Moja kochana Elwi, rozbawiłaś mnie swoim komentarzem. Masz rację, nie
mamy szczęścia do neurologów. Teraz jestem umówiona do Piły. Zobaczymy,
Pani doktor bardzo polecana i chwalona. Mam nadzieję, że się uda. EEG
Agi miała zrobione i dzięki temu na czas wykryto stany padaczkowe. Teraz
zależy mi na rezonansie albo tomografi. Niestety jest totalna blokada i
nikt nie chce nas wysłać. Zobaczymy w Pile. Napisz do mnie i nie musisz
nad niczym się zastanawiać, nie jestem aż taka straszna. Spoko. I już
nie beczę. Generalnie kiepski weekend miałam.
A dzisiaj mieliśmy dogo
rehabilitację, więc z Daną sobie pogadałam na maksa. To bardzo mądra
kobieta. Pewnie się powtarzam, ale uwielbiam z nią rozmawiać i czekam na
te zajęcia prawie tak samo jak Agi. Najzabawniejsza była sytuacja z
Agi, kiedy Dana ją rehabilitowała na piesku, a ja z Asią ustalałam na
którą jutro i kto przyjdzie. Padały słowa pójdę, przyjdę, pojadę. Agi
zaczęła się denerwować i płakać. Kurcze w zasadzie nie wiem czy to takie
zabawne, bo jak tak dalej pójdzie to bez niej nie ruszę się z domu!
Musiałam podejść do niej, pogłaskać, ucałować i zapewnić, że nigdzie nie
idę. Wtedy się uspokoiła.
Na razie kochani nie rezygnuję z pisania
bloga. Spokojnie. Widać źle to ostatnio ujęłam. Jeżeli chcecie
krytykujcie. Niech jednak coś z tej krytyki wynika. Niech ona mnie
czegoś nauczy. Lubię pisać tego bloga i czytać wasze komentarze. Z
wielką radością dzielę się z Wami takimi wielkimi wydarzeniami jak
potwierdzenie u okulisty, że Agi może widzieć! Tym bardziej, że jeszcze 3
tygodnie temu nie było tego widać. Generalnie dno oka było blade, a w
prawym oczku blizna zasłaniała dostęp światła. Teraz wszystko się
wygoiło. Żeby tylko ten mózg zaczął prawidłowo funkcjonować! Ten
okulista to chyba jedyny specjalista, który nam pomógł. Panie doktorze,
dziękuję Panu i nigdy się nie uda mi odwdzięczyć!!!
Agunia fajnie jak patrzysz na mamusię!!!
wtorek, 30 września 2008
poniedziałek, 29 września 2008
Oczka! /29 września 2008/
Mam dobre wieści! Dzisiaj byliśmy u okulisty. Agnieszka ma różowe dna
obydwu oczek! A to oznacza, że powinna widzieć! Czyli jednak jest
szansa. Teraz pozostała jeszcze kwestia pracy mózgu i tego jak mózg
przetwarza widziany przez nią obraz. Zdarza się, jak opisałam
rehabilitację na sali z lustrami, gdzie Agi wpatrywała się w swoje
własne odbicie, ona faktycznie patrzyła na siebie. Okulista określił to
jako moment odzyskania świadomości. Czyżby jednak była szansa? Do licha,
co tu zrobić, aby ten mózg zaczął pracę?
W dalszym ciągu nikt z Was nie skontaktował się ze mną. Nie wiem co ja robię źle, a chętnie się dowiem. Naprawdę. Nika, nie bardzo rozumiem. Twoja pomoc i komentarz skupia się na zasugerowaniu, że ja szukając środków na wózek, chcę je zdobyć na swoje własne potrzeby. Jeżeli udało Ci się załatwić wózek, który refundowany jest w kwocie 1800+2700, a jego koszt wynosi od 13000 do 16000, to gratuluję pomysłowości. Szkoda tylko, że nie potrafisz dzielić się zdobytymi informacjami, tylko besztać ludzi. Może i lepiej, dla twojego zdrowia, jeżeli tak Cię (Was) stresuje moje postępowanie, zacznij czytać coś z innej beczki. Będzie to zdrowsze dla wszystkich. Nie ma potrzeby krzywdzenia się na wzajem. Myślę, że wszelkie spory zostały już zakończone, a my możemy spać spokojnie. Chociaż łatwe to nie będzie. Nie mam już ochoty tłumaczyć się przed wami z tego dlaczego chodzę do bioenergoterapeuty, czy wróżki. Wystarczającą ilość razy to opisywałam. Uważacie, ze jestem zła? Brak mi pokory? Nie patrzę na siebie z boku? Trudno. Nie zmuszę Was do polubienia mnie i mojej córki.Jakoś sobie damy radę bez Was. No trudno. Też życzę Wam wszystkiego najlepszego. Cóż, ale pewnie już tego nie przeczytacie…
Moja ty mała Agi…
