to przez te okna dachowe. Tylko takie mamy.
Go kącika poezji wrzucam nowy wiersz Olki dla Agniesi. Jest piękny!
Agniesiu, już niedługo piękny czas. Będzie dużo ludzi, tak jak lubisz. Będziemy u cioci Eli i wuja Arka. Podnieś sama rączkę, kopnij mamę nóżką! Uśmiechnij się, tak całą buzią! Niech spełni się prawdziwa magia świąt!!!
Teraz Agi jest już coraz zdrowsza. Dostaje resztkę antybiotyku, Jutro ostatni dzień. Inhalację pociągnę jeszcze kilka dni. Łatwiej jej się wtedy oddycha, chociaż tego nie lubi. Nigdy nie lubiła. Mam nawet krótki filmik, jak to Agi robi inhalację mamie, tacie (na odległość), a siebie jakoś omija. Cwana gapa! Patrzę na ten filmik i trudno mi uwierzyć jaka ona była malutka! Rozmiar 68 – 74 dopiero nosiła! Malutka chudziutka kruszynka!
Dzisiaj dostałyśmy w końcu materac do rehabilitacji! Taki z prawdziwego zdarzenia! Do tej pory Agiś miała rehabilitację na tym z łóżeczka. Jednak teraz się już nie mieści i trzeba było coś zrobić w tej dziedzinie! No i po dwóch tygodniach od zamówienia w końcu doczekałyśmy się! Śliczny, nowiutki, składany na trzy. No i akurat mieści się w pokoju! Dobrze, że 80 – tkę wzięłam a nie metrowy, bo byłby problem! W naszym olbrzymim pokoju już niewiele się zmieści! Ostatnio była koleżanka i tak rozglądając się po pokoju, w szoku była ile tego dla Agi mamy! Dwa ssaki, pionizator, piłka rehabilitacyjna, klimatyzer, nawilżacz, inhalator, lampa soluks, no a teraz doszedł jeszcze materac. I to wszystko na 15m2! Zdolni jesteśmy nie? Nadmienię jeszcze, że standardowe umeblowanie też jest ;)))!!! Ważne, że mamy gdzie mieszkać, tylko trochę wysoko i to mi przeszkadza najbardziej. Jak to Asia mówi, „złota klatka”, to przez te okna dachowe. Tylko takie mamy.
Jutro porobię focie z małą gwiazda na materacu! Może w końcu uda nam się
te łuski na rączki zrobić… Jakoś nam nie wychodzi, nie ma czasu. A
jeżeli jest, to Agiś niedysponowana i jak tu się zgrać?
W sobotę
dałam sobie czadu. Upiekłam komuś ciastka, bo poprosił i teraz mam za
swoje. Prawie chodzić nie mogę od soboty. Dzisiaj pojechałam do Pawła na
rehabilitację. Kurcze, jak to boli, to całe ustawianie, nastawianie…
Najgorsze, że w środę znowu, bo piersiowe, jakimś cudem mi ustawił (ale
chrupnęło, jak wskakiwały), ale szyja i krzyże…porażka! A jak ważyłam
Agi, to schudła! Waży 14,4 kg!! Przecież się wyciągnęła! Mi się wydaje,
że ona coraz cięższa, a tutaj niespodzianka – mamusia słabnie!!
Ciekawe!!!Go kącika poezji wrzucam nowy wiersz Olki dla Agniesi. Jest piękny!
Agniesiu, już niedługo piękny czas. Będzie dużo ludzi, tak jak lubisz. Będziemy u cioci Eli i wuja Arka. Podnieś sama rączkę, kopnij mamę nóżką! Uśmiechnij się, tak całą buzią! Niech spełni się prawdziwa magia świąt!!!
środa, 25 listopada 2009
No i się rozłożyła…. /25 listopada 2009/
Niestety Aginkowa temperatura przekształciła się w początki
zapalenia oskrzeli. Wczoraj już temperatura tak nie nachodziła, ale była
taka jakaś płaczliwa. No i ciężkie noce mamy. Duuuużo wydzieliny,
skutkiem czego muszę często wstawać i ją odsysać. Wczoraj mieliśmy spory
ruch. Do tego przyjechała niespodziewanie wymiana rurki. Pan doktor
osłuchał Agniesię i powiedział, że wszystko dobrze, jest czysto! Dzisiaj
noc znowu nieciekawa. Rano Agniesia wykończona. Pojechałyśmy do Pani
bioterapeutki i znowu od progu mnie informuje, że z Agi coś nie tak.
Zadzwoniłam do naszej Pani doktor i się umówiłam. Pani bio porozmawiała z
Agi i dowiedziała się, że psotnik chce z mamusią spać. Coś w tym jest,
bo Agniesia najlepiej się czuje przy mnie i znowu uwielbia spać na mnie.
Chociaż na tacie też, ale z racji późnych powrotów do domu, rzadziej.
Cóż…taka praca! Zasadniczo Agniesia dzisiaj była bardzo spokojna na
zabiegu bioterapeutycznym.
W drodze powrotnej pojechałyśmy do przychodni. Cóż, w zeszłym tygodniu Agi była czysta, wg hospicyjnego lekarza, jeszcze wczoraj wieczorem też! Niestety, prawe drzewo oskrzelowe ma Agiś już ma początki zapalenia. Wydzielina zeszła niżej, nie do odessania. Nie da rady bez antybiotyku. Na wszelki wypadek dostaliśmy też środek przeciw grzybicy. W końcu to w tym miesiącu już drugi antybiotyk. Agiś może się wyjałowić i może być kiepsko. Na szczęście nie nachodzi wysoka temperatura. Dalej podaję Ibum, ale jakby nachodziła, to nie zadziałałby. Dzisiaj u bio dostała lekkiej temperatury, pomimo wziętego wcześniej leku.
Do tego zadzwoniła do mnie Pani w sprawie rehabilitacji z hospicjum. Mieli do mnie dzwonić, jakiś rok, czy półtora temu… Lepiej późno niż wcale! Zaproponowali, że w ramach hospicjum Asia będzie wykonywać zabiegi, a oni się z nią rozliczą. Nie będę decydować. Zobaczymy, może się dogadają.
