niedziela, 31 maja 2009

Dzień Dziecka i grzybek /31 maja 2009/

Tak, dzisiejsze popołudnie było pełne wrażeń. Jak wcześniej pisałam, wągrowieckie stowarzyszenie zorganizowało Dzień Dziecka. Problemy z pogodą spowodowały, że zmieniło się miejsce na bezpieczniejsze. Impreza odbyła się w kinie. Dzięki temu mogliśmy iść całą rodzinką, nie obawiając się wiatru i deszczu. Nasza mała gwiazda, wystrojona przez cioteczkę, prezentowała się uroczo!
 
Ola Daukszewicz na zaproszenie Stowarzyszenia Bona Fides wystąpiła i zaśpiewała kilka piosenek. Między innymi oczywiście naszą „Kolorowe sny”, jak również dostaliśmy piękny wiersz. Zamieściłam go w kąciku poezji Aguni. Olka zrobiła am niespodziankę i poprosiła nas na scenę z Agi. Agusia była niesamowita. Agunia rozglądała się po scenie, wpatrywała się w Olkę. Już pierwsze dźwięki piosenki śpiewanej przez Olę przykuły jej uwagę. Widać to na filmie, ale niestety zbyt duża pojemność i nie mogę go tutaj wrzucić. Chociaż pomęczę jeszcze Arka,może coś dla świętego spokoju wymyśli!
 Była naprawdę fajna zabawa dla dzieci. Maluchy były w swoim żywiole. A Agnieszka, jak tylko Ola skończyła śpiewać natychmiast zasnęła. Nie bacząc na hałasy dzieci śmiejących się i krzyczących wokół niej. Siedzieliśmy bowiem w pierwszym rzędzie i większość dzieciaków nas otaczała. Przespała całe przedstawienie plemienia indiańskiego i zabawy dzieciaków na scenie.
 Całe szczęście, że dziewczynom udało załatwić się kino, bo niezła ulewa rozpętała się w trakcie przedstawienia. Troszkę zmokliśmy, ale auta podstawiło moje rodzeństwo pod drzwi kina i daliśmy jakoś radę z Agi.
Mamy jednak też inne, mniej przyjemne wrażenia dnia dzisiejszego. Wczoraj jak karmiłam rano Agi, część mleka wyciekła spod grzybka otworem stomijnym. Myślałam, że to na skutek spięcia Agniesi, że to ciśnienie… Dzisiaj po powrocie z kina, Agi dostała mleko i znowu wszystko wypływa bokiem. Musiałam bardzo wolniutko jej podawać, wtedy jakoś szło. Strasznie się martwię, bo nie wiem co się dzieje. Musimy zrobić gdzieś rentgen z kontrastem barytowym, czy wszystko jest prawidłowo ułożone. Mamy wrażenie jednak, że coś dzieje się nie tak.
Agi, Agi, Agi, flocare na 3 tygodnie Ci wystarczył, a grzybek na 1,5 tygodnia???? Bez jaj! Kobieto, to miało być co najmniej na rok! Agniesiu skarbeńku Ty mój kocham Cię, ale nie psuj nic więcej w brzuszku!!!