W dalszym ciągu nikt z Was nie skontaktował się ze mną. Nie wiem co ja robię źle, a chętnie się dowiem. Naprawdę. Nika, nie bardzo rozumiem. Twoja pomoc i komentarz skupia się na zasugerowaniu, że ja szukając środków na wózek, chcę je zdobyć na swoje własne potrzeby. Jeżeli udało Ci się załatwić wózek, który refundowany jest w kwocie 1800+2700, a jego koszt wynosi od 13000 do 16000, to gratuluję pomysłowości. Szkoda tylko, że nie potrafisz dzielić się zdobytymi informacjami, tylko besztać ludzi. Może i lepiej, dla twojego zdrowia, jeżeli tak Cię (Was) stresuje moje postępowanie, zacznij czytać coś z innej beczki. Będzie to zdrowsze dla wszystkich. Nie ma potrzeby krzywdzenia się na wzajem. Myślę, że wszelkie spory zostały już zakończone, a my możemy spać spokojnie. Chociaż łatwe to nie będzie. Nie mam już ochoty tłumaczyć się przed wami z tego dlaczego chodzę do bioenergoterapeuty, czy wróżki. Wystarczającą ilość razy to opisywałam. Uważacie, ze jestem zła? Brak mi pokory? Nie patrzę na siebie z boku? Trudno. Nie zmuszę Was do polubienia mnie i mojej córki.Jakoś sobie damy radę bez Was. No trudno. Też życzę Wam wszystkiego najlepszego. Cóż, ale pewnie już tego nie przeczytacie…
Moja ty mała Agi…
Przerażacie mnie! /29 września 2008/
Ja czegoś tu nie rozumiem i czuję się z tym źle! Krytykujecie mnie na
każdym kroku. Jakoś, jak trafiam na kiepskiego lekarza, który nie chce
nam pomóc, albo zbywa nas, jak Agi się źle czuje, to nie widzę wielkich
słów krytyki pod czyimkolwiek adresem. Natomiast jak idę do wróżki,
bioenergoterapeuty, natychmiast pojawiają się ostre słowa krytyki pod
moim adresem. Tak Barbaro, nie chciałam nikogo urazić pisząc, że nie
wierzę w Moskwę. Nie, że nie miałam odwagi. Słyszałaś może troszkę o
odrobinie taktu? Pojechałaś po całości. Niestety, tak jak pozostali
krytycy, nie masz odwagi zmierzenia się ze mną. Dlaczego wychwalacie pod
niebiosy i podajecie mi za przykład innych rodziców chorych dzieci?
Powiedzcie mi czy ja robię coś źle, coś nie tak? Pisząc bloga nie
oczekuję ani waszych pochwał, ani krytyki. Liczę głównie na jakieś dobre
i mądre rady. Wpiszecie się, ok. Traktujecie mnie jak jakiegoś
satanistę czy coś w tym rodzaju. Czy ja nie jeżdżę z dzieckiem po
lekarzach? Czy ja nie rehabilituję Agnieszki? Czy ja robię coś nie tak?
Czy ja nie mam prawa się obronić? Nie rozumiecie, ze moje dziecko jest
śmiertelnie chore? Potrzebny jest cud, aby wróciło. Nie wierzę, że
jakakolwiek modlitwa, albo bioterapeuta jej pomoże, ale co mi pozostało?
Wytłumaczcie mi? Co ja wam takiego zrobiłam, że cieszę się tak wielką i
negatywną opinią? Bo pisze prawdę o tym co robię?
Jak Kajtuś jechał do Moskwy z nerwów nie mogłam sobie poradzić. Życzę Hani, aby ten przeszczep przyniósł porządany efekt. Nigdy jej nie obraziłam, zawsze odpowiada na moje meile. Ja swoją opinię przedstawiłam Hani w meilu, ona o tym wie. Jednak powiedziłam to raz i nie zamierzam do tego wracać. Hania ma wystarczająco dużo problemów. Jest wspaniałą i silną kobietą. Gorąco pozdrawiam i Ciebie, i Kajtusia.
Jesteśmy ludźmi wolnej woli i każdy decyduje o sobie i swoich decyzjach. Dla mnie jest niewyobrażalną kwotą zebranie około 180000 zł w ciągu roku, bo tyle mniej więcej potrzebują rodzice Kajtka. Na razie muszę zebrać 16000 na wózek dla Agi i to jest dla mnie ważne.
Jak łatwo wam jest krytykować i doprowadzać do łez. Wiem nie jestem doskonała, ale nigdy nie spodziewałam się, ze tak będzie, jak zaczynałam pisać bloga. Proszę zawsze, aby rodzice chorych dzieci kontaktowali się ze mną głównie na meilu. Możemy wtedy porozmawiać i wymienić się swoimi obawami. Elwi, proszę napisz do mnie. Przecież mówiłam, że nie obraziłaś mnie, tylko kiedyś pisałam, ze na komentarze będę odpowiadała publicznie. Nie dotyczą tego tylko meile prywatne.
Uważacie może, że powinnam pisać tylko same piękne słowa i same pozytywne rzeczy? Tak nie będzie. Przykro mi. Formuły swojego bloga nie zmienię. To jest mój dziennik i nie macie prawa narzucać mi tego co mogę w nim umieszczać. A wy jak te przysłowiowe sępy czekacie aż pojawi się jakiś wpis, aby móc sobie poużywać.
Zapraszam wszystkich rodziców chorych dzieci. Z wieloma mam kontakt. Jeżeli jestem w stanie to wam pomogę, może coś doradzę, może wy mi pomożecie. Wysyłajcie do mnie meile, na wszystkie odpowiadam. Zapraszam serdecznie!!!