Do tego wszystkiego będę musiała zwiększyć grubość Foleya z 18 na 20. Agniesia dzisiaj rano miała całą bluzkę mokrą od mleczka. No i wokół rurki ma zaczerwienione od wyciekających kwasów żołądkowych. Coś ostatnio nam nie idzie!Ten listopad jakiś taki pechowy jest dla Agusi! Dwie wymiany foleya, drugie zapalenie oskrzeli i to kolanko obolałe. Mam nadzieję, że grudzień będzie lepszy. To już niedługo. Akurat skończymy antybiotyk! Trzymajcie kciuki, żeby razem z tym miesiącem skończyła się kiepska seria!
Agniesia, jak tak można dawać się powalić chorobie!! W zeszłym sezonie ani jednej choroby, a teraz tak co chwila? Nie musisz nadrabiać!!! Kocham Cię skarbie jak wariat!!!!
Chciałam wszystkim podziękować za dobre słowa i cenne rady!! Zarówno te pod postami jak na meilach i gg!!!!
W drodze powrotnej pojechałyśmy do przychodni. Cóż, w zeszłym tygodniu Agi była czysta, wg hospicyjnego lekarza, jeszcze wczoraj wieczorem też! Niestety, prawe drzewo oskrzelowe ma Agiś już ma początki zapalenia. Wydzielina zeszła niżej, nie do odessania. Nie da rady bez antybiotyku. Na wszelki wypadek dostaliśmy też środek przeciw grzybicy. W końcu to w tym miesiącu już drugi antybiotyk. Agiś może się wyjałowić i może być kiepsko. Na szczęście nie nachodzi wysoka temperatura. Dalej podaję Ibum, ale jakby nachodziła, to nie zadziałałby. Dzisiaj u bio dostała lekkiej temperatury, pomimo wziętego wcześniej leku.
Do tego zadzwoniła do mnie Pani w sprawie rehabilitacji z hospicjum. Mieli do mnie dzwonić, jakiś rok, czy półtora temu… Lepiej późno niż wcale! Zaproponowali, że w ramach hospicjum Asia będzie wykonywać zabiegi, a oni się z nią rozliczą. Nie będę decydować. Zobaczymy, może się dogadają.
Do tego wszystkiego będę musiała zwiększyć grubość Foleya z 18 na 20. Agniesia dzisiaj rano miała całą bluzkę mokrą od mleczka. No i wokół rurki ma zaczerwienione od wyciekających kwasów żołądkowych. Coś ostatnio nam nie idzie!Ten listopad jakiś taki pechowy jest dla Agusi! Dwie wymiany foleya, drugie zapalenie oskrzeli i to kolanko obolałe. Mam nadzieję, że grudzień będzie lepszy. To już niedługo. Akurat skończymy antybiotyk! Trzymajcie kciuki, żeby razem z tym miesiącem skończyła się kiepska seria!
Agniesia, jak tak można dawać się powalić chorobie!! W zeszłym sezonie ani jednej choroby, a teraz tak co chwila? Nie musisz nadrabiać!!! Kocham Cię skarbie jak wariat!!!!
Chciałam wszystkim podziękować za dobre słowa i cenne rady!! Zarówno te pod postami jak na meilach i gg!!!!
wtorek, 24 listopada 2009
Agiś choruszek /24 listopada 2009/
No i chyba zaszkodził Agniesi wczorajszy spacerek! W nocy jak
zwykle koło 1 się obudziła i sapie, sapie. Przebrałam ją, bo oczywiście
cała mokra i podejrzanie ciepła. No ale, że inteligentna jestem to
odczekałam jeszcze trochę. Po niespełna godzinie znowu musiałam ją
przebierać, ale tym razem zmierzyłam temperaturę. No tak, 38. Nie ma co,
trzeba było dać Ibum. Do trzeciej temperatura zeszła, Agi zlała się
zimnym potem i zasnęła. Pięknie spała do 7, miałam całe 4 godziny snu!
Dobrze, ze mam ciekawą książkę, to w nocy poczytałam zanim zasnęła.
Dzisiaj od rana padnięta, śpiąca. Jak o 7 dostała mleczko to zasnęła i spała już tak, z przerwami, dosyć długo. Nie wiem, ale było już po 10 jak jeszcze spała! Temperatura się utrzymywała w granicy 37. Rozmawiałam z Panią doktor i ustaliłyśmy, że poczekamy jak będzie rozwijać się sytuacja. Pozostałyśmy na Ibumie i inhalacji pulmikortem i mucosolwanem z solą. Tym bardziej, że na razie wystarcza syrop i nie trzeba brać czopków na temperaturę! Rehabilitacji w każdym razie nie odwołałam. Asia delikatnie Agi dzisiaj wymasowała i poćwiczyła.
Agunia dzisiaj strasznie chciała się do mamy tulić. Każda pozycja dobra, byle u mamy na kolanach. Wtedy można było przysypiać, odpoczywać i fukać na mamunię jak chciała zdjąć z kolan…
Zapomniałam Wam pisać, że w sobotę mieliśmy znowu awarię PEG-a. Tylko to było takie…niespodziewane! Chciałam przewrócić rano Agi z boku na bok i wężyk został mi w ręku, aż mi rękę odrzuciło! Okazało się, że jakimś cudem z balonika zaszła woda i foley normalnie wyciągnęłam. Nie był niczym zablokowany! Może to i dobrze, bo to niebezpieczne. No nic, zrobiło mi się gorąco, ale trzeba było przejść do akcji zmiany foleya. Innymi słowy, szybka pobudka! Teraz już jakoś się tym nie stresuję. Tyle, że troszkę wyciekło na pościel i miałam robotę ze zmianą pościeli Agusi! No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czystą pościel na niedzielę Agunia miała! Swoją ulubioną w biedronki! Tyle tylko, że nic lepiej w niej się jej nie spało!!!