czwartek, 28 maja 2009

Wystawiony bark /28 maja 2009/

Dzisiejszy dzień Agniesia praktycznie przespała. Zwaliłam to generalnie na karb pogody. Pewnie poniekąd tak było. Od poniedziałku Agusia spinała się bardzo podczas masażu. Od wtorku miała bidulka strasznie wrażliwą lewą rączkę. Arek wykrył wczoraj, ponieważ jej siniała i bardzo się trzęsła, że Agniesia ma wystawiony bark. Pozostało nam uważać na tą rączkę i czekać na Asię. Zadzwoniłam tylko do niej i upewniłam się, że przyjdzie (przy okazji zaklepałam sobie zabieg w czwartek). No i tak jak się spodziewałam, Agi miała wystawiony bark i w jakiś sposób haczyło obojczyk. Asia jak ustawiała, to słyszałam jak wskakiwał. Brrr… Do tego wieczorem pokazała mi w gabinecie jak to właśnie wyglądało na moim ramieniu. same jej palce wwiercające się w mój bark sprawiały ból. A to moje biedne dziecko 2 dni się męczyło! Asia zabandażowała jej ramię a jutro będzie kombinowała z tejpami.
Po nastawieniu barku Agusia padła jak kawka! Spała całe popołudnie. Pomijam fakt, że Asia przychodząc o 15 obudziła ją. Obudziła się dopiero jak dostała jedzonko koło 18. Niestety, była tak podejrzanie rozpalona, że zmierzyliśmy jej temperaturę. No i okazało się, że naszło jakieś 38. Dostała Ibum, pomogło, tylko ciekawa jestem na jak długo. A właśnie dzisiaj rano skończyliśmy antybiotyk! Jutro pewnie kolejna wizyta Pani doktor, chyba że temperatura się nie powtórzy. Mam nadzieję.
Pod coraz większym zapytaniem stoi nasze wyjście w niedzielę do amfiteatru, gdzie Stowarzyszenie Bona Fides organizuje dzień dziecka. Obiecała zaśpiewać nasza Oleńka. Do tego miała zaśpiewać piosenkę dla Aguni. Trudno, najważniejsze aby Agi była zdrowa i nie miała gorączki.
Kurcze jakoś nie możemy mieć spokoju, ale można się było spodziewać, że te barki będą problematyczne, bo podobnie jak było przy bioderkach, puszczenie spastyki spowodowało ich wypadanie. Dawno nic się z bioderkami nie działo i mam nadzieję, że już nic się nie stanie. Jednak teraz pora przyszła na rozluźnienie spastyki rąk. Ten etap w życiu mojej Guńki okupiony też będzie bólem. Niestety! Niepokoją mnie jednak stopy Agniesi, bo zrobiły się bardzo sztywne. Zrobił się przeprost i jak to Asia powiedziała achilles trzyma. Tylko dlaczego z dnia na dzień tak się stało?
Agunia mróweczko Ty moja! Wracamy do zdrowia, starczy tego chorowania!

poniedziałek, 25 maja 2009

Czarodziejska gumka…. /25 maja 2009/