Dziękuję wszystkim, którzy tak wiernie mi towarzyszą i polubili nas takimi jakimi jesteśmy. Przepraszam jeżeli kogoś uraziłam, ale nie mam takich intencji. Dzisiaj udało wam się doprowadzić mnie do łez…Dziękuję…
Jak Kajtuś jechał do Moskwy z nerwów nie mogłam sobie poradzić. Życzę Hani, aby ten przeszczep przyniósł porządany efekt. Nigdy jej nie obraziłam, zawsze odpowiada na moje meile. Ja swoją opinię przedstawiłam Hani w meilu, ona o tym wie. Jednak powiedziłam to raz i nie zamierzam do tego wracać. Hania ma wystarczająco dużo problemów. Jest wspaniałą i silną kobietą. Gorąco pozdrawiam i Ciebie, i Kajtusia.
Jesteśmy ludźmi wolnej woli i każdy decyduje o sobie i swoich decyzjach. Dla mnie jest niewyobrażalną kwotą zebranie około 180000 zł w ciągu roku, bo tyle mniej więcej potrzebują rodzice Kajtka. Na razie muszę zebrać 16000 na wózek dla Agi i to jest dla mnie ważne.
Jak łatwo wam jest krytykować i doprowadzać do łez. Wiem nie jestem doskonała, ale nigdy nie spodziewałam się, ze tak będzie, jak zaczynałam pisać bloga. Proszę zawsze, aby rodzice chorych dzieci kontaktowali się ze mną głównie na meilu. Możemy wtedy porozmawiać i wymienić się swoimi obawami. Elwi, proszę napisz do mnie. Przecież mówiłam, że nie obraziłaś mnie, tylko kiedyś pisałam, ze na komentarze będę odpowiadała publicznie. Nie dotyczą tego tylko meile prywatne.
Uważacie może, że powinnam pisać tylko same piękne słowa i same pozytywne rzeczy? Tak nie będzie. Przykro mi. Formuły swojego bloga nie zmienię. To jest mój dziennik i nie macie prawa narzucać mi tego co mogę w nim umieszczać. A wy jak te przysłowiowe sępy czekacie aż pojawi się jakiś wpis, aby móc sobie poużywać.
Zapraszam wszystkich rodziców chorych dzieci. Z wieloma mam kontakt. Jeżeli jestem w stanie to wam pomogę, może coś doradzę, może wy mi pomożecie. Wysyłajcie do mnie meile, na wszystkie odpowiadam. Zapraszam serdecznie!!!
Dziękuję wszystkim, którzy tak wiernie mi towarzyszą i polubili nas takimi jakimi jesteśmy. Przepraszam jeżeli kogoś uraziłam, ale nie mam takich intencji. Dzisiaj udało wam się doprowadzić mnie do łez…Dziękuję…
sobota, 27 września 2008
Realia życia. /27 września 2008/
Wczoraj odbyła się nasza kolejna dogo-rehabilitacja. Było super. Asia z
Daną uzupełniają się idealnie. Obydwie lepiej ode mnie już znają
zachowania Agnieszki i idealnie odkrywają co jej obecnie dolega. Agunia,
pomimo wcześniejszego wymasowania i rozluźnienia przez Asię nadal była
spięta. Miała takie bolesne reakcje. Nawet położenia na Mai i masowanie
kręgosłupa przez Danę, nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. W końcu,
obie Panie wpadły na to, że coś ją boli, i pewnie kręgosłup. Okazało się
to prawdą. Moje biedne dziecko, było przewracane w przód w tył w bok. I
wiecie co, było jej wszystko jedno. W momencie, w którym Asia ustawiła
jej kręgosłup prawidłowo, było wszystko w porządku. Dopiero wtedy
zajęcia rozpoczęły się na dobre.
Asia, kochana kobieta, załatwiła nam dla Aguni pionizator. Jest to pożyczony pionizator, po jednej dziewczynce, którą prowadzi Asia. Dzisiaj z Arkiem ustawiliśmy ją w nim. muszę powiedzieć, że jej się podobało.
Wczoraj usłyszałam coś przykrego na swój temat. Zdałam sobie sprawę, że jestem strasznie spięta i przewrażliwiona. Oczywiście skończyło się łzami i kiepsko przespaną nocką. Dzisiaj, są już tego efekty. Jestem nerwowa i zestresowana. Najgorsze jest to, że po przeczytaniu komentarza od ~*mami*, zdenerwowałam się. Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi z tą pokorą? Mnie życie nauczyło już takich rzeczy o których tobie się pewnie nie śni. Nie mogę na nikogo krzyczeć, nie mogę nikogo obrazić, pomimo tego, że ktoś sugeruje że zarabiam na chorobie swojego dziecka. Muszę ugryźć się w język i nie wyrażać swojego zdania do końca. Mogę coś powiedzieć, ale tak żeby nikogo nie obrazić. Nigdy nie wiem, czy będąc z moim dzieckiem w szpitalu nie będę skazana na danego lekarza. Moim problemem jest to, że zawodzą nas specjaliści, a nie lekarze pierwszego kontaktu czy pielęgniarki, których jest łatwiej zmienić.