Może to i dobrze, że nie pojechałyśmy do tego Mielna? Kto wie, czy tak nie miało być. Pewnie byśmy wracały…
Aguniu, kocham Cię jak wariat wiesz? Jutro poczytamy bajeczkę o Kudłatku, co Ty na to???
Dzisiaj od rana padnięta, śpiąca. Jak o 7 dostała mleczko to zasnęła i spała już tak, z przerwami, dosyć długo. Nie wiem, ale było już po 10 jak jeszcze spała! Temperatura się utrzymywała w granicy 37. Rozmawiałam z Panią doktor i ustaliłyśmy, że poczekamy jak będzie rozwijać się sytuacja. Pozostałyśmy na Ibumie i inhalacji pulmikortem i mucosolwanem z solą. Tym bardziej, że na razie wystarcza syrop i nie trzeba brać czopków na temperaturę! Rehabilitacji w każdym razie nie odwołałam. Asia delikatnie Agi dzisiaj wymasowała i poćwiczyła.
Agunia dzisiaj strasznie chciała się do mamy tulić. Każda pozycja dobra, byle u mamy na kolanach. Wtedy można było przysypiać, odpoczywać i fukać na mamunię jak chciała zdjąć z kolan…
Zapomniałam Wam pisać, że w sobotę mieliśmy znowu awarię PEG-a. Tylko to było takie…niespodziewane! Chciałam przewrócić rano Agi z boku na bok i wężyk został mi w ręku, aż mi rękę odrzuciło! Okazało się, że jakimś cudem z balonika zaszła woda i foley normalnie wyciągnęłam. Nie był niczym zablokowany! Może to i dobrze, bo to niebezpieczne. No nic, zrobiło mi się gorąco, ale trzeba było przejść do akcji zmiany foleya. Innymi słowy, szybka pobudka! Teraz już jakoś się tym nie stresuję. Tyle, że troszkę wyciekło na pościel i miałam robotę ze zmianą pościeli Agusi! No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czystą pościel na niedzielę Agunia miała! Swoją ulubioną w biedronki! Tyle tylko, że nic lepiej w niej się jej nie spało!!!
Może to i dobrze, że nie pojechałyśmy do tego Mielna? Kto wie, czy tak nie miało być. Pewnie byśmy wracały…
Aguniu, kocham Cię jak wariat wiesz? Jutro poczytamy bajeczkę o Kudłatku, co Ty na to???
poniedziałek, 23 listopada 2009
Tygodniowa relacja! /23 listopada 2009/
Przede wszystkim chciałam podziękować za piękne i ciepłe słowa!
Napływają one do mnie stale, ale w ostatnim tygodniu dostałam ich
znacznie więcej. Dziękuję wszystkim!
Znowu mi uciekły dni! Ja nie wiem jak to się ostatnio dzieje. Arek późno wraca z pracy, a ja siedzę z Aginkiem w domku. Wtorek wyjazd do Somitu na rehabilitację, a przy okazji zajrzałyśmy do Pani doktor. Agniesia ma na stopach i teraz już na dłoniach takie dziwne krostki. Najpierw myślałam, że to może jakiś grzyb, ale lamisilat nie pomógł. W końcu te stopu ma delikatne, niemal nieużywane. Trochę potu i mogło coś się tam zrobić. Jednak Pani doktor stwierdziła, że to jakieś uczulenie i przepisała maść. Zobaczymy, dwa tygodnie można ją stosować. Jak nie pomoże, poszukam dermatologa. Tak sobie w ten wtorek dałam czadu z noszeniem Agi, że już w środę to nie był obolały kręgosłup. On mnie zwyczajnie bolał. Ponieważ z Somitu do przychodni jest jakieś 100 metrów, przeniosłam Agi na rękach. Niby nic, a jednak. Na szczęście osłuchowo czysta ta moja kruszyna jest.
Strasznie się ucieszyłam z możliwości pojechania na turnus rehabilitacyjny do Masgutowej. Od 15 listopada odbywa się w Mielnie. Zaistniała możliwość, że mogłybyśmy jechać na połowę turnusu od 23 listopada do 27 listopada. Okazało się jednak, że nie mają rehabilitanta i nie dało się nic zrobić, pomimo dzielnej walki mam będących już na turnusie. Słyszałam o nim wcześniej, ale niestety, koszt takiego pobytu jest bardzo wysoki. Sięga 7000 zł i dla nas był nieosiągalny. Jednak dzięki wpłacie jednego procenta na subkonto, stać nas będzie na jakieś dwa turnusy! Jestem cała szczęśliwa, bo słyszałam, że przynosi on całkiem ciekawe rezultaty. Zapisałam się już na drugi termin w przyszłym roku. Musze jeszcze zadzwonić, bo żadne potwierdzenie nie przyszło. No ale spokojnie. Wiem, mówiłam, że nie pojadę z Agi na turnusy rehabilitacyjne. Ten jednak różni się od pozostałych. Z tego co wiem, wszystkie zabiegi odbywają się w pokoju pacjenta i każdy ma swój materac. W 100% nie powiem Wam jak to wszystko wygląda, bo wiem to też od osób trzecich. No i tyle co przeczytałam na stronie internetowej. Najbardziej mi żal, że nie udało się jechać tym razem. Tak bardzo potrzebuję gdzieś wyjechać. Nawet na kilka dni. Odetchnąć, odpocząć, pomyśleć o czymś innym.
Wiem, wielu z Was pewnie powie, od czego odpocząć. Siedzisz w domu i tyle. A ja potrzebuję psychicznego odpoczynku. Ostatni raz byłam Pile, na Maksia urodzinkach. Niecałe dwa dni.
