Teraz troszkę o naszym weekendzie. W sobotę przyjechał Pan Radek. Przywiózł mi proformy i ortezy na nadgarstki Agniesi, odwodzące kciuk. Okazało się, że nieźle musieli się naszukać tych ortez, a że Pan jest rehabilitantem, to zależało mu żeby je znaleźć dla swoich dzieciaczków. Tak myślę, bo obdzwoniłam całkiem sporą ilość sklepów i nic. Małych nie ma. Co więcej, na zamówienie chyba będą robili łuski na nóżki z gipsu lekkiego, ale bawełnianego! Czekamy z niecierpliwością!! Teraz jeszcze muszę poczekać na opis od Pani neurolog i do PFRON zaniosę wniosek o dofinansowanie. A potem tylko pół roku czekania i wszystko :))))
Tak więc Agniesia uzbrojona w kombinezon i ortezki spędza kilka godzin dziennie. Dzisiaj nawet Arek wpiął ją w pionizator. Dawno już nie stała, ale ze względu na kręgosłup musiałam odpuścić. Zobaczymy jutro na rehabilitacji, jak miewa się nasz przyjaciel. Ciotka Asia oceni, no chyba, że jakiś wujek się przypęta… No nic się zobaczy, a coś mi się zdaje, że jutro męska wizyta.
Wczoraj jak ta wariatka walczyłam do 2.17 z lodówką. Trzeba być nie lada bystrzachą żeby wyłączyć lodówkę do rozmrażania po 20, a jak!! Jak się okazało zamarzło na amen, bo (przypomniało mi się) nie zamknęłam kiedyś zamrażalnika jak wyjmowałam Agi jedzonko rano! I tym sposobem 6 godzin walki. A ja tak nie lubię rozmrażać lodówki. A mój małżonek jak zawsze pytanko „To ona się sama nie rozmraża? Nie ma automatycznego rozmrażania?” Tak, ma. Do tego sama się myje i suszy! Full wypas!! Do tego mówi co się przeterminowało, a co skończyło i trzeba dokupić! Ech… Jak tak się zabieram za tą lodówkę, to tęsknię za tą pierwszą jaką mieliśmy, 10 lat temu. Mińsk, malutki. Dwie godzinki i po bólu. Klapka od zamrażalnika wylatała, jak były święta, to połowa jedzenia się nie mieściła… No i ta Frania i wirówka… Jak sobie pomyślę… To tak naprawdę ciesze się, ze wywalczyłam automat i porządną lodówkę!! Tak, tak wywalczyłam, czasami Panom się wydaje, że to co jest w domu wystarczy!!! Ale to było już tak dawno temu. 10 lat na strychu…
Wiecie, mój mąż zawsze do Agi mówi taką rymowankę:
„Agnieszka, a jak się nazywa Agnieszka? Agnieszka Jarczyńska. A gdzie mieszka Agnieszka? Na stryszku mieszka. A z kim mieszka Agnieszka? Z mamą mieszka Agnieszka. A z kim jeszcze mieszka Agnieszka? Z tatą mieszka Agnieszka. A jak się nazywa mama? Ania, Ania Jarczyńska. A jak nazywa tata? Arek, Arek Jarczyński. A w jakim mieście mieszka Agnieszka? W Wągrowcu mieszka Agnieszka. A na jakiej ulicy mieszka Agnieszka? Na ulicy Bydgoskiej, w Wągrowcu z mamą Anią i tatą Arkiem, na stryszku mieszka Agnieszka.”
Wiecie, Agi nawet to lubi. Mówi się to do niej bardzo wyraźnie, wolno, a ona jak nie odpowiemy na jakieś pytanie robi wielkie oczy i podnosi ręce do góry. Tak jakby czekała na dalszy ciąg!
No i jeszcze wklejam Apel o 1% dla naszej córci!!!
Agniesiu skarbie, ja wiem, że strasznie nie lubisz jak Cię mamusia ubiera w kombinezon i do tego jeszcze te ortezki, ale jesteś dzielna! Kocham Cię skarbie!! To dla Twojego dobra!