Staram się jak mogę. Nie chcę naprawdę nikogo urazić i nie chcę aby ten post wyglądał na to, że to co piszę nie jest szczere. Jest, i właśnie dlatego piszę ten blog. On mi pomaga. Jeżeli jednak będzie mi szkodził wystarczy wcisnąć tylko usuń i już po krzyku. To nie jest dramatyzm z mojej strony tylko realia. Zarzucacie mi czasem takie rzeczy, że sama nie wiem o co chodzi i jak to odebrać. Nie bardzo lubię jak podpisujecie się nikami, zwłaszcza jeżeli coś mi zarzucacie. Tłumaczy się tylko winny, ktoś mógłby powiedzieć. Tylko ja chciałabym wiedzieć, co ta osoba ma do mnie i czy mnie zna. Tylko takie osoby mają prawo mnie oceniać. A jest ich niewiele. Napiszcie mi na meila i porozmawiamy. Wtedy będzie uczciwa wymiana zdań.
To jest blog przedstawiający historię mojej córeczki i mojej walki o jej życie, godziwe życie. Pisząc i przedstawiając wam swoje uczucia i emocje, mam nadzieję, że chociaż trochę zrozumiecie jak to jest być matką Śpiącej Królewny. Jak to jest walczyć o los swojego dziecka. Wiem to z własnego doświadczenia, że tak samo jak macierzyńskiego uczucia nie pozna kobieta, która nie pokocha jak matka i tak samo nie zrozumie nas taka osoba, która chociaż po części się o takie nieszczęście nie otarła. Może się mylę, ale tą pokorę powinniście wy mieć raczej w sobie. Nas życie już doświadczyło i rzuciło na kolana. Uważam, że to wy powinniście nauczyć się z takich blogów jak ten, czy którykolwiek ze zlinkowanych, że to co mamy musimy cenić i cieszyć się każdą chwilą. Zwłaszcza jeśli chodzi o nasze wspaniałe dzieci. Bóg zsyła nam nasze pociechy z zapisaną pełną księgą życia. I tylko On wie jak ono się będzie toczyć. My wiele w tej materii zrobić nie możemy. Dlatego cieszmy się swoimi dziećmi, rodzinami i zdrowiem. Reszta to rzeczy do nabycia, szczęścia nie dają. Pomagają tylko w przyjemniejszym jego przeżyciu. A jeżeli my będziemy pełni szczęścia, radości i dobroci, łatwiej nam wiele rzeczy będzie osiągnąć.
Wczoraj, pewnej osobie opowiedziałam o Agnieszce. Wiecie co usłyszałam? Jak ty możesz się śmiać w takiej sytuacji i wychodzić z domu, zostawiając córkę. Prawda, że jestem okropną matką? Powiedzcie mi tylko czy pomoże mi, ze będę chodziła zapłakana, w brudnych i powyciąganych ubraniach, potargana i kompletnie załamana? Czasu nie cofnę. Muszę żyć dalej, bo moja córka na mnie liczy. Ona nie ma nikogo bliższego, kto się lepiej nią zaopiekuje i o nią zatroszczy. Jeżeli ja się poddam, to kto jej pomoże, kto się nią zaopiekuje? Jak wytłumaczyć ludziom, ze tak jak po śmierci bliskiej osoby z czasem uczymy się życia i zaczynamy się uśmiechać, tak mając chore dziecko dostosowujemy się do sytuacji. Trzeba żyć i przekazywać pozytywne fluidy swojemu dziecku, aby czuło naszą miłość i dobrą energię!
Tym pozytywnym akcentem kończę dzisiejszy wywód. Wszystkich gorąco pozdrawiam. Zarówno tych, którzy uważają, ze zasłużyłam sobie na takie życie (tylko co macie do mojego dziecka), jak i tych, którzy kochają Agi niemal tak mocno jak ja i życzą jej powrotu do zdrowia.
Aguś, mama i tata cię bardzo kochają i strasznie tęsknią!
Asia, kochana kobieta, załatwiła nam dla Aguni pionizator. Jest to pożyczony pionizator, po jednej dziewczynce, którą prowadzi Asia. Dzisiaj z Arkiem ustawiliśmy ją w nim. muszę powiedzieć, że jej się podobało.
Wczoraj usłyszałam coś przykrego na swój temat. Zdałam sobie sprawę, że jestem strasznie spięta i przewrażliwiona. Oczywiście skończyło się łzami i kiepsko przespaną nocką. Dzisiaj, są już tego efekty. Jestem nerwowa i zestresowana. Najgorsze jest to, że po przeczytaniu komentarza od ~*mami*, zdenerwowałam się. Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi z tą pokorą? Mnie życie nauczyło już takich rzeczy o których tobie się pewnie nie śni. Nie mogę na nikogo krzyczeć, nie mogę nikogo obrazić, pomimo tego, że ktoś sugeruje że zarabiam na chorobie swojego dziecka. Muszę ugryźć się w język i nie wyrażać swojego zdania do końca. Mogę coś powiedzieć, ale tak żeby nikogo nie obrazić. Nigdy nie wiem, czy będąc z moim dzieckiem w szpitalu nie będę skazana na danego lekarza. Moim problemem jest to, że zawodzą nas specjaliści, a nie lekarze pierwszego kontaktu czy pielęgniarki, których jest łatwiej zmienić.