W środę szybki bieg do fryzjera od rana, bo włosy już mi do oczu wchodziły. Szybkie cięcie i do bioterapeutki. Rehabilitacji tego dnia nie miałyśmy. W czwartek nie jechałam do Somitu. Asia przyjechała do mnie. Znaczy do Agi. Przyszły w czwartek gipsy, które zamówiła, niestety bez tych, które są najbardziej potrzebne. Nie było pięciocentymetrowych! A te są nam potrzebne na łokcie. Na dłonie, 2,5 przyszły, ale co mi po dłoniach, jak nie mam na łokcie! Grrrrrr… Napisałam meila do firmy, a oni mi że wybrany kolor będzie dostępny za jakieś dwa tygodnie i było tam zaznaczone! Wiem, że było – dlatego nie wybierałam tych kolorów!!!! Poprosiłam o wysłanie dostępnego i zobaczymy kiedy przyjdzie. Materac rehabilitacyjny ma przyjść we wtorek, pewnie jak zawsze wtedy, kiedy będę w Somicie!!!
Piątek dogo i Agiś znowu nie chciała, żeby piesek ją lizał! Nie wiem, ale od pewnego czasu kobietka nie życzy sobie tej części zajęć. Zaczyna zwyczajnie płakać! Jak Asia przyszła, okazało się, że kręgosłup Agusia miała trochę przestawiony, a w czwartek o dziwo, wszystkie stawy i kręgosłup były w porządku!
Jutro muszę jakoś się wyrobić i lecieć do apteki, bo zostawiłam w środę recepty, a maść wzięłam bez płacenia! Żeby było na jedną fakturę, a nie miałam kiedy jechać!!!
Dzisiejszym popołudniem z Aginkiem przeszłyśmy się na spacerek do babci. Robiło się już szaro, to jak się ugrzałyśmy odwiozła nas Danka. Trochę sobie z Sonią pobiegałam, pokopałam jej piłkę. Fajna jest, z takim psem to się chce wychodzić. Jednak uparciuch jeden nie zamierzała wcale do domu wracać! To, że ma odłożyć piłkę, żeby jej kopnąć, to rozumie, ale że do domu, to jakoś udaje że nie słyszy! Rozwali się na trawie i szczęśliwa! Agniesia też się denerwowała, że Sonia ją za dużo lizała. Po rączce ok, po drugiej za chwilkę ok. Jednak buzia, niekoniecznie! Jakoś zaczęło jej się zbierać na płacz! Na spacerku tak jej się podobało, że zapomniała o tym, że czasem trzeba ją odessać. Całą drogę wytrzymała bez charkania! To jest coś zważywszy, że w nocy co godzinę od 1 do niej wstaję!!! Ma tej wydzielinki dużo i wygląda na troszkę podziębioną. Muszę jej jakieś ziółka sparzyć.
Ostatnio jestem trochę zdezorientowana, bo Agniesia jak mi się śni, to zawsze już w takim stanie w jakim jest, Nie mam już tych pięknych snów, ze wstaje, że pokazuje paluszkiem, że następuje cud. Szkoda, tak bardzo potrzebujemy cudu, nie tylko dla Agniesi! Olu skarbie, bądź dzielna i się nie dawaj!!!!
A to kilka foci z rehabilitacji i bioterapia!
A to już dyskusje z ciocią bioterapeutką!
Agniesiu, skarbie jak Ci pomóc, żebyś tak nie cierpiała. Żebyś nie płakała tyle co w sobotę! Kochanie mama dla Ciebie wszystko by zrobiła, tylko mi podpowiedz!!! Proszę!!!
Znowu mi uciekły dni! Ja nie wiem jak to się ostatnio dzieje. Arek późno wraca z pracy, a ja siedzę z Aginkiem w domku. Wtorek wyjazd do Somitu na rehabilitację, a przy okazji zajrzałyśmy do Pani doktor. Agniesia ma na stopach i teraz już na dłoniach takie dziwne krostki. Najpierw myślałam, że to może jakiś grzyb, ale lamisilat nie pomógł. W końcu te stopu ma delikatne, niemal nieużywane. Trochę potu i mogło coś się tam zrobić. Jednak Pani doktor stwierdziła, że to jakieś uczulenie i przepisała maść. Zobaczymy, dwa tygodnie można ją stosować. Jak nie pomoże, poszukam dermatologa. Tak sobie w ten wtorek dałam czadu z noszeniem Agi, że już w środę to nie był obolały kręgosłup. On mnie zwyczajnie bolał. Ponieważ z Somitu do przychodni jest jakieś 100 metrów, przeniosłam Agi na rękach. Niby nic, a jednak. Na szczęście osłuchowo czysta ta moja kruszyna jest.
Strasznie się ucieszyłam z możliwości pojechania na turnus rehabilitacyjny do Masgutowej. Od 15 listopada odbywa się w Mielnie. Zaistniała możliwość, że mogłybyśmy jechać na połowę turnusu od 23 listopada do 27 listopada. Okazało się jednak, że nie mają rehabilitanta i nie dało się nic zrobić, pomimo dzielnej walki mam będących już na turnusie. Słyszałam o nim wcześniej, ale niestety, koszt takiego pobytu jest bardzo wysoki. Sięga 7000 zł i dla nas był nieosiągalny. Jednak dzięki wpłacie jednego procenta na subkonto, stać nas będzie na jakieś dwa turnusy! Jestem cała szczęśliwa, bo słyszałam, że przynosi on całkiem ciekawe rezultaty. Zapisałam się już na drugi termin w przyszłym roku. Musze jeszcze zadzwonić, bo żadne potwierdzenie nie przyszło. No ale spokojnie. Wiem, mówiłam, że nie pojadę z Agi na turnusy rehabilitacyjne. Ten jednak różni się od pozostałych. Z tego co wiem, wszystkie zabiegi odbywają się w pokoju pacjenta i każdy ma swój materac. W 100% nie powiem Wam jak to wszystko wygląda, bo wiem to też od osób trzecich. No i tyle co przeczytałam na stronie internetowej. Najbardziej mi żal, że nie udało się jechać tym razem. Tak bardzo potrzebuję gdzieś wyjechać. Nawet na kilka dni. Odetchnąć, odpocząć, pomyśleć o czymś innym.
Wiem, wielu z Was pewnie powie, od czego odpocząć. Siedzisz w domu i tyle. A ja potrzebuję psychicznego odpoczynku. Ostatni raz byłam Pile, na Maksia urodzinkach. Niecałe dwa dni.