Jak pisałam wcześniej nienawidzę jak Agiś choruje!!! Teraz jest to dodatkowo uciążliwe, bo Agi nie może mówić ani płakać w głos. Musimy siedzieć i ją obserwować. Cały czas trzeba ją odsysać, bo zbyt długie nieodsysanie powoduje zasychanie jej w rurce wydzieliny, a co za tym idzie Agi ma trudności z oddychaniem. W czwartek podczas odsysania Agi znowu nie mogła wciągnąć powietrza, odkaszlując zatkała sobie rurkę na tyle skutecznie, że nie mogła ani wciągnąć, ani wypuścić powietrze. Dobrze, że nauczyliśmy ją wypuszczać powietrze buzią, wydaje bowiem wtedy taki charakterystyczny dźwięk i wiem, że coś nie gra. Teraz nawet nauczyła się wciągać powietrze. Każda taka próba kończy się opluciem mamy śliną, ale co tam, ważne, że stara się sobie radzić! W ogóle dzisiaj doszłam do wniosku, że Agi sprawia wrażenie jakby nie mogła się przyzwyczaić do rurki i próbowała oddychać buzią. Może to tylko ból gardła i taki moje dziwne złudzenie…
Jednak moja mała córcia zaczyna czuć się lepiej. Temperatura już prawie nie nachodzi i miejmy nadzieję, że ten magiczny piąty dzień podawania antybiotyku zdziała cuda. W środę będziemy u bioterapeutki to trochę zadziała energią. Kurcze, zawsze przed Warszawą szłam do Pani Danuty. Teraz nie przełożyłam sobie na wtorek spotkania i proszę! Angina!
Muszę Wam o czymś napisać. Ostatnio coraz częściej prześladuje mnie wspomnienie mojego dziecka duszącego się. Ta scena jak na zwolnionym filmie przemyka mi kilka razy dziennie przed oczami. Ma ktoś może taką czarodziejską gumkę? Taką, którą można wymazać tak przykre wspomnienie. Każde takie cofnięcie się w czasie powoduje potworny ból w klatce piersiowej do tego stopnia, że trudno oddychać. Musze się wtedy mocno otrząsnąć, żeby wrócić do teraźniejszości! To pewnie ta zbliżająca się data trzecich urodzin Agniesi robi swoje z moją wyobraźnią! Ostatnio nawet trudno mi oglądać zdjęcia Agniesi z tamtego życia. Tak, bo to było dawno temu. To było inne życie, a my byliśmy innymi ludźmi. Jak wiele musiało się wydarzyć, aby zrozumieć pewne rzeczy. Aby zrozumieć, co tak naprawdę jest ważne. Pisałam o tym wielokrotnie – przewartościowanie naszego życia. Wierzę całym sercem, że moje dziecko do mnie wróci, takie jak kiedyś! Jeżeli tak się nie stanie…boję się myśleć, co będzie dalej!
Aguś Ty moja mała dziewczynko. Moja kochana mała dziewczynko…tęsknię…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kochani, przez ostatnie wydarzenia nie wspominałam ostanio o Zosi. Wiem, bo mnie zapewniacie, że pamiętacie cały czas o tym małym szkrabie. Mam dobre wieści! Otóż na koncie Cor Infantis uzbierało się już 27 000zł. No i teraz niespodzianka. Fundacja Polsat przekazała na operację Zosi 30 000 zł!!!!!!! Czy to nie cudowne? Pozostał miesiąc i jakieś 30% kwoty do zebrania. Już teraz dziękuję Wam za pomoc! Zapraszam na aukcje Zosi i Agi! Tam naprawdę są świetne rzeczy!!
W Gazecie Wyborczej pojawił się artykuł o Zosi:
http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,6645385,Pomozmy_uratowac_serce_malej_Zosi.html