Staram się jak mogę. Nie chcę naprawdę nikogo urazić i nie chcę aby ten post wyglądał na to, że to co piszę nie jest szczere. Jest, i właśnie dlatego piszę ten blog. On mi pomaga. Jeżeli jednak będzie mi szkodził wystarczy wcisnąć tylko usuń i już po krzyku. To nie jest dramatyzm z mojej strony tylko realia. Zarzucacie mi czasem takie rzeczy, że sama nie wiem o co chodzi i jak to odebrać. Nie bardzo lubię jak podpisujecie się nikami, zwłaszcza jeżeli coś mi zarzucacie. Tłumaczy się tylko winny, ktoś mógłby powiedzieć. Tylko ja chciałabym wiedzieć, co ta osoba ma do mnie i czy mnie zna. Tylko takie osoby mają prawo mnie oceniać. A jest ich niewiele. Napiszcie mi na meila i porozmawiamy. Wtedy będzie uczciwa wymiana zdań.
To jest blog przedstawiający historię mojej córeczki i mojej walki o jej życie, godziwe życie. Pisząc i przedstawiając wam swoje uczucia i emocje, mam nadzieję, że chociaż trochę zrozumiecie jak to jest być matką Śpiącej Królewny. Jak to jest walczyć o los swojego dziecka. Wiem to z własnego doświadczenia, że tak samo jak macierzyńskiego uczucia nie pozna kobieta, która nie pokocha jak matka i tak samo nie zrozumie nas taka osoba, która chociaż po części się o takie nieszczęście nie otarła. Może się mylę, ale tą pokorę powinniście wy mieć raczej w sobie. Nas życie już doświadczyło i rzuciło na kolana. Uważam, że to wy powinniście nauczyć się z takich blogów jak ten, czy którykolwiek ze zlinkowanych, że to co mamy musimy cenić i cieszyć się każdą chwilą. Zwłaszcza jeśli chodzi o nasze wspaniałe dzieci. Bóg zsyła nam nasze pociechy z zapisaną pełną księgą życia. I tylko On wie jak ono się będzie toczyć. My wiele w tej materii zrobić nie możemy. Dlatego cieszmy się swoimi dziećmi, rodzinami i zdrowiem. Reszta to rzeczy do nabycia, szczęścia nie dają. Pomagają tylko w przyjemniejszym jego przeżyciu. A jeżeli my będziemy pełni szczęścia, radości i dobroci, łatwiej nam wiele rzeczy będzie osiągnąć.
Wczoraj, pewnej osobie opowiedziałam o Agnieszce. Wiecie co usłyszałam? Jak ty możesz się śmiać w takiej sytuacji i wychodzić z domu, zostawiając córkę. Prawda, że jestem okropną matką? Powiedzcie mi tylko czy pomoże mi, ze będę chodziła zapłakana, w brudnych i powyciąganych ubraniach, potargana i kompletnie załamana? Czasu nie cofnę. Muszę żyć dalej, bo moja córka na mnie liczy. Ona nie ma nikogo bliższego, kto się lepiej nią zaopiekuje i o nią zatroszczy. Jeżeli ja się poddam, to kto jej pomoże, kto się nią zaopiekuje? Jak wytłumaczyć ludziom, ze tak jak po śmierci bliskiej osoby z czasem uczymy się życia i zaczynamy się uśmiechać, tak mając chore dziecko dostosowujemy się do sytuacji. Trzeba żyć i przekazywać pozytywne fluidy swojemu dziecku, aby czuło naszą miłość i dobrą energię!
Tym pozytywnym akcentem kończę dzisiejszy wywód. Wszystkich gorąco pozdrawiam. Zarówno tych, którzy uważają, ze zasłużyłam sobie na takie życie (tylko co macie do mojego dziecka), jak i tych, którzy kochają Agi niemal tak mocno jak ja i życzą jej powrotu do zdrowia.
Aguś, mama i tata cię bardzo kochają i strasznie tęsknią!
piątek, 26 września 2008
Do Elwi. /26 września 2008/
Korzystając z okazji, że moja mała Śpiąca Królewna zasnęła, odpiszę na
komentarz Elwi. Moja droga, jakbyś przeczytała kilka ostatnich moich
postów, wiedziałabyś co sądzę o bioenergoterapii, wróżkach i medycynie
niekonwencjonalnej. To wszystko są pokłady niezbadanej wiedzy. Nikt nie
potrafi udowodnić, że to na 100% pomaga, albo na 100% szkodzi. Pieniędzy
akurat specjalnie dużo nie płacę, bo Pani Danuta kasuje co drugie
spotkanie. (Jeśli chodzi o wróżkę nie płaciłam nawet złotówki). Obydwu
tym paniom zależy na zdrowiu mojej Agi. Jeżeli tak wierzysz w medycynę
konwencjonalną, to podaj mi nazwisko lekarza, który wyleczy ją w
najbardziej klasyczny sposób. Proszę, obiecuję, że tam pójdę. Tylko
niech ta osoba wybudzi kilkoro dzieci, które są po stanie śpiączki z
niedotlenienia mózgu. Jedyne, gdzie próbują coś zrobić jest Moskwa.