W środę szybki bieg do fryzjera od rana, bo włosy już mi do oczu wchodziły. Szybkie cięcie i do bioterapeutki. Rehabilitacji tego dnia nie miałyśmy. W czwartek nie jechałam do Somitu. Asia przyjechała do mnie. Znaczy do Agi. Przyszły w czwartek gipsy, które zamówiła, niestety bez tych, które są najbardziej potrzebne. Nie było pięciocentymetrowych! A te są nam potrzebne na łokcie. Na dłonie, 2,5 przyszły, ale co mi po dłoniach, jak nie mam na łokcie! Grrrrrr… Napisałam meila do firmy, a oni mi że wybrany kolor będzie dostępny za jakieś dwa tygodnie i było tam zaznaczone! Wiem, że było – dlatego nie wybierałam tych kolorów!!!! Poprosiłam o wysłanie dostępnego i zobaczymy kiedy przyjdzie. Materac rehabilitacyjny ma przyjść we wtorek, pewnie jak zawsze wtedy, kiedy będę w Somicie!!!
Piątek dogo i Agiś znowu nie chciała, żeby piesek ją lizał! Nie wiem, ale od pewnego czasu kobietka nie życzy sobie tej części zajęć. Zaczyna zwyczajnie płakać! Jak Asia przyszła, okazało się, że kręgosłup Agusia miała trochę przestawiony, a w czwartek o dziwo, wszystkie stawy i kręgosłup były w porządku!
Jutro muszę jakoś się wyrobić i lecieć do apteki, bo zostawiłam w środę recepty, a maść wzięłam bez płacenia! Żeby było na jedną fakturę, a nie miałam kiedy jechać!!!
Dzisiejszym popołudniem z Aginkiem przeszłyśmy się na spacerek do babci. Robiło się już szaro, to jak się ugrzałyśmy odwiozła nas Danka. Trochę sobie z Sonią pobiegałam, pokopałam jej piłkę. Fajna jest, z takim psem to się chce wychodzić. Jednak uparciuch jeden nie zamierzała wcale do domu wracać! To, że ma odłożyć piłkę, żeby jej kopnąć, to rozumie, ale że do domu, to jakoś udaje że nie słyszy! Rozwali się na trawie i szczęśliwa! Agniesia też się denerwowała, że Sonia ją za dużo lizała. Po rączce ok, po drugiej za chwilkę ok. Jednak buzia, niekoniecznie! Jakoś zaczęło jej się zbierać na płacz! Na spacerku tak jej się podobało, że zapomniała o tym, że czasem trzeba ją odessać. Całą drogę wytrzymała bez charkania! To jest coś zważywszy, że w nocy co godzinę od 1 do niej wstaję!!! Ma tej wydzielinki dużo i wygląda na troszkę podziębioną. Muszę jej jakieś ziółka sparzyć.
Ostatnio jestem trochę zdezorientowana, bo Agniesia jak mi się śni, to zawsze już w takim stanie w jakim jest, Nie mam już tych pięknych snów, ze wstaje, że pokazuje paluszkiem, że następuje cud. Szkoda, tak bardzo potrzebujemy cudu, nie tylko dla Agniesi! Olu skarbie, bądź dzielna i się nie dawaj!!!!
A to kilka foci z rehabilitacji i bioterapia!
A to już dyskusje z ciocią bioterapeutką!
Agniesiu, skarbie jak Ci pomóc, żebyś tak nie cierpiała. Żebyś nie płakała tyle co w sobotę! Kochanie mama dla Ciebie wszystko by zrobiła, tylko mi podpowiedz!!! Proszę!!!
poniedziałek, 16 listopada 2009
Kolejny 16 listopad… /16 listopada 2009/
Myślałam, że ta data, ten pamiętny dzień, nie zrobi już na mnie tego
roku wrażenia… A jednak, serce nadal boli tak samo mocno. Tak samo nie
potrafię wytłumaczyć sobie dlaczego tak się stało a nie inaczej. Jak ja
mam z tym wszystkim sobie poradzić? Głupio gadam. W końcu radzę sobie z
tą całą sytuacją już dwa lata. Czasem mam dzień, gdzie nie chce mi się z
łóżka wyjść. Czasem da się żyć, nawet całkiem normalnie. Tylko czy ja
jestem normalna? Raczej nie i to się już nie zmieni. Coraz bardziej
zdaję sobie sprawę z pewnych rzeczy i dzięki temu staję się gdzieś tam w
głębi silniejsza. Czasem zdaje mi się, że tak naprawdę nie mam z kim
pogadać, nie mam komu się wypłakać. Tylko jak tak patrzę na to wszystko z
perspektywy tego przez co przeszliśmy, czy faktycznie jest nad czym
płakać? Stale użalać się nad swoim biednym losem?
W ciągu jednej chwili, 16 listopada 2007 roku straciliśmy nasze dziecko. Tego samego dnia narodziło się ponownie. Zastanawiam się dlaczego tak się stało. Może Agnieszka ma nauczyć nas pokory do życia? Miłości do ludzi, jak twierdzi Pani bioterapeutka? Wielu z nas nie potrafi docenić tego co ma. Zawsze jet niedosyt, bo sąsiad ma lepsze auto, bo koleżanka ma ładniejszą fryzurę, bo kolega wybudował sobie duży dom, a tamten ma lepszą pracę, dzieci sąsiadki się lepiej uczą… A tak naprawdę co nas to wszystko obchodzi? Przecież każdy żyje tak jak mu życie pozwala. Jedni mają ambicje bardziej rozwiniętą i siłę, żeby przebijać się łokciami i realizować marzenia, plany. Inni kończą na planach i marzeniach. Zazdrość nie jest tutaj dobra. Zawiść to bardzo złe uczucie.