piątek, 22 maja 2009

Angina! /22 maja 2009/

Niestety wypad do Warszawy nie zakończył się za dobrze. W nocy Aginek dostała wysokiej gorączki. Dałam jej Ibum, trochę zbiłam, tak do przyzwoitego 38. Zadzwoniłam do Pani doktor i poprosiłam o wizytę. Odwołałam rehabilitację, ale zastrzegłam, że chętnie pogadam sobie z Asią w ramach rehabilitacji. Obie miałyśmy trochę przygód w ostatnim tygodniu. Koło 12 przyszła Pani Irka, jakby wyczuła, ze Agi jest chora. Przyniosła Agusi ślicznego kwiatuszka w doniczce, różowego oczywiście ze słoneczkiem. Kochana Pani Irka! Bardzo przejęta stanem Agusi. Tak jak ja podejrzewała Anginę. Pani Irka wyświadczyła mi przysługę i zabrała zaświadczenie do opieki. Ja nie mam kiedy zanieść. Wiem, że mogę zawsze zadzwonić do Pani Ireny, ale nie chcę fatygować niepotrzebnie. Pani Irka miała praktycznie po drodze.
Pielęgniarka wyszła, i zaraz była Pani Beata. Tak jak myślałam, angina. Na szczęście ropy na migdałkach nie ma jeszcze, ale i tak nie jest najciekawiej. Na szczęście osłuchowo czysta. Dostaliśmy antybiotyk w syropku i pyralginę do rozpuszczania, ale niestety, działały tylko czopiki. Agiś ciągle miała wysoką temperaturę.
Miałam problem z wykupieniem recepty, ale na szczęście Wiesia, dobra dusza, zgodziła się z chęcią mi pomóc. Kupiła antybiotyk, i mogłam podać Aguni.
Wkrótce przyjechał też Marcin i wykupił resztę leków. Dobrze, że mam na kogo liczyć, bo jak tak się siedzi w domu z chorym dzieckiem, to nie ma jak pozałatwiać pewnych spraw!
Agiś cały dzień miała wysoką temperaturę. Co udało się zbić do 38, skakała do 39.5! No niestety to sa uroki anginy! Moje biedactwo! Jak troszkę spadała temperatura to korzystałam z  okazji i podawałam jej odrobinę jedzenia.
W nocy Agiś koło 3 naszła temperatura i podałam jej czopik, rano już było dobrze. Raz zaczęło troszkę narastać, to dostała pyralgine do brzuszka i było ok.  Cały dziń dzisiaj śpi. Nie ma co się dziwić, po takim czwartku!
Wracając jednak do tematu grzybka, założonego w CZD. Okazało się, że zakończenie cewników ma tak cienką końcówkę, że jedzenie można podawać jedynie płynne, bądź półpłynne. Mam spore problemy z zupkami. Na razie dałam jej zupkę słoiczkową taką dla najmniejszych dzieci. Całkowicie przetartą. Pojawił się jeszcze jeden problem. Agi bierze depakine chronosphere. To jest lek na padaczkę, jest on w saszetkach w formie drobniutkich kuleczek, które po wymieszaniu z płynem pływają, jak styropian i nie ma mocnych, zeby je zatopić. Do cewnika jakoś podawaliśmy, jednak tutaj wszystko się zapchało na amen. Dobrze, że są trzy różne rurki do podawania jedzenia, bo nie wiem jak byśmy sobie poradzili. Arek podwał w środę, a wczoraj próbowaliśmy to rozbić i też nic nie dało. Dzisiaj wzięłam sie na sposób i wymieszałam z zupką. To było rewelacyjne posunięcie. Granulki rozłożyły się na tyle równomiernie, że nie miały szans zapchać wlotu do żołądka! Ufff….. Miałam niezłego stresa z tą depakiną!
Oj nie lubię jak Agii choruje. Przez rok mieliśmy spokój. Myślę, że do niedzieli będzie już całkiem nieźle i będzie można rozpocząć rehabilitację i tzw, zwyczajne życie!
Aguś nie wygłupiaj się, żadnych takich choróbsk więcej!!!