Jednak podanie komórek macierzystych jest bazowane w dalszym ciągu na
eksperymentach i żadna osoba, która znajdowałaby się w takim stanie jak
Agi nie została wybudzona. Była Ewa Błaszczyk za swoją córką, była mama
Kajtusia (trzymam za nich kciuki, bo jeszcze pojadą, ale na razie Kajtuś
się nie obudził, niestety). Nie mów mi więc o tym co powinnam a czego
nie powinnam robić. Masz prawo do swoich przemyśleń, ale wytłumacz mi
dlaczego lekarze ratują moje dziecko, a potem pozostawiają je samemu
sobie. Licząc tylko na zaradność rodziców. Gdybym posłuchała jednego z
lepszych ortopedów, moja córka miałaby nieziemskie i bolesne przykurcze,
z którymi nie dałoby rady już praktycznie nic zrobić. Dzisiaj
usłyszałam od Pani doktor, ze pionizator nie jest wskazany bo doprowadzi
tylko do skrzywienia kręgosłupa. A kto powiedział, ze ja będę ją w
pionizator wstawiać na cały dzień! Wszystko trzeba robić z umiarem.
Żaden lekarz, nie potrafi jej pomóc, więc nie zabraniaj mi korzystać z
pomocy kogoś, kto daje nam jakąś szansę. A Pani ta wybudziła już jednego
chłopca, znam go i wiem w jakim był stanie.
Elwi, ja się nie obrażam, tylko czasem trzeba przemyśleć głęboko to co się pisze takim ludziom jak ja. Piszesz tu o Bogu. Nie bardzo rozumiem co to ma do rzeczy. Pani do której chodzimy, również głęboko wierzy w Boga. Ona rozmawia z aniołami duszą Aguni. Tego jej zazdroszczę. Uwierz mi, to nie szkodzi, ani mi, ani Agi.
Pozdrawiam Cię ciepło i życzę wszystkiego dobrego!
Elwi, ja się nie obrażam, tylko czasem trzeba przemyśleć głęboko to co się pisze takim ludziom jak ja. Piszesz tu o Bogu. Nie bardzo rozumiem co to ma do rzeczy. Pani do której chodzimy, również głęboko wierzy w Boga. Ona rozmawia z aniołami duszą Aguni. Tego jej zazdroszczę. Uwierz mi, to nie szkodzi, ani mi, ani Agi.
Pozdrawiam Cię ciepło i życzę wszystkiego dobrego!
czwartek, 25 września 2008
Spokój… /25 września 2008/
Wczoraj byłyśmy ponownie na wizycie u naszej Pani Danuty. Powiem wam, ze
pierwszy raz Agi, była spięta podczas seansu. Dosyć długo trwało zanim
Aginek się rozluźniła. Bardzo fajnie mi się rozmawia z Panią Danutą.
Bardzo chciałabym, aby mi, a właściwie Agusi pomogła. Chciałabym, aby
udało jej się przekonać małego uparciucha, że tu też czasem jest fajnie.
W końcu jest tu mama i tata. A to najważniejsze! Tylko, że to naprawdę
musi być twoja decyzja skarbie i mama o tym wie. Rób tak, aby tobie było
lepiej! Kochać będę Cię zawsze.
Po powrocie Agi najadła się i przyjechała nasza cioteczka Sonia. Wymasowała małą psotkę i po raz pierwszy Agi było tak dobrze, że zasnęła praktycznie zanim Sonia skończyła. Aguś uwielbia głaskanie po buźce, a Sonia masowała jej buźkę. Słodziutko wyglądała i miała taką błogą minkę. Nareszcie ciocia Sonia przestała mi nękać dziecko!
Dzisiejszy dzień zaczął się dosyć wcześnie. Jak dla mnie w każdym razie. Pierwsze i zasadniczo jedyne zajęcia to była rehabilitacja już o 9 rano. Pierwszy raz zdarzyło się, że Agi tak zajęła czas Asi, ze ta praktycznie spóźniła się na następne zajęcia. Mały nicpoń postanowił od samego początku psocić cioci i nie pozwoliła praktycznie nic zrobić. Poza ,oczywiście staniem. Agnieszka dzisiaj tak się napinała, ze nawet ciocia Asia nie dała jej rady. Tak na pocieszenie powiem, że praktycznie pół dnia spędziła dzisiaj w moich ramionach. Tam jej było dobrze. Cwaniara. Tylko raz udało mi się ją oszukać i ułożyłam ją spać, a pod szyję podłożyłam kocyk zwinięty w wałek. Udało się usnęła na dobrą godzinkę.
Wieczorem zrobiłam sobie mały godzinny spacerek. Przynajmniej zapłaciłam wszystkie rachunki. Pewnie, żeby nie było zbyt pięknie, jutro przyniosą z gazowni. Nie może być zbyt pięknie!
Mam prośbę, jeżeli ktoś z was miał do czynienia z takim schorzeniem jak lejkowatość klatki piersiowej, proszę skontaktuj się ze mną na privie. I w dalszym ciągu czekam na kontakt z Panią Katarzyną.
Jutro czeka nas fajny dzień. Mamy dogoterapię i rehabilitację równocześnie. Dawno nie było. Zobaczymy co Agi na to.