Bo tak naprawdę, co mi to da, że ja będę zazdrościć sąsiadce zdrowych pociech? Jak się rozchorują, wcale lepiej się nie poczuję. Znam parę mam, które nie mogą patrzeć z uśmiechem na biegające maluchy. Maluje im się na twarzy wyraz bólu, zawiści… Nie pojmuję tego. Nie powiem, mnie też boli, jak patrzę jak taka trzylatka kłóci się z mamą, biega, śmieje się… Ale to boli w środku, a z tą maludą to sobie jeszcze porozmawiam, jak się uda! Nie chcę rozpamiętywać tego wszystkiego w kółko od początku. Musi dla mnie jeszcze trochę czasu upłynąć. Może w przyszłym roku 16 listopad to tylko data w kalendarzu dla mnie będzie. Kolejna. A może zdarzy się cud i Agi już będzie potrafiła dużo więcej niż teraz? W końcu osiągnęliśmy tak wiele! Przez ten rok, będziemy walczyć z nóżkami, rączkami i przesunięciem szczęki do przodu. Musimy jakoś pozbyć się tej rurki. To ją bardzo stresuje. Lekarze twierdzą, że tak jest bezpieczniej. Ja jakoś nie czuję się bezpiecznie z tą rurką u Agi. Już nie raz nie mogłam jej odessać i męczyła się bidulka. Już nie raz rurka przytkała się tak, że Agi nie mogła naciągnąć powietrza. Przy dziecku niepełnosprawnym nie ma bezpiecznej metody przy oddychaniu. A brak rurki spowoduje, że Agi będzie mogła wydawać dźwięki. Będę wtedy wiedziała, że coś się dzieje. A tak, niestety, musze liczyć na swoją intuicję i czujny słuch.
W sobotę zajechało kuzynostwo w odwiedziny. Dzięki temu mogliśmy się spotkać. Trochę nam się po uszach dostało, bo mieliśmy przyjechać. Nie pomogły tłumaczenia, że neurolog odwołała… Za trzy tygodnie dojedziemy! Agniesia jak zawsze w siódmym niebie. Uwielbia gwar, zamieszanie, biegające i śmiejące się dzieci. No i oczywiście…Sonia! Nosek jej wylizała. W zasadzie tym dużym jęzorem to całą buzię. Wystarczyło na chwilkę spuścić ją z oczu. Ja nie przyzwyczajona jestem, bo od lizania to jest Tanula a nie Maja. Maja liże Aginkowi tylko rączki i nóżki, ewentualnie delikatnie uszko, na dzień dobry. Sonia jest bardziej wylewna. Tak wyraża swoją miłość i wdzięczność. Wspaniale bawi się z dzieciakami. Mogą ją tulić, a ona nic.
Agniesine łuski zostały całkowicie ukończone. Tak więc od soboty ma codziennie zakładane. Obserwuję ją jak długo wytrzymuje, jak widzę, ze się denerwuje, to zdejmuję jej z nóżek. W sobotę wytrzymała ponad godzinę, w niedzielę już ponad dwie godzinki. Dzielna dziewczynka. Teraz jeszcze musimy zrobić na rączki i będzie komplet. Moje dziecko jak w pancerzu będzie wyglądało!!! Jak to ma jednak pomóc, trudno, musimy się przemęczyć. Przeżyliśmy szelki Pawlika, przeżyjemy i to! Jedno co mnie martwi to obolały kręgosłup Agusi. Coraz częściej jej doskwiera, mam nadzieję, że pomoże nowy sprzęt jaki Asia w gabinecie będzie miała, pajączek.
Aguś…tęsknię…
W ciągu jednej chwili, 16 listopada 2007 roku straciliśmy nasze dziecko. Tego samego dnia narodziło się ponownie. Zastanawiam się dlaczego tak się stało. Może Agnieszka ma nauczyć nas pokory do życia? Miłości do ludzi, jak twierdzi Pani bioterapeutka? Wielu z nas nie potrafi docenić tego co ma. Zawsze jet niedosyt, bo sąsiad ma lepsze auto, bo koleżanka ma ładniejszą fryzurę, bo kolega wybudował sobie duży dom, a tamten ma lepszą pracę, dzieci sąsiadki się lepiej uczą… A tak naprawdę co nas to wszystko obchodzi? Przecież każdy żyje tak jak mu życie pozwala. Jedni mają ambicje bardziej rozwiniętą i siłę, żeby przebijać się łokciami i realizować marzenia, plany. Inni kończą na planach i marzeniach. Zazdrość nie jest tutaj dobra. Zawiść to bardzo złe uczucie.
Bo tak naprawdę, co mi to da, że ja będę zazdrościć sąsiadce zdrowych pociech? Jak się rozchorują, wcale lepiej się nie poczuję. Znam parę mam, które nie mogą patrzeć z uśmiechem na biegające maluchy. Maluje im się na twarzy wyraz bólu, zawiści… Nie pojmuję tego. Nie powiem, mnie też boli, jak patrzę jak taka trzylatka kłóci się z mamą, biega, śmieje się… Ale to boli w środku, a z tą maludą to sobie jeszcze porozmawiam, jak się uda! Nie chcę rozpamiętywać tego wszystkiego w kółko od początku. Musi dla mnie jeszcze trochę czasu upłynąć. Może w przyszłym roku 16 listopad to tylko data w kalendarzu dla mnie będzie. Kolejna. A może zdarzy się cud i Agi już będzie potrafiła dużo więcej niż teraz? W końcu osiągnęliśmy tak wiele! Przez ten rok, będziemy walczyć z nóżkami, rączkami i przesunięciem szczęki do przodu. Musimy jakoś pozbyć się tej rurki. To ją bardzo stresuje. Lekarze twierdzą, że tak jest bezpieczniej. Ja jakoś nie czuję się bezpiecznie z tą rurką u Agi. Już nie raz nie mogłam jej odessać i męczyła się bidulka. Już nie raz rurka przytkała się tak, że Agi nie mogła naciągnąć powietrza. Przy dziecku niepełnosprawnym nie ma bezpiecznej metody przy oddychaniu. A brak rurki spowoduje, że Agi będzie mogła wydawać dźwięki. Będę wtedy wiedziała, że coś się dzieje. A tak, niestety, musze liczyć na swoją intuicję i czujny słuch.