środa, 20 maja 2009

Warszawa i lecytyna /20 maja 2009/

W końcu pojechaliśmy do Warszawy! Kojarzycie,  że 20 mieliśmy jechać do CZD na założenie grzybka zamiast foleya. No i pojechaliśmy.
W zeszłym tygodniu zaniosłam zlecenie na karetkę, tym razem dopisany tata. Trzy razy sprawdziłam w kalendarzu datę. Po przyjeździe sobie wpisałam. No i o 5.20 zajechał powóz i wyruszyliśmy po przygody do stolicy! Nawet bardzo ładnie zajechaliśmy, tak po 11, bo niestety potworne remonty na drogach i co parę kilometrów trzeba było stać w korku. Agiś nockę miała kiepściutką, to w karetce całą drogę prawie przespała. Ja jakoś nie mogę przyzwyczaić się do spania na siedząco i trzęsienia.
Wypakowaliśmy się, zabraliśmy pana sanitariusza z delegacją i do rejestracji! A tutaj Pani stwierdza, że nas nie ma na liście!!!! Normalnie zaczęło mi się gotować! Jak to nie ma nas na liście? Przecież mieliśmy dzisiaj przyjechać! Pan doktor osobiście pisał mi w książeczce z CZD datę!!! No i aby udowodnić bałagan w papierach, otwieram książeczkę i uśmiech zastyga mi na ustach!!! W książeczce data jak byk: 27 maj 2009 rok!!!!!!!!!!
Zrobiło mi się gorąco! Pan z karetki zbladł, w obawie, że mu nie podbiją delegacji, a co za tym idzie nas obciążą!
Wiecie najdziwniejsze jest to, że nawet mocno się nie zdenerwowałam! Zaczęłam się śmiać i prosić o litość! Pani była wyrozumiała, może często na takie zakręty trafiają! Na szczęście był chirurg o litościwym sercu i kazał poczekać! Jak zobaczyłam w poradni naszą Panią chirurg, wiedziałam, ze będzie dobrze. Troszkę się naczekaliśmy, bo wchodziliśmy dopiero po pierwszej, ale tyle było ludzi i od 11 zaczęli przyjmować.
No to teraz wizyta w gabinecie zabiegowym. Najpierw, aby zdobyć nasze pudełko z grzybkiem, Pani pielęgniarka musiała się włamać do szafki, bo wcięło klucze. Pan doktor przyszedł, zaczął wyciągać płyn z balonika….i kolejna niespodzianka! Agiś pękła balonik!!! Moje kochane zdolne dziecko, udowodniło lekarzom, że robi to na zawołanie i gdy ma na to ochotę! 
No nic, założyli grzybka i teraz musiałyśmy czekać na kolejkę do prześwietlenia. Trzeba było sprawdzić, czy wszystko dobrze założone. Na szczęście było wszystko w  porządku! Tylko trzeba było baryt wypłukać z rurki. Na szczęście, Pani doktor zrobiła to nad zlewem a nie do żołądka. To paskudztwo jest ciężko strawne!
Panowie podbili delegację i mogliśmy wyruszyć w drogę powrotną. Miałam wrażenie, że asfalt się wyciągnął!! W sumie tyle walców jeździło, że wszystko możliwe. Zajechaliśmy do domku przed 20. I do tego pierwszy raz jasno było. Boję się pomyśleć co będzie jak w lipcu pojedziemy, bo teraz było zabójczo gorąco, a było koło 20 stopni. No to teraz trzymajcie kciuki, żeby nam służył ten grzybek oczywiście bez żadnych przygód!
Gimnastyka Aginka w karetce, oczywiście na taty kolanach.
 Aguiś, a teraz staramy się nie popsuć tego nowego urządzonka w brzuszku!!! Mamusia ładnie prosi!