Jak widzicie, dni nam ostatnio upływają bez większych ekscesów. Może i lepiej. Jakoś nie tęsknię za przebojami z zeszłego tygodnia, wolę spokój. Czekam tylko na jeden przełom, ale pewnie jak wy wszyscy!
Aguś co ty na to? Tylu ludzi czeka!
Po powrocie Agi najadła się i przyjechała nasza cioteczka Sonia. Wymasowała małą psotkę i po raz pierwszy Agi było tak dobrze, że zasnęła praktycznie zanim Sonia skończyła. Aguś uwielbia głaskanie po buźce, a Sonia masowała jej buźkę. Słodziutko wyglądała i miała taką błogą minkę. Nareszcie ciocia Sonia przestała mi nękać dziecko!
Dzisiejszy dzień zaczął się dosyć wcześnie. Jak dla mnie w każdym razie. Pierwsze i zasadniczo jedyne zajęcia to była rehabilitacja już o 9 rano. Pierwszy raz zdarzyło się, że Agi tak zajęła czas Asi, ze ta praktycznie spóźniła się na następne zajęcia. Mały nicpoń postanowił od samego początku psocić cioci i nie pozwoliła praktycznie nic zrobić. Poza ,oczywiście staniem. Agnieszka dzisiaj tak się napinała, ze nawet ciocia Asia nie dała jej rady. Tak na pocieszenie powiem, że praktycznie pół dnia spędziła dzisiaj w moich ramionach. Tam jej było dobrze. Cwaniara. Tylko raz udało mi się ją oszukać i ułożyłam ją spać, a pod szyję podłożyłam kocyk zwinięty w wałek. Udało się usnęła na dobrą godzinkę.
Wieczorem zrobiłam sobie mały godzinny spacerek. Przynajmniej zapłaciłam wszystkie rachunki. Pewnie, żeby nie było zbyt pięknie, jutro przyniosą z gazowni. Nie może być zbyt pięknie!
Mam prośbę, jeżeli ktoś z was miał do czynienia z takim schorzeniem jak lejkowatość klatki piersiowej, proszę skontaktuj się ze mną na privie. I w dalszym ciągu czekam na kontakt z Panią Katarzyną.
Jutro czeka nas fajny dzień. Mamy dogoterapię i rehabilitację równocześnie. Dawno nie było. Zobaczymy co Agi na to.
Jak widzicie, dni nam ostatnio upływają bez większych ekscesów. Może i lepiej. Jakoś nie tęsknię za przebojami z zeszłego tygodnia, wolę spokój. Czekam tylko na jeden przełom, ale pewnie jak wy wszyscy!
Aguś co ty na to? Tylu ludzi czeka!
wtorek, 23 września 2008
Najważniejsza jest przyjaźń /23 września 2008/
Chyba mi troszkę przeszło już. W poniedziałek przyjechała od rana Danka z
pieskami! Wygadałam się u Dany. Ta kobietka potrafi wysłuchać, doradzić
i pocieszyć taką umęczoną duszę jak ja. Psiaczki były w komplecie, a
Aginek śpiący. Bidulka nie zdążyła się wyspać (ja też, ale to szczególik
taki mało istotny). Jednak pięknie pracowała. Rozluźniła ramionka,
rączki, nóżki i stópki.Wyjątkowo Maja zaczepiała się w Tanulę i
prowokowała ją do zabawy. Nawet nagrałam zabawę bestyjek, ale za duży
format i nie dało się wrzucić na bloga. Przycisnę męża to coś
wykombinuje i może się uda. Pierwszy raz Tana szczekała, Agnieszka była
zaskoczona. Oczy wielkie, ręce w górze. Obszczekała nadchodzącą babcię.
Dobry piesek, broni nas! Danuś, dziękuję za wspaniały prezent. Wszystko
jest super i wspaniałe.
Mama została z Agi a ja po zajęciach pojechałam załatwić zmianę terminu na komisję w sprawie zasiłku pielęgnacyjnego. Udało się, aczkolwiek nieziemsko się wkurzyłam. Bez najmniejszych problemów zmieniła mi pani termin na 7 październik. Ale najgłupsze, ze tydzień wcześniej byłam i ta sama pani powiedziała mi, że terminy ustalają lekarze. Proszę jaka zmiana przez tydzień nastąpiła! Wszędzie schody!
Dzwoniła moja Kasieńka i potwierdziła, że pani doktor generalnie nie miała prawa odmówić mi wypisania zlecenia. Do tego nieprawdą jest fakt, że tylko jeden sprzęt rocznie może nam przepisać. Za tydzień dostanę od Kasi brata odpowiednie artykuły, także będę „zabezpieczona” jakby co! Kasiu i Tomku dziękuję bardzo!
Udało mi się o dziwo dojść do Dagmary! Pogadałyśmy sobie za wszystkie czasy. Ostatnio nie ma kiedy się spotkać, a trochę spraw się zebrało. Wróciłam do domu była prawie 21. Wiecie wspaniałą jest matką jest Dagmara. Radzi sobie znakomicie, a nawet nie wiecie jak ma ciężko. Jednak nie będę tego opisywać, to nie jest na to miejsce i do tego prywatne sprawy. Jednak powiem, że podziwiam tą kobietę i chciałabym mieć tyle siły ile ona ma. Dagmaro, dzięki za wszystko w czym mi pomagasz. I zapraszam, jak tylko Marysia wróci!!!