W sobotę zajechało kuzynostwo w odwiedziny. Dzięki temu mogliśmy się spotkać. Trochę nam się po uszach dostało, bo mieliśmy przyjechać. Nie pomogły tłumaczenia, że neurolog odwołała… Za trzy tygodnie dojedziemy! Agniesia jak zawsze w siódmym niebie. Uwielbia gwar, zamieszanie, biegające i śmiejące się dzieci. No i oczywiście…Sonia! Nosek jej wylizała. W zasadzie tym dużym jęzorem to całą buzię. Wystarczyło na chwilkę spuścić ją z oczu. Ja nie przyzwyczajona jestem, bo od lizania to jest Tanula a nie Maja. Maja liże Aginkowi tylko rączki i nóżki, ewentualnie delikatnie uszko, na dzień dobry. Sonia jest bardziej wylewna. Tak wyraża swoją miłość i wdzięczność. Wspaniale bawi się z dzieciakami. Mogą ją tulić, a ona nic.
Agniesine łuski zostały całkowicie ukończone. Tak więc od soboty ma codziennie zakładane. Obserwuję ją jak długo wytrzymuje, jak widzę, ze się denerwuje, to zdejmuję jej z nóżek. W sobotę wytrzymała ponad godzinę, w niedzielę już ponad dwie godzinki. Dzielna dziewczynka. Teraz jeszcze musimy zrobić na rączki i będzie komplet. Moje dziecko jak w pancerzu będzie wyglądało!!! Jak to ma jednak pomóc, trudno, musimy się przemęczyć. Przeżyliśmy szelki Pawlika, przeżyjemy i to! Jedno co mnie martwi to obolały kręgosłup Agusi. Coraz częściej jej doskwiera, mam nadzieję, że pomoże nowy sprzęt jaki Asia w gabinecie będzie miała, pajączek.
Aguś…tęsknię…
środa, 11 listopada 2009
Chałupnictwo ruszyło i akcja animals!! /11 listopada 2009/
Chałupnictwo, które zapowiadałam zaczęło swoją działalność! We wtorek
przed rehabilitacją, nagrzałam Agusie lampą soluks i ciocia Asia zabrała
się za pracę. Zaczęła od rozluźniania stópek i ćwiczenia nóżek. Nawet
Aguni podobały się rowerki. Postanowiłyśmy zabrać się ambitnie za
robienie brakującej łuski. Nawet wszystko nam pięknie szło. Zostawiłam
specjalnie te pocięte rajtki, żeby nie było już większych strat. No i
zgodnie z instrukcją, Agi założyłyśmy najpierw pończoszkę bawełnianą,
podwójnie. Pocięłam pończoszkę, żeby włożyć wężyk. Zamoczyłam rolkę z
gipsem w wodzie na 2-3 sekundy i zabrałyśmy się za nawijanie. Tak jak
pisałam wcześniej, trzy nawinięcia i o 2/3 niżej, i tak do końca. Asia
dzielnie trzymała nóżkę za stopę, żeby nie powróciła do pierwotnej
postaci i łuska miała wygląd prawidłowy.
Jak gips wysechł, zorientowałam się o czym zapomniałam! RĘKAWICZKI TRZEBA BYŁO UBRAĆ!!!! Mi kleiły się tylko palce od nawijania, ale Asi to chyba całe ręce!! Tym bardziej, że żywica dosyć kleista jest i trudna do usunięcia, ups!
No i teraz zaczęły się schody! Cięcie gipsu. Okazało się to trudniejsze niż mogłoby się wydawać! Dobrze, że dokupiłam te nożyczki. Z trzech par, które miałam, tylko te jakoś cięły. Ja zaczęłam od góry, potem Asia od dołu, później rozginała mi od góry a ja cięłam i wkurzyła się i zdjęła jakoś tę łuskę z tym przecięciem jakie miałyśmy. Resztę docięła już poza nóżką! Jak skończyła, mój kochany braciszek przyszedł na kawę! Paskuda!!!
Arek po powrocie z pracy zabrał się obróbką ze skrawaniem. Niestety z wielkimi boleściami skończyło się na skrawaniu…
Obróbka jeszcze nie została ukończona! A to rezultat przed wykończeniem. Ta biała to nasze dzieło. W końcowym efekcie powinna wyglądać jak ta pomarańczowa!
Cóż, może nie wygląda to imponująco, ale Agi już dzisiaj chwilkę miała założone łuski!Cóż, jeszcze trochę i dojdziemy do wprawy. Zamówiłam już ten gips, w przyszłym tygodniu dojdzie, to pobawimy się z rączkami.
Co do akcji animals… W poniedziałek Asia przyjechała załamana, bo ludzie, którzy kupili sobie labradorkę do dogoterapii, przywiązali ją łańcuchem do budy. Chcieli się jej pozbyć, chętnie ją wydadzą. To młody piesek, ma jakiś rok. Obiecałam, że pokombinuję, sama bym wzięła, ale nie mam warunków…niestety! Podstępnie zadzwoniłam do mojej siostry, która po odejściu ostatniego pieska, zarzekała się jak żaba błota, że żadnych psów w domu. Przedstawiłam jej sytuację, tak jak usłyszałam od Asi. No i tym sposobem piesek znalazł dom. Miał być przywieziony w piątek, ale Danka się zaparła, że najpóźniej do środy ma być już u niej w domu! No i zaczęło się! Ponieważ nie można było się dodzwonić do właścicieli, dziewczyny pojechały w ciemno. Na szczęście w domu byli gospodarze i niemal na skrzydłach psa oddali. Cała trójka jechała z przodu, ciekawe jak pasy…hihihi! Psina ósemki na podwórku ćwiczyła, żeby weszła do domu trzeba było ją przekupić ciachami dla psiaków.