poniedziałek, 18 maja 2009

Żywienie enteralne /18 maja 2009/

Ostatnio stwierdziłam, że muszę przybliżyć Wam istotę żywienia enteralnego. Moja Agnieszka, jak wiecie jest w tym programie refundowanym przez NFZ. Przez przypadek dowiedziałam się o tym programie i możliwości pomocy mojej córci w przybraniu na wadze! Wiem, że wielu rodziców boryka się z tym problemem. Podobnie przeraża ich, jak mnie założenie PEG-a(gastrostomii). Wiem jednak, że dla Aginka nie było innego wyjścia. Wiem jednak,że wcale nie musi tak być. Wszystko jest uzależnione od stanu zdrowia dziecka.Jednak od początku.
Generalnie zapraszam na stronę
http://www.niedajsiezjescchorobie.org/
Tutaj dowiecie się więcej o problemie niedożywienia i jakie jest to ważne w rozwoju prawidłowym dzieci. Program enteralny to dożywianie osób, które mają problemy z jedzeniem czy wchłanianiem pokarmu, spowodowane najczęściej chorobą.
Jednym ze sposobów pomocy naszym dzieciaczkom w przybieraniu na wadze są dostępne na naszym rynku środki wysokokaloryczne. Agnieszka od ukończenia trzeciego miesiąca właśnie takimi preparatami była karmiona. Takie środki znalazła dla nas nasza Pani Beatka (generalnie powinni tutaj pomagać pediatrzy). Na początku dostaliśmy Clinutren Junior z i Peptamen Junior z Nestle. Mleka różnią się od siebie tym, że Clinutren ma większą ilość węglowodanów, a Peptamen tłuszczy. Agiś niespecjalnie tolerowała Peptamen, więc kupowaliśmy tylko Clinutren i mieszaliśmy z mlekiem modyfikowanym, które wtedyAgi piła. Oprócz tego dostaliśmy jeszcze Fantomalt (produkt dostępny tylko na receptę). To jest produkt Nutricji w postaci lekkostrawnego proszku, bez smaku.Dosypywaliśmy go do każdego posiłku Aginka.
Do programu dostaliśmy się dzięki naszej pielęgniarce środowiskowej, która poinformowała nas o istnieniu „takiego czegoś”. Jednak z uwagi na niski wiek Agi, nie miała wówczas 3 lat, mieliśmy do wyboru albo Warszawę, albo Łódź. W Łodzi nie mieliśmy szans, bo była już i tak kolejka oczekujących, więc ruszyliśmy do Warszawy. Tam, po rozmowie z profesorem Książykiem, zarejestrowałam się do poradni żywienia. Termin wizyty w poradni to około 6 tygodni. Po badaniach zostaliśmy skierowani na pasaż przewodu pokarmowego i scyntygrafię żołądka. Brzmiało paskudnie. Największym problemem jak dla nas i pewnie reszty badanych okazała się głodówka przed badaniem.
Pasaż przewodu pokarmowego, to nic innego jak podanie białej papki dziecku i sprawdzenie na zdjęciach rentgenowskich przebieg trawienia.Trwa to praktycznie około godziny, bo fotek robią kilka, jednak mama może być cały czas z dzieckiem (chyba, że promienie rentgena mogą jej zaszkodzić i nie wiem jak jest w innych szpitalach). Wszystko do czasu aż baryt nie opuści żołądka.
Scyntygrafia przewodu pokarmowego jest mniej przyjemna, ale całkowicie bezbolesna. Muszą bowiem dziecku założyć sondę silikonową, taką specjalną świecącą na tomografie. Do sondy podawane są izotopy i dzieciątko wjeżdża do tomografu. Tutaj również mama może być z dzieckiem, i trzymać za ręce, głaskać. Badanie trwa jakieś pół godzinki i ewentualnie na chwilkę trzeba coś powtórzyć.
Generalnie obydwa badania mają na celu pokazać nam czy dziecko nie problemów z trawieniem. Agnieszce generalnie refluksu nie wykazało,a jednak miała. I wiem, że badanie pasażu wielu dzieciom nie wykazało takiego problemu, więc nie wiem gdzie jest błąd. Lekarze sprawdzają, czy żołądek opróżnia się w przewidywanym czasie. Badania te są niezbędne dla uzyskania istoty problemu. W każdym razie ze względu na stan Agi dostaliśmy wskazanie do założenia PEG-a.
PEG to inaczej gastrostomia, czyli brutalnie mówiąc,zrobienie dziecku dziurki w żołądku i karmienie bezpośrednio do żołądka.Założenie PEG-a nie wyklucza jednak podejmowania prób normalnego karmienia.  Teraz wiem, że pomimo olbrzymiego stresu, jaki przeszliśmy, to była dobra decyzja. U Agniesia bowiem,przy pierwszej próbie założenia PEG-a endoskopowo (czyli metodą gastroskopii)ujawniła nam swój refluks i jego efekty, czyli polipy w dolnym odcinku przewodu pokarmowego. Teraz nie było już odwrotu, karmienie sondą odpadało całkowicie i musieliśmy szybko przejść na PEG-a. Pamiętam jak Pani chirurg ostrzegała nas,że mamom trudno uwierzyć jak szybko dzieci przybierają na PEG-u. Fakt, mogę to potwierdzić. W ciągu trzech miesięcy Agnieszka przytyła ponad 4 kg. Teraz jak wiecie przechodzimy na dietę. Efekt o który nam chodziło uzyskaliśmy.
Od czasu kiedy „dokarmiliśmy” Aginka jej stan zaczął siępoprawiać. Organizm ludzki potrzebuje wszystkich witamin, mikro,makroelementów. Musimy się prawidłowo odżywiać i dbać o nasze maluchy. Całeszczęście Agiś ma wszystkie wyniki całkowicie prawidłowe. Pozostało nam jeszczeporozmawiać z Panią doktor z poradni żywienia, odnośnie zmiany diety Agusi. Wkońcu kaloryczność jedzenia dostosowuje się do strat energetycznych iaktywności człowieka. A moja córcia za dużo się nie rusza!