Dzisiaj od rana same prezenty. Listonosz przyniósł jedną paczkę, od Sylwii z Koszalina z ciuszkami, a po południu kurier drugą od Justynki z Ostrowa Wlkp. Justyna zaopatrzyła nas w pamperchy na 3 tygodnie i kilka kosmetyków, a ciuszków ile wrzuciła? Dziewczyny, ja nie umiem już dziękować. Brakuje mi słów, żeby wyrazić to co czuję. To są dwa całkiem sprzeczne uczucia. Jednocześnie czuję ogromną radość, ze otrzymałam to, co nam jest niezbędne i nie muszę już wydawać pieniędzy, mogę przeznaczyć kasę na coś innego. Do tego to drugie uczucie. Wstyd, skrępowanie, zażenowanie, ze nie mogę zapewnić swojemu dziecku tego co bym chciała i muszą mi pomagać tak kochane osoby jak Wy. Mam nadzieję, ze Agi kiedyś nas zaskoczy i się obudzi. Będę mogła wtedy odwdzięczyć się Wam w taki sposób jak na to zasługujecie. I do tego, będę mogła pomóc innym potrzebującym. Teraz nie dam rady.
Dobra dosyć użalania się nad sobą. Otaczają nas sami wspaniali ludzie. Mam ogromną ilość przyjaciół i osób życzliwych. Wiele się nauczyłam, trochę się wzmocniłam psychicznie, ale nie ze wszystkim daję sobie radę. Tylko tak realnie patrząc, kto daje sobie radę ze wszystkim? Najważniejsze jest to, ze mam z kim pogadać, są to ludzie, którzy mnie znają i rozumieją. Sama świadomość tego faktu daje mi jakąś siłę.
Aguś, mama Cię kocha!
Mama została z Agi a ja po zajęciach pojechałam załatwić zmianę terminu na komisję w sprawie zasiłku pielęgnacyjnego. Udało się, aczkolwiek nieziemsko się wkurzyłam. Bez najmniejszych problemów zmieniła mi pani termin na 7 październik. Ale najgłupsze, ze tydzień wcześniej byłam i ta sama pani powiedziała mi, że terminy ustalają lekarze. Proszę jaka zmiana przez tydzień nastąpiła! Wszędzie schody!
Dzwoniła moja Kasieńka i potwierdziła, że pani doktor generalnie nie miała prawa odmówić mi wypisania zlecenia. Do tego nieprawdą jest fakt, że tylko jeden sprzęt rocznie może nam przepisać. Za tydzień dostanę od Kasi brata odpowiednie artykuły, także będę „zabezpieczona” jakby co! Kasiu i Tomku dziękuję bardzo!
Udało mi się o dziwo dojść do Dagmary! Pogadałyśmy sobie za wszystkie czasy. Ostatnio nie ma kiedy się spotkać, a trochę spraw się zebrało. Wróciłam do domu była prawie 21. Wiecie wspaniałą jest matką jest Dagmara. Radzi sobie znakomicie, a nawet nie wiecie jak ma ciężko. Jednak nie będę tego opisywać, to nie jest na to miejsce i do tego prywatne sprawy. Jednak powiem, że podziwiam tą kobietę i chciałabym mieć tyle siły ile ona ma. Dagmaro, dzięki za wszystko w czym mi pomagasz. I zapraszam, jak tylko Marysia wróci!!!
Dzisiaj od rana same prezenty. Listonosz przyniósł jedną paczkę, od Sylwii z Koszalina z ciuszkami, a po południu kurier drugą od Justynki z Ostrowa Wlkp. Justyna zaopatrzyła nas w pamperchy na 3 tygodnie i kilka kosmetyków, a ciuszków ile wrzuciła? Dziewczyny, ja nie umiem już dziękować. Brakuje mi słów, żeby wyrazić to co czuję. To są dwa całkiem sprzeczne uczucia. Jednocześnie czuję ogromną radość, ze otrzymałam to, co nam jest niezbędne i nie muszę już wydawać pieniędzy, mogę przeznaczyć kasę na coś innego. Do tego to drugie uczucie. Wstyd, skrępowanie, zażenowanie, ze nie mogę zapewnić swojemu dziecku tego co bym chciała i muszą mi pomagać tak kochane osoby jak Wy. Mam nadzieję, ze Agi kiedyś nas zaskoczy i się obudzi. Będę mogła wtedy odwdzięczyć się Wam w taki sposób jak na to zasługujecie. I do tego, będę mogła pomóc innym potrzebującym. Teraz nie dam rady.
Dobra dosyć użalania się nad sobą. Otaczają nas sami wspaniali ludzie. Mam ogromną ilość przyjaciół i osób życzliwych. Wiele się nauczyłam, trochę się wzmocniłam psychicznie, ale nie ze wszystkim daję sobie radę. Tylko tak realnie patrząc, kto daje sobie radę ze wszystkim? Najważniejsze jest to, ze mam z kim pogadać, są to ludzie, którzy mnie znają i rozumieją. Sama świadomość tego faktu daje mi jakąś siłę.
Aguś, mama Cię kocha!
Subskrybuj:
Posty (Atom)