Dzisiaj byliśmy obejrzeć Sonię. Cudna, tylko brudasa trzeba było wykąpać. A to nie lada problem, bo ta bidula ni grzyba nie chciała wejść ani do brodzika ani do wanny. Niemal kafelki pazurami porysowała! W końcu usadowiła się jakoś trochę na Danusi kolanach, resztę miała koło brodzika i zaczęłam polewać psiaka wodą, nas też. I tak powolutku, powolutku, udało nam się dokonać cudu! Co jest dziwne, Sonia mimo strachu i szarpaniny nie zrobiła nam krzywdy i nawet nie warknęła! Na końcu już siedziała w brodziku i udało ja się spłukać po ludzku. Trochę nam się potop zrobił, ale psiak był prawie czysty. Za kilka dni będzie trzeba powtórzyć „imprezę”, ja się nie piszę!
Po jakimś czasie wybaczyła nam Sonia te męki i już było wszystko ok. Patrzyła tylko, żeby ktoś się z nią bawił, a ogon tylko jej tak chodził. Pierwszy raz widziałam psa, który w ciągu 24 godzin obdarza takim zaufaniem nowych właścicieli! Ona się cieszyła, jak Marcin z pracy przyszedł!! Agusia już dostała buziaka, ja też:)))
Aguniu, czas wstawać, bo Sonia chce się bawić z Agi! Tak pięknie przynosi patyki!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i zapomniałam! Jeszcze jedna cudowna dla nas wiadomość! Otóż został w końcu zaksięgowany 1%!!!!!! Kwota została zaksięgowana w całości i nie znam nazwisk i firm, w związku z tym nie odpowiem Wam, czy pieniążki od danej osoby zostały przelane. Jednak jestem niezmiernie szczęśliwa i w imieniu Aguni dziękuję za przekazanie 1%!!!!
Ps: zamawiam materac do rehabilitacji ;)))
Jak gips wysechł, zorientowałam się o czym zapomniałam! RĘKAWICZKI TRZEBA BYŁO UBRAĆ!!!! Mi kleiły się tylko palce od nawijania, ale Asi to chyba całe ręce!! Tym bardziej, że żywica dosyć kleista jest i trudna do usunięcia, ups!
No i teraz zaczęły się schody! Cięcie gipsu. Okazało się to trudniejsze niż mogłoby się wydawać! Dobrze, że dokupiłam te nożyczki. Z trzech par, które miałam, tylko te jakoś cięły. Ja zaczęłam od góry, potem Asia od dołu, później rozginała mi od góry a ja cięłam i wkurzyła się i zdjęła jakoś tę łuskę z tym przecięciem jakie miałyśmy. Resztę docięła już poza nóżką! Jak skończyła, mój kochany braciszek przyszedł na kawę! Paskuda!!!
Arek po powrocie z pracy zabrał się obróbką ze skrawaniem. Niestety z wielkimi boleściami skończyło się na skrawaniu…
Obróbka jeszcze nie została ukończona! A to rezultat przed wykończeniem. Ta biała to nasze dzieło. W końcowym efekcie powinna wyglądać jak ta pomarańczowa!
Cóż, może nie wygląda to imponująco, ale Agi już dzisiaj chwilkę miała założone łuski!Cóż, jeszcze trochę i dojdziemy do wprawy. Zamówiłam już ten gips, w przyszłym tygodniu dojdzie, to pobawimy się z rączkami.
Co do akcji animals… W poniedziałek Asia przyjechała załamana, bo ludzie, którzy kupili sobie labradorkę do dogoterapii, przywiązali ją łańcuchem do budy. Chcieli się jej pozbyć, chętnie ją wydadzą. To młody piesek, ma jakiś rok. Obiecałam, że pokombinuję, sama bym wzięła, ale nie mam warunków…niestety! Podstępnie zadzwoniłam do mojej siostry, która po odejściu ostatniego pieska, zarzekała się jak żaba błota, że żadnych psów w domu. Przedstawiłam jej sytuację, tak jak usłyszałam od Asi. No i tym sposobem piesek znalazł dom. Miał być przywieziony w piątek, ale Danka się zaparła, że najpóźniej do środy ma być już u niej w domu! No i zaczęło się! Ponieważ nie można było się dodzwonić do właścicieli, dziewczyny pojechały w ciemno. Na szczęście w domu byli gospodarze i niemal na skrzydłach psa oddali. Cała trójka jechała z przodu, ciekawe jak pasy…hihihi! Psina ósemki na podwórku ćwiczyła, żeby weszła do domu trzeba było ją przekupić ciachami dla psiaków.
Dzisiaj byliśmy obejrzeć Sonię. Cudna, tylko brudasa trzeba było wykąpać. A to nie lada problem, bo ta bidula ni grzyba nie chciała wejść ani do brodzika ani do wanny. Niemal kafelki pazurami porysowała! W końcu usadowiła się jakoś trochę na Danusi kolanach, resztę miała koło brodzika i zaczęłam polewać psiaka wodą, nas też. I tak powolutku, powolutku, udało nam się dokonać cudu! Co jest dziwne, Sonia mimo strachu i szarpaniny nie zrobiła nam krzywdy i nawet nie warknęła! Na końcu już siedziała w brodziku i udało ja się spłukać po ludzku. Trochę nam się potop zrobił, ale psiak był prawie czysty. Za kilka dni będzie trzeba powtórzyć „imprezę”, ja się nie piszę!
Po jakimś czasie wybaczyła nam Sonia te męki i już było wszystko ok. Patrzyła tylko, żeby ktoś się z nią bawił, a ogon tylko jej tak chodził. Pierwszy raz widziałam psa, który w ciągu 24 godzin obdarza takim zaufaniem nowych właścicieli! Ona się cieszyła, jak Marcin z pracy przyszedł!! Agusia już dostała buziaka, ja też:)))
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i zapomniałam! Jeszcze jedna cudowna dla nas wiadomość! Otóż został w końcu zaksięgowany 1%!!!!!! Kwota została zaksięgowana w całości i nie znam nazwisk i firm, w związku z tym nie odpowiem Wam, czy pieniążki od danej osoby zostały przelane. Jednak jestem niezmiernie szczęśliwa i w imieniu Aguni dziękuję za przekazanie 1%!!!!
Ps: zamawiam materac do rehabilitacji ;)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)