Moje kochane wariaty! /18 maja 2009/

Serdecznie witam wszystkich czytelników. Jakoś ostatnio coraz rzadziej tutaj zaglądam. Nie ma czasu.
W czwartek był Paweł na masażu i byłyśmy na długim spacerku. Asi naszej nie ma i na razie musimy zadowolić się masażami, a rehabilitację same poćwiczyć. Z Asią dopiero w czwartek się będziemy widziały. Paweł jeszcze się dopytywał o mój kręgosłup, pewnie mu Asia kazała, a mnie nic nie bolało, tak dobrze mi go ustawiła. Za to Paweł pierwszy raz masował Aguli kręgosłup. Zawsze robiła to Asia, a masaż to tylko lędźwie, kończyny i piersiowe. Tym razem poprosiłam, żeby obejrzał Agi plecki. Pawła konikiem są kręgosłupy, jednak tak malutkiego jeszcze nie robił. Starał się być delikatnym, ale pomogło. Widzisz chłopie, nie taki diabeł straszny!!
Wiecie, muszę Wam się przyznać, że Agusia ostatnio robi takie śmieszne minki, jakby chciała się uśmiechnąć. Niestety, dla mnie, próba uśmiechu najczęściej kierowana jest do taty. Nie ma coś się dziwić, przy tych wszystkich głupkowaniach! Jedyny dzień, kiedy Agi nie chciało się wygłupiać, to sobota. Tylko, że w tą sobotę, to chyba mało komu coś się chciało! Rano ledwo zwlekłam się z łóżka, bo niestety, ostatnie wyjście na spacerek, spowodowało potworny ból w krzyżu. Arek próbował coś tam ustawić, ale niewiele to pomogło. Ani maść, ani tabletki. Innymi słowy, po nastawieniu kręgosłupa, nie powinnyśmy wychodzić na spacerki! Tylko tak się nie da. Ja i tak się za prasowanie zabieram od kilku dni. Jutro jednak będę musiała to zrobić, bo się trochę tego zebrało. I jak ostatnio, 10 minut i muszę usiąść.
Połowę soboty Agusia praktycznie przespała. No i wieczorem, mała szantażystka kombinowała, żeby rodzice przy niej siedzieli. Najpierw mama pokołysała, pośpiewała. Wydawało się, że zasnęła, ale to była tylko zmyłka. Później tata, który przy okazji oglądał film, posiedział sobie dosyć długo, z całkiem obudzonym dzieckiem! Pogadali, poprzeciągali się, potulili i poszli spać!
Wczoraj po południu byliśmy na spacerku. Niestety troszkę Agusię przewiało i dzisiaj trzeba było żelować oczka. Ja nie wiem co z tym wiatrem, ale w którą stronę byśmy nie szli, zawsze w oczy, prawie jak w życiu!!! Agniesia była jednak przeszczęśliwa na spacerku i już wczoraj zabawa z tatą była konieczna!
Dzisiaj po powrocie Arka z pracy, skoczyłam na miasto. Moje skarby zostawiłam same z obiadkami! Po 1,5 godzince wracam, a tu muzyka na cały regulator, dziecko głową w dół na rękach u taty i tańce!! No i to szczęście w oczach! Aż miło było patrzeć. Mała wariatka!!! Największy ubaw ma z wyginania się w tył. Chociaż ostatnio troszkę częściej się zdarza, że nie potrzebuje takich atrakcji. Czasami chce się powygłupiać z rurką. Agula czasem chce sobie pogluglać. Wtedy musimy jej palcem zatknąć rurkę. Robimy to przy wydechu. Wydychane powietrze wypuszcza buzią i noskiem. Jak jest zła wychodzi wtedy takie charkliwe, wściekłe gluglanie.
Dzisiaj niestety nie dojechaliśmy do laryngologa. Wizytę przełożyliśmy na przyszły tydzień. Trochę się wystraszyłam, że przed naszym środowym wyjazdem coś się wydarzy. Do tego pogodę zapowiadali bardzooo deszczową, a tu ani kropelki nie spadło!
Aguś, może być i do taty, ale uśmiechnij się!!! Kocham Cię skarbie!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W piątek odwiedziłyśmy z siostrą naszą solenizantkę Zofię Nowak! Pierwszy raz mała nie chciała iść do mamy, tylko bawiła się z nami. Jest przesłodka i rozkoszna. Zastrzyki w sobotę się skończyły i miejmy nadzieję, że to już ostatnie i do wyjazdu Zośka będzie zdrowa!
Mam dobre wieści, dzięki Waszym wielkim sercom, na koncie Fundacji Cor Infantis do wczoraj wpłynęło już 20 000 zł!!! No to mamy już prawie 4500€ zebrane!! Kochani jesteście!! Kupujcie też ciuszki na aukcji dla Zosiaka, te pieniążki też idą na konto fundacji.
Znalazł się sponsor, który kupi Zosi fotelik na podróż! Dziękujemy bardzo!!!
Jesteście wspaniali! Oby tak dalej!!!
Wkrótce artykuł o Zosi w „Gazecie Wyborczej”! Polecam!!